niedziela, 2 czerwca 2013

Cristian Alarcón "Ja, transa"

Po lekturze Hałasu spadających rzeczy i spotkaniu z Edem Vulliamym, autorem Ameksyki, zapragnęłam zgłębić temat biznesu narkotykowego kwitnącego w Ameryce Południowej. Sięgnęłam po książkę Cristiana Alarcóna, dziennikarza zamieszkałego w Argentynie. 

Postacią, która wyłania się na pierwszy plan jest Alcira, tytułowa transa (handlarka narkotykami, głównie kokainą). Kobieta wyszła za mąż w wieku piętnastu lat i, jak się okazało, przez długi okres czasu nie miała pojęcia o tym, czym zajmuje się jej mąż. Po jego śmierci szybko znalazła swoje miejsce w narkobiznesie i rozkręciła własny interes. W Villi del Señor, dzielnicy Buenos Aires, Alcira nie jest jednak jedyną transą. Biznes narkotykowy jest bowiem pokusą dla ludzi ubogich, którzy mają na utrzymaniu rodzinę, czy imigrantów, którzy chcą się się odnaleźć w nowej rzeczywistości i znaleźć dla siebie zajęcie pozwalające utrzymać się w nowym miejscu. Z jednej strony jest to bardzo łatwy sposób na zarobek, z drugiej jednak przypomina balansowanie na linie nad przepaścią. Nigdy nie wiadomo, kiedy dobra passa zamieni się w wyrok, a w tym biznesie nie można liczyć na taryfę ulgową, wszelkie konflikty oraz eliminacja konkurencji rozwiązywane są przy pomocy broni palnej. Podczas lektury jesteśmy świadkami kilku bezwzględnych zabójstw - jeżeli wyrok zapadł, nic nie może go odwołać. Ryzyko jest wpisane na stałe w życie tych, którzy działają w tym biznesie. Stała groźba śmierci wisi nie tylko nad handlarzami, ale również nad mulicami, które we własnym ciele (ściślej: w przewodzie pokarmowym) przemycają woreczki z kokainą. Gdy woreczek pęknie, kobietę czeka śmierć. Przy najwyższym ryzyku jakie stale towarzyszy osobom zamieszanym w ten biznes odwrócenie się od nich ich najbliższych jest najmniejszym poniesionym kosztem...

Ja, transa to książka interesująca ze względu na poruszany temat, ale trudna w odbiorze. Lekturze poświęciłam zdecydowanie więcej czasu i uwagi niż innym reportażom (które zwykle czytam znacznie wolniej niż literaturę piękną), mimo to czasami gubiłam się w wątkach i musiałam powracać do przeczytanych historii. Być może przyczyna tkwi w zamyśle autora, który nie chcąc szkodzić przedstawianym osobom nie tylko zmienił ich personalia, ale również mieszał ich życiorysy, w wyniku czego kanwą do sportretowania jednej osoby bywało życie dwóch realnych postaci. Mimo wszystko książka jest godna polecenia ze względu na szczegółowe odmalowanie obrazu świata handlarzy narkotyków.

Karakter 2012

0 komentarze:

Prześlij komentarz