czwartek, 29 lipca 2010

Patrycja Pustkowiak z dziennika.pl porównała najnowszą książkę Mian Mian do piosenki - trochę bluesowej, trochę rockandrollowej, zawsze jednakowo poruszającej i osobliwie poetyckiej. Mnie ta książka bardziej przypomina film, a dokładniej scenariusz. Powieść składa się z sekwencji obrazów, migawek. Rozmowy, monologi, pojedyncze frazy rozpisane są na wypowiadające je osoby, a narracja opisuje sytuacje w sposób oszczędny, ograniczając się do niezbędnego minimum. Warto zaznaczyć, że poszczególne wypowiedzi przewijają się z pewnym rytmem przez karty książki oraz przez usta kolejnych bohaterów.

Bohaterowie to osoby anonimowe, pozbawione imion. Aktor, Sponsorka, K, ABC, Meimei (po chińsku: młodsza siostra) i Jiejie (starsza siostra) odarci są z indywidualizmu. Cechuje ich także problem z ekspresją, wyrażaniem siebie i swoich uczuć. Przed zaangażowaniem uciekają w skorupę obojętności i swobody seksualnej. Gdy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie Meimei, ktoś pyta jej starszej siostry, czy nie rozpacza, ta odpowiada chłodno: Mam własne sposoby, by uczcić jej pamięć. Oprócz wątku kryminalnego, wyrazistym motywem jest miasto, w tym przypadku Szanghaj. Najlepiej i najpiękniej charakteryzuje go jeden z bohaterów: Szanghaj ma wielką zdolność wywoływania w ludziach iluzji, że tutaj zrealizują wszystkie swoje marzenia. W rzeczywistości albo bardzo szybko odpadasz z gry, albo się asymilujesz, stajesz się częścią tego miasta i tracisz samego siebie. Jestem szanghajczykiem, tutaj jest mój dom, nie potrafię stąd odejść. Jedyne, co mogę, to nie dać się wciągnąć w tę zabawę z marzeniami.

Książce nie można zarzucić braku klimatu. Wspomniane migawki uzupełnia chińska muzyka. Pobrzmiewa Hulanka zespołu Shengyin Suipian, zwanego chińskim Radiohead oraz Feifei Run zesołu Muma.

Smutna jest rzeczywistość prozy Mian Mian. Bije z niej jakaś niesamowita liryczność. Lubię taki klimat, jednak Panda Sex wywołuje we mnie ambiwalentne uczucia - chwilami książka wydawała mi się chaotyczna i trudna w odbiorze.

W.A.B., 2010
Tytuł oryginału: Panda Sex
Tłumaczenie: Katarzyna Kulpa

poniedziałek, 26 lipca 2010

Najnowsza książka Witkowskiego opatrzona została owidiuszowskim mottem: W nową postać zmienione chcę opiewać ciała. Właśnie motyw metamorfoz spaja historię trójki bohaterów w jedną opowieść. 

Tytułowa Margot jest kierowcą tira-chłodni, co daje jej pewne przywileje w światku mobilek (lepsze miejsca w McDonaldzie, szybsza przeprawa na granicy). Jej praca daje Margot wolność, której bohaterka potrzebowała będąc jeszcze w domu dziecka. Kobieta, niczym nieskrępowana, przebiera się czasem za tirówkę, by anonimowo rzucić się w krąg swoich kolegów po fachu i zaznać uroków życia.

Święta Asia od Tirowców ma w sobie więcej powściągliwości i tajemniczości. W świecie kierowców jest osobą szanowaną i rozchwytywaną. Dziewczyna, zaopatrzona w CB-radio i mapę wychodzi ze świata książek i internetu na drogę... nie po to, żeby się sprzedawać, lecz żeby służyć pomocą zbłąkanym lub znudzonym kierowcom.

Ostatni z trójcy to Waldek Jesionka, pochodzący z małej wioski pod Suwałkami. Chłopak prowadzi żywot przystankersa. Odjeżdżające autobusy symbolizują lepszy świat, do czasu gdy bohater sam się w nim nie znajdzie. Bohater wyjeżdża do dużego miasta i staje się osobą  medialną. Nie jest już Waldkiem Jesionką, lecz Waldkiem Bacardi Mandaryną. Witkowski zdaje się drwić ze świata show-biznesu i współczesnych gwiazd: Byle przystojną buźkę mieć, byle nadziarać sobie tatuaży, naprzekłuwać więcej od innych, narobić wzorków z zarostu, kapelusik na bakier, pieseczka w rękę, gadać kontrowersyjne głupoty, przeklinać, być bardziej prostackim od innych - i jest gwiazda! Życie ludzi medialnych, sztuczne, zakłamane, kontrastuje z szarą egzystencją mieszkańców polskich wsi czy kierowców tirów. 

Ciekawi są też inni bohaterowie Margot, jak Czarna Greta czy Ksiądz Marek. Ten ostatni został maksymalnie przerysowany (w stosunku do ascetycznego i bogobojnego modelu, a nie do rzeczywistości - wszak księży-biznesmenów nie brakuje): prowadzi siłownię, fitness club, solarium, nocny klub, praktykuje spowiedź przez Gadu-Gadu, a zamiast tacy nosi... terminal do kart kredytowych.

W powieści Witkowskiego wiele jest humoru oraz wulgarności. Język stylizowany jest na opisywane środowisko (żargon kierowców oraz ludzi show-biznesu). Nie brakuje też licznych odwołań do spotów reklamowych i programów telewizyjnych. Mimo niewątpliwych walorów książka nie porwała mnie. Fakt, czytało się ją szybko i przyjemnie, jednak czegoś mi w niej brakuje... Gdybym miała ocenić Margot, dostałaby co najwyżej 3+.

Świat Książki, 2009

wtorek, 20 lipca 2010

Przygoda fryzjera damskiego jest zarówno znakomitą komedią pomyłek, jak i satyrą na świat polityki. 

Tytułowy fryzjer jest byłym pensjonariuszem domu wariatów. Ponieważ zerwał z przestępczą przeszłością, postanawia żyć przykładnie, w czym ma dopomóc posada fryzjera w salonie szwagra. Spokój bohatera mąci wkroczenie na scenę pięknej Ivet, która prosi bohatera o przysługę, nie całkiem zgodną z prawem... Tak zaczyna się przezabawna i pełna absurdów przygoda fryzjera, który w momencie, gdy zabito Manuela Pardalota, przedzierzgnął się w detektywa i prowadzi śledztwo na własną rękę. Podejrzanych jest wielu, w tym on sam...

Książka dosłownie skrzy się humorem, co jest niewątpliwą zasługą tłumaczki, Marzeny Chrobak (wszak zły przekład zabije najlepszą książkę). Moim ulubionym fragmentem jest opis siostry bohatera: Przypominając sobie telewizyjne filmy i reportaże na ten temat, pomyślałem przez moment, że biedna Candida stała się ofiarą abdukcji ze strony jakiegoś Obcego i jej ziemska powłoka została zastąpiona kosmiczną. Szybko jednak powiedziałem sobie, że żaden Obcy przy zdrowych zmysłach nie sięgnąłby po takiego rupiecia, nawet w ramach przygotowań do podboju lub zniszczenia naszej planety, a jeśli nawet jakaś przedziwna istota z innej galaktyki miała taki kaprys, mnie wyszedłby on tylko na dobre oraz scena, w której do głównego bohatera przychodzą: policja, sąsiadka-prostytutka Purines wraz z jej klientem, prezydent, Reinona, jej mąż Arderiu, Magnolio, Santi i obydwie Ivet. Pukanie rozlega się zawsze w momencie, gdy mają paść ważne słowa. By zapewnić rozmówcom dyskrecję, fryzjer poprzednich gości ukrywa w całym mieszkaniu: za zasłonami, pod łóżkiem, w szafie, w toalecie - często dwójkami. 

Śledztwo prowadzące nas w krąg ludzi znanych i wpływowych, jest pretekstem do ukazania zepsutego świata polityki oraz mafijnych układów. Najbardziej przerysowaną postacią wydaje się być prezydent Barcelony, który jest szczery do bólu, nie grzesząc przy tym inteligencją: Jestem kandydatem na tego, kim jestem, czyli na prezydenta. Po czterech latach zamierzam szczęśliwe doprowadzić do końca mój program, który polega na pozostaniu prezydentem przez kolejne cztery lata.(...) jeśli uda mi się nieco zwiększyć absencję, zostanę wybrany głosem własnym i mojej żony. Policja po konfiskacie filmów pornograficznych idzie sprzedać je na bazarze, na przyjęciach załatwia się szemrane interesy, a nazwa firmy Hiszpański Szachraj mówi sama za siebie. 

Zdecydowanie polecam!

Znak, 2009
Tytuł oryginału: La aventura del tocador de senoras
Tłumaczenie: Marzena Chrobak

niedziela, 11 lipca 2010

Po Kroniki Jakuba Wędrowycza sięgnęłam z ciekawości. Nastawiona sceptycznie, bo za fantastyką nie przepadam, rozczarowałam się... pozytywnie! 

Już od pierwszych kart książki poczułam sympatię do Wędrowycza. Mimo osiemdziesięciu lat mężczyzna prowadzi aktywne życie i korzysta z jego uroków - odprawia egzorcyzmy, pije najpodlejszy alkohol i jest znany w okolicy. Jeśli wydarza się coś dziwnego - a zdarza się to często - stoi za tym Jakub. Któż, jak nie on, mógł wytapiać mosiądz ze znalezionej w lesie głowicy atomowej (którą bohater wziął za pralkę, bojler lub fragment samolotu), doprowadzając policjanta do szaleństwa? Inwencja Wędrowycza wydaje się nie mieć granic. Mimo, iż bohatera przerażała złota rybka, z duchami walczył skutecznie i potrafił wybrnąć z każdej sytuacji, wpadając najczęściej na absurdalne pomysły. Jako że idee wcielał w czyn, czytając o jego przygodach można się naprawdę nieźle uśmiać. 

Opowiadania zawarte w tomie podzieliłabym na dwie grupy: lekkie i humorystyczne (Głowica, Z archiwum Y) oraz poważniejsze (Przeciw pierwszemu przykazaniu, Tajemnice wody). Mnie zdecydowanie najbardziej spodobały się pierwsze dwa wymienione oraz Hotel pod Łupieżcą czyli wakacje Jakuba Wędrowycza, natomiast nudziłam się czytając Bajeczkę dla wnuczka, w czym - jak wynika z licznych komentarzy na jej temat - jestem odosobniona. 

Prócz wspomnianego humoru na plus poczytuję osadzenie bohatera w polskich realiach małej wsi. Język jest doskonale dopasowany do poziomu głównego bohatera, a jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała, było dziwne rozmieszczenie przecinków (To, kto Wam broni?; nie ma się, co zasiadywać). Podsumowując: jestem na tak.

Fabryka Słów, 2002
Ilustracje: Andrzej Łaski

sobota, 10 lipca 2010

Nie kończąca się opowieść to film mojego dzieciństwa - pierwszy, jaki świadomie obejrzałam w kinie, dlatego też do opowiedzianej w nim historii pozostał mi sentyment. Ponieważ niedawno ukazało się wznowienie powieści Michaela Ende, a moje wspomnienia miały mocno fragmentaryczny charakter (istnienie Bastiana, wchłonięcie konia Atreju, Artaksa, przez Bagna Smutku oraz lot Bastiana, a w rzeczywistości Atreju, na białym psie - to już nie moja wina, że smok "otrzymał" od twórców filmu psi pysk), sięgnęłam po pierwowzór. Książka okazała się bardzo wciągająca; do tego stopnia, że nie chciałam się z nią rozstawać ani na chwilę. Mimo, iż powieść jest dość obszerna (ok. 44o stron), dosłownie pochłania się ją, dlatego też nie polecam czytania jej na raty po kilka czy kilkanaście stron. Historia wciąga jak Bagna Smutku - z tą różnicą, że nie przynosi tym zguby temu, kto najdzie się w jej zasięgu.

Nie kończącą się historię cechuje dwoistość (dwa równoległe światy), co odzwierciedlone zostało nie tylko w fabule, ale i w formie, gdyż powieść pisana jest dwukolorową czcionką - świat rzeczywisty, ludzki, opisywany jest czcionką pomarańczowo-brązową, historia Fantazjany - niebieską. Ciekawa konstrukcyjnie jest też koncepcja zawarcia książki w książce, co podkreśla nieskończoność i kołowość opisywanej historii.

Główny bohater, Bastian, jest chłopcem grubym, bladym i niezdarnym, przez co jest wyśmiewany przez kolegów ze szkoły.  Matka chłopca umarła, a ojciec, nadal pogrążony w smutku, żyje w swoim świecie. Zapomnieć o przykrej rzeczywistości pomagają Bastianowi książki oraz wymyślane przez niego historie. Pewnego razu bohater uciekł przed prześladowcami do antykwariatu pana Koreandera i ukradł książkę, któta w magiczny sposób przyciągała go. Była to Nie Kończąca Się Historia. Chłopak w ukryciu i z wypiekami na twarzy czytał opowieść o Fantazjanie, która znalazła się w niebezpieczeństwie. Gdy Atreju dowiedział się, że w walce z Nicością pomóc może tylko człowiek, Bastian ruszył na pomoc. Nadając nowe imię Dziecięcej Cesarzowej ocalił Fantazjanę, za co otrzymał Auryn, tajemniczy klejnot, który dotychczas prowadził Atreju w jego poszukiwaniach, a teraz miał wyprowadzić Bastiana z powrotem do jego własnego świata. Tajemniczy napis na odwrocie Aurynu głosił: Czyń to, czego pragniesz. Pragnienia miały sprawczą moc, niestety, każde pociągało za sobą utratę kolejnych wspomnień. Bohater, który teraz był pięknym, silnym i podziwianym mężczyzną, wpadł w pułapkę władzy i zagubił się... Czy Bastianowi udało się wrócić do świata ludzi i czego tak naprawdę pragnął? 

Książka poza wspomnianymi we wstępie walorami, posiada jeszcze jedna zaletę - przesłanie. Ende, pozwalając nam przeżyć z Bastianem jego przygodę, pokazuje nam jak ważne są marzenia oraz dążenie do celu, jednak uświadamia nam, że często najtrudniejsza nie jest droga do celu, tylko jego obranie. Podkreślona została także rola przeszłości - wspomnienia i doświadczenia, bez których nie można spełnić Prawdziwej Woli - oraz przyjaźni, która w tym przypadku została wystawiona na ciężką próbę. Warto dodać, że fabuła jest bardzo ciekawie zbudowana. Autor popisał się nie lada wyobraźnią, mistrzowsko opisując rozmaite stworzenia oraz różnorakie budowle, np. Widzącą Dłoń. Bohaterowie są wielowymiarowi, a nie papierowi, jednoznaczni. Podsumowując: mimo, iż nie przepadam za fantastyką, książka mnie zachwyciła. Gorąco ją polecam!

Znak, 2010
Tytuł oryginału: Die unendliche Geschichte
Tłumaczenie: Sławomir Błaut

sobota, 3 lipca 2010

Dawno nie czytałam tak wzruszającej i magicznej książki.

Moje drzewko pomarańczowe to historia pięcioletniego Zezé, nadwrażliwego, inteligentnego i nad wiek rozwiniętego łobuziaka. Jego dzieciństwo, któremu daleko do sielskości, wspomina już jako 48-letni mężczyzna.

Mały Zezé ma kilkoro rodzeństwa, ojciec nie pracuje, więc rodzina jest na utrzymaniu matki oraz jej córki, a siostry chłopca, Lali. Żeby w domu był spokój, chłopiec zostaje rok wcześniej wysłany do szkoły. Zezé bardzo dobrze radził sobie z nauką, jednak skłonność do płatania figli pozostała, za co chłopiec często dostawał lanie. Zezé, mimo psocił, był dobrym dzieckiem, opiekował się młodszym bratem, drugim śniadaniem dzielił się ze swoją koleżanką, a nauczycielce przynosił kwiaty, gdyż na jej biurku zawsze stał pusty wazon. Jedynym przyjacielem Zezé było drzewko pomarańczowe, z którym bohater prowadził wyimaginowane rozmowy. Maluszek (Xururuca) był powiernikiem trosk i sekretów chłopca, a także obiektem zabaw, co świadczy o niesamowitej wyobraźni dziecka. Niedaleko dżungli (pomarańczowego sadu) płynęła Amazonka (ścieki), a koło domu było zoo, w którym np. czarna kura była panterą. W poznawaniu świata chłopcu pomagał wujek Edmundo, dzięki któremu Zezé uczył się wielu nowych słów oraz zdobywał informacje o świecie. Gdy nauczył się czytać, wszystkich wprawił w zdumienie, gdyż nikt go tego nie uczył. 

Życie Zezé zaczyna się zmieniać wraz z pojawieniem się Portugalczyka, Manuela Valadaresa. Mężczyzna zastępuje chłopcu ojca i daje mu czułość, jakiej ten nie zaznał od swoich najbliższych. Zezé mniej psoci, nie przeklina, a nawet mniej czasu poświęca swojemu drzewku. Jesteśmy świadkami dojrzewania chłopca. Gdy poznawaliśmy go, w duszy Zezé gościł śpiewający ptaszek, który został teraz wypuszczony na wolność. Krokiem ku dojrzałości staje się też pewne traumatyczne wydarzenie (nie chcę zdradzać jakie, żeby nie odbierać przyjemności lektury kolejnym czytelnikom). Mimo optymistycznych akcentów, zakończenie książki jest bardzo smutne. Drzewko wypuszczając pierwszy kwiat, żegna się z chłopcem, by tak jak Zezé przejść z krainy marzeń i dzieciństwa w świat rzeczywistości i bólu. 

Moje drzewko pomarańczowe jest książką o przyjaźni, cierpieniu i dorastaniu. Jest lekturą przyjemną, aczkolwiek wcale nie lekką. Komizm, spowodowany najczęściej psotami chłopca, zrównoważony jest tragizmem, gdy Zezé musi ponieść konsekwencje swoich czynów. We mnie ta książka pozostawiła smutek wraz z dźwięczącymi w mojej duszy słowami: Już tydzień temu ścięli moje drzewko pomarańczowe...

Muza, 2008
Tytuł oryginału: Meu de Laranja Lima
Tłumaczenie: Teresa Tomczyńska
Tłumaczenie piosenek: Joanna Karasek