Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lutego 2013


To już ostatnia odsłona ubiegłorocznego szału wydawniczego w Polsce na temat Mercury'ego. Trzy książki, które dane było mi przeczytać (Laura Jackson "Freddie Mercury. Biografia", Peter Hince "Queen. Nieznana historia" i obecnie recenzowana biografia autorstwa Lesley-Ann Jones) doprowadziły do wciśnięcia Freddiego gdzieś w okolice szczytu mojej listy najważniejszych muzyków w dziejach. Jako, że jest to post, którym na pewno na jakiś czas pożegnam się z tematyką Queen, to nie obejdzie się bez podsumowań i porównań. Lecz na początek kilka słów o dziele Lesley-Ann Jones.

Autorka jest dziennikarką muzyczną, w porównaniu z innymi pisarzami biografii dość skromną (z okładki nie krzyczą do czytelnika teksty w gatunku czego to nie widziała, kogo nie zna i w ogóle jaka jest wspaniała). Już tym zyskała moją przychylność i sympatię. I choć nie kryje, że zna gwiazdy, nie pyszni się tym, nie przechwala, ot, taka codzienność dziennikarska. Styl też ma świetny - ona opowiada, płynnie kończy jeden rozdział, który wydaje się być opowiastką, i rozpoczyna kolejny. Widać, że warsztat ma dopracowany, a pióro wyrobione. Książka jest zbudowana w inny sposób niż większość biografii - Jones wybierała sobie pewien problem, zagadnienie, dla przykładu Monachium, Barbara, Garden Lodge, EMI, kumple i wokół tego budowała fabułę. Głównym bohaterem każdego z rozdziałów oczywiście jest wokalista, ale nie zabiera on w nich głosu. Wszystkiego się o nim dowiadujemy z ust jego kochanków, kochanek, rodziny, znajomych, przyjaciół, ludzi, którzy pojawiali się na ekscentrycznych imprezach organizowanych przez showmana. Czytając, rzeczywiście czułem, że poznaję Freddiego takiego jakim był - nie tylko bożyszczem milionów fanów na całym świecie, pewnym siebie gościem, na pierwszy rzut oka twardo trzymającym w garści swój los. W głębi duszy był bardzo niespokojny, zagubiony w otaczającym go show-biznesie, a w pewnym momencie stał się dzieckiem błądzącym we mgle własnych kompleksów, wyzwań, pracoholizmu i perfekcjonizmu.

Spośród trzech pozycji, które miałem przyjemność przeczytać w ciągu ostatniego pół roku dotyczących Freddiego i Queen, ta zdecydowanie najbardziej przemówiła do mnie. Nie jest ona suchym życiorysem od czasu do czasu poprzeplatanym smakowitymi kąskami z życia prywatnego. Jest to szczera opowieść ludzi, którzy na co dzień obcowali z Mercurym. Na tyle szczera, że sam miejscami czułem się jak uczestnik jego życia, czasem mijający go na ulicy, będący na backstage'u czy po tej drugiej stronie sceny. Książka została wzbogacona wieloma ciekawymi zdjęciami, jedno z nich szczególnie zapadło mi w pamięć - Freddiego otoczonego uśmiechniętymi przyjaciółmi. Smutnego Freddiego.

Wydawnictwo Dolnośląskie 2012
Tytuł oryginału: Freddie Mercury. The Definitive Biography
Przekład: Marta Kisiel-Małecka i Łukasz Małecki

niedziela, 13 stycznia 2013

Po prostu brak mi słów, żeby opisać książkę Marka Blake'a. Dzieło jest to monumentalne, zawiera całą, trudną i skomplikowaną historię Floydów. Ciężko pisać mi o Gilmourze, Watersie, Masonie, Wright'cie i Barretcie, gdyż moje słowa będą słowami poniekąd osoby chorej na uwielbienie dla tej grupy. A Momentary Lapse of Reason, płyta, od której zaczęła się moja przygoda z zespołem, doczekała się opinii raczej chłodnych - nie wytrzymuje próby czasu ze względu na użycie instrumentów modnych w latach 80., które później odeszły do lamusa. Trudno mi się z tym zgodzić - każda płyta po Dark Side of the Moon była oczekiwana z niecierpliwością, a A Momentary... tym bardziej, jako ta tworzona już bez Rogera Watersa. Słysząc po raz pierwszy w odtwarzaczu dźwięk wody rozbijającej się o burty łodzi doznałem olśnienia i oczarowania. Tak było na początku, przy pierwszej płycie. Później poszły kolejne - Pulse, Atom Heart Mother, Animals, The Wall. Chłonąłem, połykałem, słuchałem na okrągło. Wtedy, w liceum, wielu z moich znajomych wsiąkło w Pink Floydów, wielu zapewne, tak jak i ja, odstawiło ich płyty na półkę, aby mogły trochę pokryć się kurzem. Ale dzięki Blake'owi znów świecą pełnym blaskiem i kręcą się w odtwarzaczu.

Pink Floydom poświęcono już w Polsce kilka publikacji - pisał o ich piosenkach Wiesław Weiss, przetłumaczono Wspomnienia Masona, jest także antologia tekstów, album poświęcony projektowi The Wall oraz Echa Povey'a. Każda z nich poświęcona niby zespołowi, ale podchodząca do tematu trochę jak do jeża - byleby go tylko nie dotknąć zbyt głęboko. Prędzej świnie zaczną latać jest dziełem nieomal kompletnym, wyróżniającym się na polskim rynku głównie ze względu na szerokie podejście do tematu. Blake dogłębnie analizuje sytuację rodzinną pierwszego i drugiego składu (czyli wszystkich członków Pink Floyd), dzięki czemu dowiadujemy się dlaczego teksty pisane przez Watersa są mroczne, nie dające nadziei lub tylko jej ułamek, poświęcone wojnie, śmierci, tęsknocie, poczuciu wyobcowania. Poznajemy skomplikowaną osobowość Barretta, przyczyny jego choroby, kulisy "odejścia" z zespołu, ale też dowiadujemy się, że Syd wcale nie żył w biedzie i pozostawił po sobie niemały majątek. Gilmour przedstawiony został jako członek zespołu, który najbardziej skupiał się na muzyce, kwestie przesłania tekstu mniej go obchodziły niż warstwa dźwiękowa. Trochę miejsca autor poświęca również milczącemu i trzymającemu się na uboczu Wrightowi oraz zwykle uśmiechniętemu, otwartemu na świat i ludzi Masonowi. Pięć różnych, czasami skrajnie odmiennych osobowości potrafiło tworzyć ten niezwykły zespół. Blake stawia tezę, że te różnice charakterów napędzały twórczość Floydów. Kłótnie o kształt albumów, zwłaszcza o warstwę muzyczną (na czym szczególnie zależało Davidowi), mimo iż destrukcyjne dla istnienia zespołu, prowadziły do podnoszenia poziomu efektu końcowego. Niestety tarcia, rozbieżność wizji dotyczących przyszłości grupy, tego co ma tworzyć, doprowadziło do jej upadku - Waters, którego przesłanie koncentrowało się na antywojennych hasłach było nie do przyjęcia zwłaszcza dla Gilmoura, który nie chciał się zamykać na inne kierunki - miał dość wałkowania tematu utraty ojca, który, jego zdaniem, został dogłębnie omówiony na The Wall.

Prędzej świnie zaczną latać jest pozycją obowiązkową dla każdego fana muzyki Pink Floyd. Dla tych, którzy zaczynają przygodę z kosmicznymi kompozycjami Brytyjczyków książka będzie stanowiła świetny wstęp do zapoznania się z całą dyskografią, ukazujący jednocześnie ich nieraz trudną historię powstawania. Spoglądając głębiej, w książce Blake'a zauważyć można trudne tematy dotyczące przemyśleń życia codziennego. Czytając o Barretcie, który paląc trawkę doprowadził swoje zdrowie fizyczne, a zwłaszcza psychiczne, do krańca wytrzymałości, trudno uwierzyć w zapewnienia zwolenników łatwego dostępu marihuany, że nie jest szkodliwa. Widzimy również jak obsesja jednego człowieka prowadzi do rozpadu grupy.

Książka niestety się skończyła, pozostawiając mnie z żalem, że tak szybko musiałem pożegnać się z bohaterami mojej muzycznej młodości.

Sine Qua Non/SQN 2012
Tytuł oryginału: Pigs Might Fly. The Inside Story of Pink Floyd
Przekład: Jakub Michalski

środa, 21 listopada 2012

Okrągłe rocznice mają to do siebie, że wśród fanów wzrasta chęć zakupu tego i owego związanego z kochanym zespołem. Ludzie związani z kapelą zwykle ochoczo starają się zaspokoić to zapotrzebowanie, wydając album w specjalnej edycji, remixy, dotychczas niepublikowane utwory, gadżety, książki, albo po prostu ruszają w trasę świętując wielkie i niepowtarzalne wydarzenie jakim jest x-lecie istnienia. Jak pisałem w poprzednim poście, w zeszłym roku przypadała 20 rocznica śmierci Freddiego Mercury'ego i na rynku polskim prócz książki Laury Jackson (o której pisałem niedawno) oraz innej, wydanej przez Wydawnictwo Dolnośląskie, pojawiła się pozycja w katalogu Sine Qua Non. Fani mają więc w czym wybierać, ale czy powinni poświęcić czas Peterowi Hince'owi?

Aby zrozumieć jak mogła powstać ta książka trzeba poznać postać Hince'a. Otóż ten raczej nikomu nie znany człowiek pełnił przez 13 lat rolę technicznego zespołu Queen i był najbliższym pomocnikiem Freddiego na scenie. Przez 13 lat znosił jego humory, to na nim jako pierwszym wokalista wyładowywał złość za usterki techniczne w czasie wystąpień, to on obrywał statywem mikrofonu, gdy zdarzyło się coś niezaplanowanego. Upokarzany, rugany, właściwie tylko raz usłyszał od Mercury'ego i zespołu podziękowania - było to po występie na charytatywnym koncercie Live Aid, za którego przygotowanie otrzymał pamiątkową tablicę.

Ci, którzy, tak jak ja po lekturze biografii Mercury'ego autorstwa pani Jackson, liczą na zgłębienie tematu, muszę szczerze ostrzec - książka zawiera dokładnie taką treść jak jest napisane na okładce: Moje życie u boku najlepszego zespołu rockowego XX wieku. Nic dodać, nic ująć. Hince pisze o swoich przygodach podczas tras odbywanych w różne zakątki świata, wspomina jakieś śmieszne zdarzenia, ale rzadko kiedy dotyczą one członków Queen, prawie zawsze ich bohaterami są, albo autor, albo jego kumple zza sceny. O "głównych bohaterach" wspomina się jak o zmarłym wuju lub ciotce - niechętnie, ukradkiem, przypadkiem. Do tego dochodzi dość ciężki język - wciągnięcie się i odczuwanie przyjemności z lektury zajęło mi ponad pół książki!

Ale dość narzekania - trochę jednak znalazło się miejsca w Nieznanej historii dla Freddiego, Briana i reszty członków ekipy. Niewątpliwymi ciekawostkami dla polskiego fana Queen może okazać się zdarzenie, gdy w czasie koncertu Hince zastępował (nieudolnie) na gitarze Johna Deacona, podczas gdy ten załatwiał pilnie swoje potrzeby fizjologiczne. Czytelnik dowiaduje się o wypadku samochodowym, w którym uczestniczyli Peter i Freddie, a także poznaje opisy instalacji scenicznych, które nigdy nie ujrzały światła dziennego (wśród nich "fiutowóz" - duża, różowa, falliczna rura, niczym rakieta z placu zabaw*. Więcej uwagi poświęcił autor zespołowi w rozdziale mówiącym o kompletnych klapach koncertowych.

Atutem publikacji jest strona wizualna - czarno-biała okładka z przodu i klimatyczne, klubowe (choć zrobione w czasie dużego koncertu), w ciepłych, delikatnych barwach zdjęcie na końcu, powodują że chce się sięgnąć po książkę Hince'a. Nie jest to wydanie albumowe, ale w środku znajdziemy koło 40 fotografii przedstawiających członków zespołu Queen i samego autora, wszystkie należycie opatrzone opisami z datami i miejscem wykonania - pełen profesjonalizm (wszak Hince, po rozstaniu z muzykami, rozpoczął karierę fotografa).

Sine Qua Non 2012

Tytuł oryginału: Queen: Unseen 
Przekład: Aleksandra Machura & Ewa Magiera
*Hince P., Queen. Nieznana historia, SQN, Kraków 2012, s. 137.

niedziela, 18 listopada 2012

W 2011 roku minęła 20 rocznica śmierci Freddiego Mercury'ego. Rok później w polskich księgarniach pojawiło się kilka pozycji poświęconych temu, uważanemu za jednego z największych w historii, showmanowi i jego zespołowi. Laura Jackson, autorka między innymi biografii poświęconych takim gwiazdom jak Bon Jovi, Mick Jagger, Bono, podeszła do tematu z należytą starannością.

Jak zwykle czytelnik najpierw otrzymuje opis dzieciństwa gwiazdy - Freddie urodził się jako Farrokh Bulsara 5 września 1946 roku, a swoje sceniczne imię zawdzięcza kolegom ze szkoły. O latach nastoletnich brak informacji lub są szczątkowe, ze względu na milczenie głównego bohatera na ten temat - wokalista w udzielanych wywiadach nie zwykł odpowiadać na pytania dotyczące tego okresu życia - chciał choć część prywatności zachować tylko dla siebie i swoich bliskich. Przechodzimy kolejno przez etapy kariery Mercury'ego - przez początkowe niepowodzenia, po światełko w tunelu, wielką karierę i stosunkowo szybki jej koniec. Poznajemy najbliższych jego sercu ludzi - kochanków, członków zespołu, ale zwłaszcza dwie kobiety, które pozostały z nim do śmierci. Autorka ukazuje Freddiego jako człowieka spokojnego, inteligentnego, opanowanego, profesjonalistę w każdym calu, pracującego aż do ostatnich dni życia, dającego z siebie wszystko nawet za cenę ogromnego bólu fizycznego, czy to w momencie zaawansowanego stadium AIDS, czy w czasie koncertów, gdy zażywał środki przeciwbólowe, aby dokończyć trasę. Ale poznajemy też jego inną twarz - nieodpowiedzialnego imprezowicza skaczącego z kwiatka na kwiatek, korzystającego z przygód seksualnych bez zabezpieczenia; wpadającego w szał rockmana, gdy któryś z elementów scenicznego show poszedł nie tak jak sobie tego życzył, gdy któryś z trybików nie wskoczył na właściwe miejsce lub gdy coś po prostu szwankowało; dbającego do granic niemożliwości o własny wygląd, pozwalającego się fotografować tylko wtedy, gdy wyglądał idealnie (co dziwne wystąpił w teledyskach w 1991 roku, kiedy wirus HIV wyniszczył doszczętnie jego organizm - chudy, wymizerowany, a jednak zgodził się pokazać przed kamerami). Pewnie, że można powiedzieć, że należał mu się taki koniec - rozwiązły tryb życia, narkotyki, ale smutno mi było czytać o tym, jak do końca nie przyznał się, że jest chory. Żal, że w tak młodym wieku odszedł tak wielki człowiek, tyle znaczący dla świata rocka.

Minusy książki? - odmienianie nazwy zespołu Queen przez wszystkie przypadki i niewielka ilość zdjęć, w dodatku na prawie wszystkich Fredek występuje bez wąsów (ohyda!) lub w ciuchach na modłę glam rocka. Plusy: książka została napisana bardzo wprawnie, widać, że dla autorki pisanie o Mercurym nie było pierwszyzną - ma wyrobiony styl, w czasie lektury nie ma zgrzytów i właściwie czyta się biografię jednym ciągiem, jak wciągającą powieść o fikcyjnym bohaterze. Choć Freddie to nie postać fikcyjna, to nawet nie gwiazda - to legenda. 

In Rock 2012
Tytuł oryginału: Freddie Mercury. The Biography
Przekład: Lesław Haliński

poniedziałek, 1 października 2012

Na pytanie: jaki znasz utwór Iggy'ego Popa zapewne większość przeciętnych słuchaczy muzyki wymieniłaby "Pasażera" - kawałek wielokrotnie coverowany przez polskie zespoły (wspomnę tylko o tych bardziej znanych jak Kult, Pidżama Porno czy Big Cyc). Książka Paula Trynki uświadamia, że Iggy i The Stooges (dla niewtajemniczonych - zespół, z którym Pop zaczynał karierę), to nie tylko Passanger, ale również mnóstwo innych kawałków, które dały podwaliny pod punkrocka.

Choć to punk mógłby być głównym tematem książki, autor nie skupia się jednak na ścieżce jaką przetarł nasz bohater nowym gatunkom muzyki, ale na samym muzyku, na jego życiu, "wzlotach i upadkach", którymi na przemian naznaczona była jego kariera. Z publikacji przebija obraz odwróconych proporcji jakości twórczości do poziomu kondycji życiowej Popa - im bardziej popadał w narkotyki i alkohol, im bardziej rozwiązłe seksualnie życie prowadził, tym tworzył lepsze dzieła; od momentu, gdy postanowił ograniczyć używki jego kompozycje straciły na jakości, na sile wyrazu i przekazu. Co jeszcze zwróciło moją uwagę to to, że zdecydowana większość pracy poświęcona jest okresowi hulanek, ostrego imprezowania, a stosunkowo niewielka część czasowi stabilizacji - jednoznacznie widać, że lata upadku są o wiele ciekawsze niż okres powstawania z popiołu.

Autor szczegółowo opisuje całą karierę muzyka, dość dużo miejsca poświęcając młodości Iggy'ego Popa, kiedy ten był jeszcze Jimem Osterbergiem - miłym, czarującym chłopcem, "największą nadzieją klasy". Świetnie ukazano proces powstawania oraz rozwoju mrocznej osobowości, która na wiele lat przejęła kontrolę nad ciałem Jima. Dla wtajemniczonych w muzykę i życie wokalisty The Stooges nie lada gratką mogą okazać się rozdziały szeroko opisujące okres współpracy Popa z Davidem Bowiem.

Wrażenie robi spis podziękowań osobom, do których Paul Trynka dotarł, aby napisać książkę - lista obejmuje nie tylko tych, którzy znali osobiście Iggy'ego, ale autor pokusił się także o opinie uczestników pojedynczych koncertów, tylko po to, żeby obalić lub potwierdzić krążące legendy. Wewnątrz znajdziemy również zdjęcia obrazujące różne momenty kariery - przeglądając je nie mogłem uwierzyć, że "Ojciec Chrzestny Punka" mógł mieć włosy zafarbowane na blond i chodzić w pełnym makijażu - ohyda! Całość oceniłbym na cztery z plusem, gdyby nie całkiem położona korekta - literówki pojawiają się niemal na każdej z trzystu pierwszych stron. Na szczęście im dalej w las tym mniej kłód pod nogami.

Sine Qua Non 2012
Tytuł oryginału: Iggy Pop. Open up and bleed
Przekład: Maksymilian Tumidajewicz, Łukasz Kuśnierz 

środa, 29 sierpnia 2012

W 2010 roku Grabaż na 45 urodziny otrzymał od swojego przyjaciela nie lada prezent - półroczne rozmowy Krzysztofów nagrywane na dyktafon, następnie przez kolejne pół roku żmudnie przetrawione, rozebrane na części i złożone do kupy ukazały się w tej oto książce.

Tomiszcze przybrało formę wywiadu rzeki, w której Grabaż opowiada o inspiracjach, o powstawaniu tekstów, o realiach lat 80. kiedy zafascynował się punkiem. Mówi o trudnych początkach, o trudach napotykanych aż do rozpadu Pidżamy. Autorzy rozbierają kolejne utwory na części pierwsze - Gajda drąży, a Grabowski stara się cierpliwie wyjaśniać co autor miał na myśli. Raz są to klarowne wywody, innym razem pozostawiają niedosyt. Grabaż przedstawia się jako osoba o niezapamiętywalnej twarzy. Przytacza anegdoty z okresu działalności na scenie, wspomina rozróby na koncertach. Ubolewa, że kojarzony jest wyłącznie dzięki cylindrowi (właściwie jest to szapoklak, ale kto zapamięta tę nazwę...). Narzeka, że wiecznie rzucano mu kłody pod nogi, że nikt go nie doceniał - wielokrotnie powtarzane hasło sprawia wrażenie mantry życiowej bohatera.

Niewątpliwe jest, że Grabaż, twórca Pidżamy Porno i członek Strachów na Lachy, po ponad ćwierćwieczu obecności na scenie zasłużył na książkę o sobie. Rozmowa jest wciągająca, dobrze się czyta wywody Grabowskiego, z którego tekstami i muzyką przeżywałem lata licealne. Najbardziej w głowie pozostały mi słowa dotyczące wersu z Marchfi w butonierce dotyczące Kazika, które miały być powodem niechęci obu panów, oraz krótkie wspomnienie pierwszego spotkania Grabaża z Wojciechem Cejrowskim. Szkoda, że okładka została zeszpecona tak okrutnym zdjęciem (choć mogło być jeszcze gorzej, na przykład tak jak na sesji dla "Machiny", z której zdjęcia zamieszczono w książce...).

In Rock 2010

sobota, 7 lipca 2012

Je t'aime, moi non plus Serge'a Gainsbourga słyszał chyba każdy. Piosenka w chwili pojawienia się na antenach rozgłośni radiowych (lata 60.) wywołała skandal - domniemywano, że część ścieżki dźwiękowej pochodzi z magnetofonu ukrytego pod łóżkiem muzyka i rejestrującego intymne chwile z jego partnerką... Dziś, choć od tamtej pory minęło pół wieku, piosenka nadal żyje, podobnie jak jej "ojciec". We Francji kult Serge'a trwa do dziś - na grobie zostawiane są butelki i jego znak rozpoznawczy, gitane'y, a fasadę domu, w którym zmarł, zdobi jego podobizna oraz wpisy fanów. Na czym polega fenomen Gainsbourge'a, który przez tyle lat żyje w świadomości Francuzów? I w czym tkwił jego urok, który przyciągał najpiękniejsze kobiety? Sylvie Simmons wielokrotnie podkreśla fizyczną nieatrakcyjność Serge'a, jednak Gainsbourg miał w sobie coś intrygującego... 

Serge Gainsbourg to historia człowieka niezwykle utalentowanego i wszechstronnego - kompozytora, tekściarza, piosenkarza, aktora, reżysera i scenarzysty zarazem. Warto wspomnieć, że w tworzeniu kompozycji muzyk nie ograniczał się do jednej konwencji - w swoim dorobku ma utwory popowe, jazzowe, funkowe, a nawet... reggae'owe. W tej właśnie stylistyce utrzymana jest piosenka Aux armes et caetera, w której autor zawarł kilka wersów... Marsylianki. Jego twórczość, podobnie jak zachowanie, szokowała publiczność, Gainsbourg bowiem tematem swoich utworów potrafił uczynić pośladki, pierdzenie, a nawet gówno (sic!). 

Biografia pióra Sylvie Simmons przybliża życie i twórczość Serge'a - jego wzloty i upadki, jego osobowość. Historię Gainsbourge'a, utkaną ze wspomnień Jane Birkin oraz innych osób, do których autorce udało się dotrzeć, przekazuje wiernie, bez upiększeń. I w tym tkwi istota tej biografii - pokazuje człowieka z krwi i kości, z jego lękami i słabościami, mimo iż okazał się on być osobą wiecznie żywą, obecną w pamięci fanów i w piosenkach śpiewanych przez tych, którzy zostali...

Marginesy 2012
Tytuł oryginału: Serge Gainsbourg: A Fistful of Gitanes
Przekład: Ewa Penksyk-Kluczkowska



poniedziałek, 18 czerwca 2012

Tomasz Budzyński - projektów muzycznych autor niezliczonych, malarz, reżyser, scenarzysta, a od zeszłego roku także pisarz. Soul side story to książka na pierwszy rzut oka niechlujnie wydana - okładka jakby przybrudzona, ciemne, pożółkłe kartki... Ale to tylko pozory. Książka wypełniona jest całym mnóstwem fotografii z okresu kiedy Budzyński "uczył" się w szkole plastycznej w Nałęczowie, z czasów Siekiery i z późniejszych lat - z Armią czy 2Tm2,3. Budzy pisze lekko, jego myśli płyną swobodnie; często wpada w dygresje: muzyczne, sportowe, jakieś wspomnienia, które akurat nasunęły mu się - na początku te skoki w bok denerwują, ale po pewnym czasie, gdy zagłębimy się wystarczająco w lekturze, te drobne "niedogodności" zanikają. Autor przenosi czytelnika na chwilę w swoją krainę dziecięcą - opis wakacji, które, będąc młodzieńcem, spędzał u babć nasuwają na myśl klimat z Brunona Schulza, oraz w radosną epokę komuny wspominaną z nostalgią nie ze względu na tęsknotę za systemem, ale z uwagi na okres nastoletniej beztroski, łapania życia.

Poszukiwacze nowych informacji z historii zespołów współtworzonych przez Budzyńskiego, raczej ich nie znajdą. Owszem, jest odniesienie do Jarocina, na którym rozbłysła gwiazda Siekiery, wspomina się o kilku koncertach, ale nie są to elementy układające się w swoisty dziennik/pamiętnik projektów wokalisty Armii. Opowieść prowadzi nas najpierw od hippisowskich czasów młodzieńczych, przez punkowy bunt, tworzenie kolejnych projektów muzycznych po rys z nagrywania kolejnych płyt, kończąc na wydarzeniach z ubiegłego roku.

Do książki dołączono płytę z filmem w reżyserii Budzyńskiego Podróż na Wschód. Właściwie trudno jest powiedzieć o czym on jest - przedstawia historię maszynisty Grota, człowieka zafascynowanego, tak jak Budzyński, koleją... Muzyka Armii stanowi muzyczne tło dla obrazów ukazujących wolsztyńską lokomotywownię i wielkopolskie krajobrazy oraz miejscami zabawne, a miejscami surrealistyczne poczucie humoru członków kabaretu Mumio.

Książka posiadająca moc przyciągania równie silną jak obrazy Budzyńskiego.

In Rock 2011