Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biologia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Ostatnio coraz mniej czasu poświęcam na pisanie recenzji, bo pochłania mnie przyroda - porzucona pasja z dzieciństwa, do której wróciłam po wielu latach. Również lektury coraz częściej dobieram pod tym kątem, dlatego z entuzjazmem sięgnęłam po Chrapiącego ptaka. Początkowo nie mogłam wciągnąć się w historię rodziny Heinrichów, ale nawet nie zauważyłam kiedy zostałam pochłonięta bez reszty. Kolejne nazwiska zaczęły być rozpoznawalne, a poszczególne elementy opowieści zaczęły się układać w jedną całość.

Gerd Heinrich, ojciec autora, był uznanym przyrodnikiem i badaczem gąsieniczników. W celach badawczych wyprawiał się na Bliski Wschód, do Azji Południowo-Wschodniej i Afryki, a trzeba pamiętać, że w pierwszej połowie XX wieku egzotyczne podróże nie były czymś powszechnym. Dla swoich ukochanych gąsieniczników - a oficjalnie w celu pozyskiwania eksponatów dla muzeów przyrodniczych - był w stanie znosić miesiące niewygód i porażek. Na ołtarzu swojej pasji w pewnym sensie złożył również swoje dzieci, które na kilka lat oddał do szkoły z internatem, żeby móc wyruszyć na kolejną wyprawę. W Domu Dobrej Woli Bernd przez długi czas nie mógł się zaaklimatyzować i jedynie ucieczki w świat przyrody pomogły mu zachować równowagę w miejscu, które było dla niego obce i w którym nie czuł wsparcia najbliższych (zwłaszcza uderzyło mnie wspomnienie o tym jak chłopak poprosił ojca o przysłanie na gwiazdkę "pasa, ołówków i pasty do zębów" i nie otrzymał ich). 

Gerd miał serce jedynie do kobiet (był bardzo kochliwy, a prawdziwym darem od losu była tolerancyjna żona, która kochance męża potrafiła zrobić awanturę o porzucenie go, podczas gdy ten powinien skupiać się na pracy badawczej, a nie na przeżywaniu zawodu miłosnego) i do swoich gąsieniczników. Bernd wielokrotnie był dla niego powodem zawodu, bo realizował się w bieganiu i w nowoczesnym nurcie biologii, co ojciec poczytywał niemal za świętokradztwo i odwrócenie się od tradycji rodzinnej. Niełatwo było młodemu Berndowi, ale - jak wspomina - to właśnie spory z papą ukształtowały go i pomogły mu skrystalizować własne poglądy pozostające w zgodzie z zaszczepionymi przez ojca wartościami. 

Chrapiący ptak to książka trudna do sklasyfikowania. Jest to zarówno autobiografia Bernda, jak i biografia Gerda Heinricha, a przy tym saga (choć jednotomowa, ale jakże obszerna) rodu Heinrichów, książka popularnonaukowa, pełna nazw gatunkowych i opisów przyrody, a po części również powieść przygodowa z dość licznymi elementami komizmu sytuacyjnego. Wspomnę choćby o przygodzie Gerda, który podczas zawieruchy wojennej ukrywał się w lesie i mimowolnie był świadkiem dezercji żołnierzy niemieckich. W efekcie zbiegu okoliczności został obdarowany przez sprzyjający los nie tylko zapasami żywności, ale również maszyną do pisania i skrzynką Krzyży Żelaznych, których użył później jako waluty. Trzeba przyznać, że Gerd zdecydowanie urodził się pod szczęśliwą gwiazdą, bo takich szczęśliwych zrządzeń losu doświadczył w swoim barwnym życiu wiele razy.

Zakochałam się w tej książce, w jej autorze - jego sposobie snucia opowieści, osobowości, uporze i podejściu do przyrody. Z zafascynowaniem czytałam o jego udanej próbie przedzierzgnięcia się z "konusa z lasu" w sportowca, a w rozbawienie wprawił mnie pomysł pomalowania wieży ciśnień na terenie znienawidzonej szkoły na pamiątkę swojej w niej obecności oraz - iście "psychologiczne" - podejście do wypełniania formularzy aplikacyjnych na studia, w wyniku czego prawie wszystkie uczelnie nie były zainteresowane jego kandydaturą na studenta. W kwestii podejścia do przyrody poczułam niesamowitą nić porozumienia, mimo iż autor w latach młodzieńczych wybierał jaja i pisklęta z gniazd, a także uśmiercał ptaki. Jak jednak napisał po latach, w parze z zapędami myśliwskimi szło uwielbienie dla nieszczęsnych stworzeń i świadomość, że "wiedza jest ważna, a nie da się jej zdobyć tanim kosztem"*. 

Jedno jest pewne - chcę więcej! Na mojej półce czeka zachwalane przez wszystkich Wieczne życie, ale wiem, że na tej książce nie poprzestanę. Dla Bernda Heinricha jestem nawet w stanie mozolnie przedzierać się przez oryginalne wydania! Wam jego książki gorąco polecam, choć dla kogoś nie zainteresowanego przyrodą Chrapiący ptak może być niełatwą lekturą.

Na koniec przytoczę jedną z licznych mądrych myśli zawartych na kartach książki:

Myślę, że dzieci samorzutnie interesują się światem naturalnym, tyle że często skłonność ta więdnie z powodu braku kontaktu z nim. Inne rzeczy wypełniają pustkę, kiedy chłonne umysły dzieci łakną poznania świata.**

Warto wziąć te słowa pod rozwagę i zamiast smartfona czy tableta podarować dziecku swój czas i zaszczepić w nim ciekawość świata tak, jak Gerd Heinrich zaszczepił w swoim synu.

Czarne 2016
Tytuł oryginału: The Snoring Bird: My Family's Journey Through a Century of Biology
Seria: Menażeria
Przekład: Michał Szczubiałka

* B. Heinrich, Chrapiący ptak. Rodzinna podróż przez stulecie biologii, Wołowiec 2016, s. 405.
** Jw., s. 256.

czwartek, 8 listopada 2012

Według powszechnej opinii zwierzęta nie mają duszy, co jest sprzeczne z jej definicją, gdyż dusza jest tym, co odróżnia istotę żywą od bytu nieożywionego. Niestety, ludzie zwykli przypisywać sobie wyjątkowość i chlubić się swoją rzekomą wyższością, dlatego często trudno jest im zaakceptować fakt, iż pewne przymioty przyszło im dzielić z innymi organizmami żywymi. Nie dopuszczają do siebie myśli, że zwierzę może kierować się czymś więcej niż instynktem, natomiast o inteligencję podejrzewają tylko naczelne (w końcu jest to fakt potwierdzony licznymi doświadczeniami). A ptaki? Związku frazeologicznego "ptasi móżdżek" nie trzeba tłumaczyć. Stereotypowe myślenie o tej gromadzie zwierząt zdecydowanie odmawia im inteligencji i innych "ludzkich" przymiotów, tymczasem badania okazują się mówić coś innego...

Możliwość długoletniej obserwacji papugi, którą się opiekuję, zaowocowała przekonaniem, iż jest ona obdarzona nie tylko inteligencją, ale i charakterem. Co wydawało mi się dziwne - udawało mi się zauważyć, że coś jej nie smakuje lub że jest zadowolona, spostrzegając także jej słaby wzrok w gorszych warunkach oświetleniowych. Nie wiedziałam, na ile ptasie zmysły są rozwinięte i które dominują w ich życiu - mogłam się tego jedynie domyślać. I po tych wszystkich latach otrzymałam nieocenioną pomoc w moich amatorskich dociekaniach! 

Sekrety ptaków. Fascynujący świat ptasich zmysłów to pokłosie obserwacji ptaków poczynionych przez Tima Birkheada na kilku kontynentach, uzupełnionych wiedzą zdobytą przez innych badaczy tematu. Autor skupił się bowiem nie tylko na tym, co zostało już jednoznacznie stwierdzone, ale sięga też do historii badań, omawiając drogę od początkowej tezy do wniosku, który często okazuje się sprzeczny z początkowym założeniem. Tim Birkhead pozostawia także kilka furtek otwartych dla przyszłych badaczy, gdyż nie każda kwestia została kompleksowo zbadana i wyjaśniona jak np. zagadnienie zmysłu smaku. Wprawdzie poczyniono pewne badania i obserwacje, jednak nie zmienia to faktu, że o tej dziedzinie wiemy chyba najmniej. Pozostałe jednak zostały przebadane gruntownie i wiemy, w jakim stopniu ptak posługuje się zmysłami wzroku, słuchu, węchu czy dotyku (proporcje te są różne w zależności od gatunku) oraz w jaki sposób przeżywa i okazuje emocje. Mimo, iż wszystkie rozdziały wnoszą ogrom wiedzy, prawdziwą gratką okazał się dla mnie rozdział o zmyśle magnetycznym, z istnienia którego nie zdawałam sobie wcześniej sprawy. Dzięki Birkheadowi moje hipotetyczne dociekania na temat umiejętności powracania z zimowiska w to samo miejsce nareszcie doczekały się wyjaśnienia! 

Sekrety ptaków są jak podróż po fantastycznej krainie. Wycieczka w świat ptasich zmysłów jest fascynującym przeżyciem i mam nadzieję, że Tim Birkhead zabierze mnie kiedyś w podobną podróż (a nie jest to pobożne życzenie - Sekrety ptaków nie są jego jedyną publikacją i liczę na to, że pozostałe również doczekają się polskiego przekładu).

Galaktyka 2012