piątek, 21 listopada 2014

Jakiś czas temu zafascynowana pisałam o książce To zwierzę mnie bierze, wyrażając nadzieję na ukazanie się kolejnej publikacji znanego przyrodnika. Wydawnictwo Agora nie kazało mi długo czekać - kilka miesięcy później na moją półkę trafiły Zwierzaki Wajraka.  

Pozycja ta jest wznowieniem książki wydanej 12 lat temu przez Wydawnictwo Znak, która była zbiorem przedruków z "Komiksowa", dodatku do "Gazety Wyborczej" adresowanego do najmłodszych czytelników. Dziś teczki z zachowanymi artykułami posiadają zapewne nieliczni pasjonaci (mnie ten cykl w ogóle nie jest znany, więc edukację przyrodniczą zdobywałam m.in. z miesięcznika "Zwierzaki"), a książki nie można nabyć od kilku lat, nowa edycja jest więc ukłonem w stronę spragnionych wiedzy młodych przyrodników i ich rodziców. Informacje, które straciły na swej aktualności zostały poprawione, dotyczy to głównie liczebności populacji czy zwyczajów, do których należą wędrówki ptaków. Niektóre gatunki zamieszkujące miasta coraz częściej zimują w Polsce, podczas gdy jeszcze kilkanaście lat temu odlatywały do ciepłych krajów. Przyczyniają się do tego ludzie, którzy dokarmiają ptaki oraz coraz łagodniejsze zimy. 

Zwierzaki Wajraka są leksykonem polskich przedstawicieli fauny, związanych z czterema środowiskami, a więc: towarzyszących człowiekowi w miastach i na wsiach, zamieszkujących w pobliżu cieków i zbiorników wodnych, spotykanych w lasach oraz preferujących otwarte tereny. Ostatni rozdział jest ciekawostką, gdyż przedstawia zwierzęta spotykane w Europie, ale poza granicami Polski. Wszystkie zwierzęta, zarówno rodzime jak i te, które możemy spotkać podczas podróży po Europie, zostały opatrzone symbolem oka z oceną punktową (1-4) stopnia trudności spotkania ich w terenie. Każdy gatunek został również zilustrowany przez Annę Klonowską - w tej kwestii zauważyłam pewne nieścisłości. Pierwsza sprawa to wierność oryginałowi, przykładem niech będzie sierpówka wyposażona przez ilustratorkę w zbyt masywny dziób. Drugą kwestią jest niekonsekwencja stylistyczna (a może estetyczna?). Większość rysunków jest wierna oryginałowi i przyjemna w odbiorze - lekka kreska, odpowiednie wypełnienie kolorem - ale zdarzają się takie koszmarki jak rybołów (wyraźne kontury, które wyglądają jakby były malowane przez dziecko lub na raty, przez co łączenia poszczególnych odcinków do siebie nie pasują)..., brrrr!

Na opisy hasłowe składają się: nazwa łacińska opisywanego gatunku, informacje na temat gabarytów zwierzęcia (w zależności od gatunku: długość ciała, waga, rozpiętość skrzydeł) oraz informacje na temat środowiska, w którym żyje, jego zwyczajów, a także sposobu zdobywania pożywienia. Suche fakty zostały okraszone licznymi anegdotami i ciekawostkami, Wajrak jest bowiem nie tylko doświadczonym przyrodnikiem, ale i świetnym gawędziarzem. Dzięki jego opowieściom dowiedziałam się o jadowitym gryzoniu, zdolności pewnych ptaków do popadania w stan odrętwienia oraz o skłonności pewnego ssaka do załatwiania się w tzw. latrynach. Odkryłam również "producenta" najlepszego puchu, a także poznałam tajemnicę nietoperza, który... no, właśnie: wkręca się we włosy czy nie?

Zwierzaki Wajraka to książka znacznie różniąca się od poprzedniej publikacji. Choć styl opowieści jest podobny, zdecydowanie wolę To zwierzę mnie bierze. Nie potrafiłam odnaleźć się w zaproponowanym układzie - brakowało mi podziału na grupy zwierząt (ptaki, ssaki, ryby, płazy, gady) lub choćby układu alfabetycznego w obrębie poszczególnych środowisk-rozdziałów. Gwoździem do trumny są wspomniane wcześniej ilustracje, gdyż preferuję fotografie, które są wierniejsze szczegółom. Zauważyłam również dwa przeoczenia redakcji. Z tekstów prasowych powinny były zniknąć odniesienia do poprzednich artykułów, które nie znalazły się w publikacji. Wajrak przy okazji przedstawiania dzierzby gąsiorka odnosi się do opisywanego wcześniej srokosza, podobnie jak w przypadku odwołania do kszyka podczas prezentowania bekasa dubelta. Szukałam, wertowałam, na próżno - z pustego i Salomon nie naleje...

Mimo dość licznych uwag nie wyobrażam sobie aby na mojej przyrodniczej półce zabrakło Zwierzaków Wajraka

Agora 2014

3 komentarze:

  1. Fajna książka, chociaż jeśli miałabym jakąś kupić, to tę pierwszą, która Ci się bardziej podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja osobiście czytałam zarówno "To zwierzę mnie bierze" jak i "Kunę za kaloryferem". A to wszystko sprawka przyjaciółki, która kocha wyżej wymienione książki. Podczas ich lektury znosiłam jednak męczarnie. Nie skuszę się, więc na "Zwierzaki Wajraka".

    OdpowiedzUsuń