wtorek, 13 października 2015

W serii Spectrum zdarzało mi się trafiać zarówno na książki napisane językiem bardzo ciężkim, hermetycznym, naukowym, jak i napisane ze swadą, lżej podchodzące do tematyki i naszpikowane przykładami oscylującymi wokół przedmiotu publikacji. Po Dzieciństwie w oblężeniu patrząc przez pryzmat poczynań zawodowych Bakana, profesora prawa, asystenta prezesa Sądu Najwyższego Kanady, autorytetu w dziedzinie prawa o międzynarodowej renomie można było spodziewać się książki topornej, wręcz prawniczego bełkotu z licznymi odwołaniami do przepisów prawa. Kanadyjczyk zaskoczył mnie nie tylko lekkością języka, ale i prostotą opisywania skomplikowanych zjawisk zachodzących pomiędzy elementami życia społecznego.

Każdy z nas był kiedyś dzieckiem. Moje dzieciństwo przypadło na przełom lat 80. i 90., ważny dla Polski czas, kiedy rodziła się demokracja, a kapitalizm nieustępliwie zaczął wciskać się pod strzechy. I choć dziś ówczesne przejście od gospodarki centralnie sterowanej do wolnego rynku jest nazywane "dzikim kapitalizmem", to ta dzikość była bardziej etyczna niż dziś, bo wszelki biznes był ukierunkowany na robienie pieniędzy na dorosłych - to oni byli głównymi, w zasadzie jedynymi, odbiorcami prymitywnych reklam. Kto wtedy myślał o dziecku jako uczestniku rynku z dużym potencjałem nabywczym? Papier toaletowy, który reklamowało dziecko, to jeden z pierwszych spotów, który pamiętam z ówczesnych pionierskich czasów. Ale czy dzieci wtedy wpływały na rodziców, aby wybrali papier tej firmy, a nie innej, bo tata Marcina kupił właśnie taki? Dziś niestety to się ogromnie w Polsce zmieniło, dziecko jest równorzędnym lub nawet nadrzędnym odbiorcą reklam. Czasami mam wrażenie, że przy półce sklepowej to dziecko jest głównym decydentem w sprawie produktów, które wędrują do wózka. A przecież w supermarketach wcale nie wydajemy najwięcej. Sektor bankowy, motoryzacja, wczasy, czy elektronika to obszary, gdzie zostawiamy większe sumy. Są to również branże, w których każdy stara się poszerzyć grono swoich klientów, adresując przekazy reklamowe do coraz młodszych i coraz bardziej wpływowych odbiorców – dzieci już nie pójdą do szkoły jeśli nie dostaną tableta!

Reklama będąca najłatwiej rozpoznawalnym wrogiem każdego rodzica, bo w najbardziej bezpośredni i naoczny sposób wpływa na konsumenckie decyzje dzieci i dorosłych, stanowi tylko jeden z tematów poruszanych przez Bakana. Kolejnym wyzwaniem jakie stawiają rodzicom krwiożerczy i żądni pieniędzy kapitaliści są gry. Mniejsza z tym, jeśli nie są to opływające krwią i nurzające się w sosie przemocy bezpłatne gry edukacyjne. Ale gdy w grę wchodzi manipulowanie dziecięcym poczuciem przywiązania, troski, miłości do jakiegoś wirtualnego zwierzątka czy innego potworka, gdy jego życie zależy od zasobności portfela opiekunów... Nie każdemu z nas musi się podobać taki mechanizm postępowania twórców gier. Pamiętam jak w czasie studiów kolega pospiesznie się ze mną żegnał, bo musiał biec do akademika podlać marchewki na działce, bo inaczej mu padną. Skoro chłop dwudziestoletni może aż tak zaangażować się w doglądanie wirtualnych grządek, to jak wielkie spustoszenie w kilkuletniej kształtującej się psychice może spowodować ta sama gra?

Im dłużej czytałem tę skromną objętościowo (300 stron, mały format) książkę, tym włos coraz bardziej jeżył mi się na głowie. Firmy farmaceutyczne, lekarze i naukowcy - wszystkie te elementy wpłynęły na utworzenie liberalnego prawa dla rynku zbytu leków. Trudno znaleźć początek łańcucha kłamstw, który zaciskał się na szyjach dzieci pochopnie diagnozowanych jako chore psychicznie. Ameryka to państwo, w którym rządzi pieniądz i nic tej władzy nie jest w stanie powstrzymać. Do ustawy traktującej o chorobach psychicznych dzieci dopisywano coraz więcej schorzeń, aby poszerzać rynek zbytu farmaceutyków. Aby leki danego producenta lepiej się sprzedawały lekarze byli zapraszani na konferencje, na wystawne kolacje, luksusowe wycieczki. Większa ilość wypisanych przez nich recept to większe przychody producentów, a że czasem jakieś dziecko umrze z powodu przepisania zbyt dużej dawki lub okaże się, że dany medykament zamiast pomagać szkodzi? To wszystko jest wliczone w koszta - zapłaci się odszkodowanie, pobije się w piersi. I dalej będzie się robiło swoje. W tej żonglerce zdrowiem psychicznym najmłodszych najbardziej wstrząsająca jest postawa naukowców - zdarza się, że fałszują badania lub ukrywają działania uboczne preparatów, nad którymi pracują. Ekspertyzy, które pisze się, aby potwierdzić tezę jaką złożył zleceniodawca - oto jak działają z założenia prawdomówni naukowcy.

Ameryka, kraj wolności, kraj gdzie powstała pierwsza konstytucja, państwo niosące demokrację "ciemnym ludom" krajów muzułmańskich. Mimo to tutaj w takim samym stopniu jak u tych "ciemnych" narodów nie zwraca się uwagi na zdrowie dziecka. Zanieczyszczenia powstałe w wyniku eksploatacji złóż naturalnych, katastrofy ekologiczne - firmy chętnie zapłacą kary (wszak są one nikłymi wydatkami), aby zamknąć gęby tym, którzy krzyczą zbyt głośno. Tylko kilkaset spośród ponad 80 tysięcy związków chemicznych będących w obrocie na rynku amerykańskim (wiele z nich wchodzi w skład zabawek dla dzieci) zostało przebadanych pod względem szkodliwości dla organizmu ludzkiego. Jeśli ktoś podnosi larum, że te nieprzebadane powinno się zbadać lub wycofać, podnoszą się głosy, że to ograniczenie wolności. A praca dzieci? Co prawda często są to emigranci z Meksyku czy Ameryki Południowej, ale czy to dzieci gorsze? Czy o taką wolność walczyli twórcy konstytucji? Czy chcieli, żeby dzieci, czyli dorośli, pełnoprawni Amerykanie, tylko o kilkanaście/kilkadziesiąt lat młodsi, były wykorzystywane jako ten najsłabszy, najbardziej podatny na wpływy element wolnego rynku? Śmiem wątpić. W czasie lektury nachodziły mnie myśli, że obecny świat powinien się zawalić, ludzie powinni wymrzeć, żeby Ziemia się odrodziła, odetchnęła chwilę, odsapnęła. Jeśli człowiek nie potrafi poszanować samego siebie, nie ma szacunku dla dzieci, to dla kogo będzie miał?

Muza 2013
Seria: Spectrum
Tytuł oryginału: Childhood under siege: how big business targets children
Przekład: Hanna Jankowska

5 komentarzy:

  1. Bardzo lubię tę serię. Można dowiedzieć się wiele ważnych i przydatnych rzeczy z naprawdę wielu dziedzin życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię tę serię, ale nie wszystkie tematy w niej poruszane są dla mnie interesujące - najbardziej zajmują mnie publikacje z zakresu socjologii i politologii. I, tak jak napisałem we wstępie - nie wszystkie są strawne językowo. Choć zwykle jak już książkę zacznę czytać, to mimo cierpień, staram się dobrnąć do końca :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Myślę, że to jest książka dla wszystkich ludzi, książka, która może uświadomić nam, że zmierzamy donikąd. Ukazuje ona, że żądza pieniądza, która kieruje człowiekiem żyjącym w kapitalizmie doprowadzi świat na krawędź. I nie będzie potrzebna żadna kometa, atak obcych cywilizacji czy wypalenie się Słońca - może nie tyle sami rozsadzimy Ziemię, co spowodujemy, że ludzkość zniknie, unicestwi się sama.

      Usuń
  3. Dziecko w podatności na reklamy, w zależności finansowej od rodziców, po prostu chce coś mieć. Pamiętam czasy, kiedy pod wpływem reklam zabawek kupowało się podobne, bo takie stały się celem dziecięcego życia.

    OdpowiedzUsuń