Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dla dzieci i młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dla dzieci i młodzieży. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 listopada 2014

Jakiś czas temu zafascynowana pisałam o książce To zwierzę mnie bierze, wyrażając nadzieję na ukazanie się kolejnej publikacji znanego przyrodnika. Wydawnictwo Agora nie kazało mi długo czekać - kilka miesięcy później na moją półkę trafiły Zwierzaki Wajraka.  

Pozycja ta jest wznowieniem książki wydanej 12 lat temu przez Wydawnictwo Znak, która była zbiorem przedruków z "Komiksowa", dodatku do "Gazety Wyborczej" adresowanego do najmłodszych czytelników. Dziś teczki z zachowanymi artykułami posiadają zapewne nieliczni pasjonaci (mnie ten cykl w ogóle nie jest znany, więc edukację przyrodniczą zdobywałam m.in. z miesięcznika "Zwierzaki"), a książki nie można nabyć od kilku lat, nowa edycja jest więc ukłonem w stronę spragnionych wiedzy młodych przyrodników i ich rodziców. Informacje, które straciły na swej aktualności zostały poprawione, dotyczy to głównie liczebności populacji czy zwyczajów, do których należą wędrówki ptaków. Niektóre gatunki zamieszkujące miasta coraz częściej zimują w Polsce, podczas gdy jeszcze kilkanaście lat temu odlatywały do ciepłych krajów. Przyczyniają się do tego ludzie, którzy dokarmiają ptaki oraz coraz łagodniejsze zimy. 

Zwierzaki Wajraka są leksykonem polskich przedstawicieli fauny, związanych z czterema środowiskami, a więc: towarzyszących człowiekowi w miastach i na wsiach, zamieszkujących w pobliżu cieków i zbiorników wodnych, spotykanych w lasach oraz preferujących otwarte tereny. Ostatni rozdział jest ciekawostką, gdyż przedstawia zwierzęta spotykane w Europie, ale poza granicami Polski. Wszystkie zwierzęta, zarówno rodzime jak i te, które możemy spotkać podczas podróży po Europie, zostały opatrzone symbolem oka z oceną punktową (1-4) stopnia trudności spotkania ich w terenie. Każdy gatunek został również zilustrowany przez Annę Klonowską - w tej kwestii zauważyłam pewne nieścisłości. Pierwsza sprawa to wierność oryginałowi, przykładem niech będzie sierpówka wyposażona przez ilustratorkę w zbyt masywny dziób. Drugą kwestią jest niekonsekwencja stylistyczna (a może estetyczna?). Większość rysunków jest wierna oryginałowi i przyjemna w odbiorze - lekka kreska, odpowiednie wypełnienie kolorem - ale zdarzają się takie koszmarki jak rybołów (wyraźne kontury, które wyglądają jakby były malowane przez dziecko lub na raty, przez co łączenia poszczególnych odcinków do siebie nie pasują)..., brrrr!

Na opisy hasłowe składają się: nazwa łacińska opisywanego gatunku, informacje na temat gabarytów zwierzęcia (w zależności od gatunku: długość ciała, waga, rozpiętość skrzydeł) oraz informacje na temat środowiska, w którym żyje, jego zwyczajów, a także sposobu zdobywania pożywienia. Suche fakty zostały okraszone licznymi anegdotami i ciekawostkami, Wajrak jest bowiem nie tylko doświadczonym przyrodnikiem, ale i świetnym gawędziarzem. Dzięki jego opowieściom dowiedziałam się o jadowitym gryzoniu, zdolności pewnych ptaków do popadania w stan odrętwienia oraz o skłonności pewnego ssaka do załatwiania się w tzw. latrynach. Odkryłam również "producenta" najlepszego puchu, a także poznałam tajemnicę nietoperza, który... no, właśnie: wkręca się we włosy czy nie?

Zwierzaki Wajraka to książka znacznie różniąca się od poprzedniej publikacji. Choć styl opowieści jest podobny, zdecydowanie wolę To zwierzę mnie bierze. Nie potrafiłam odnaleźć się w zaproponowanym układzie - brakowało mi podziału na grupy zwierząt (ptaki, ssaki, ryby, płazy, gady) lub choćby układu alfabetycznego w obrębie poszczególnych środowisk-rozdziałów. Gwoździem do trumny są wspomniane wcześniej ilustracje, gdyż preferuję fotografie, które są wierniejsze szczegółom. Zauważyłam również dwa przeoczenia redakcji. Z tekstów prasowych powinny były zniknąć odniesienia do poprzednich artykułów, które nie znalazły się w publikacji. Wajrak przy okazji przedstawiania dzierzby gąsiorka odnosi się do opisywanego wcześniej srokosza, podobnie jak w przypadku odwołania do kszyka podczas prezentowania bekasa dubelta. Szukałam, wertowałam, na próżno - z pustego i Salomon nie naleje...

Mimo dość licznych uwag nie wyobrażam sobie aby na mojej przyrodniczej półce zabrakło Zwierzaków Wajraka. 

Agora 2014

wtorek, 22 lipca 2014


Książki czytane mi w dzieciństwie pamiętam bardzo wybiórczo, w mojej pamięci goszczą fragmenty okładek, ilustracje, czasem emocje towarzyszące lekturze, jednak historie nie zagościły we mnie na dłużej. Jestem wzrokowcem i nie potrafię przetwarzać zasłyszanych informacji w tak efektywny sposób jak to, co zobaczę na własne oczy. Dlatego też pójście do pierwszej klasy szkoły podstawowej jest dla mnie cezurą, wyznacznikiem czasu, kiedy przestałam słuchać, a stałam się świadomym czytelnikiem, w dodatku z własną kartą biblioteczną. Pierwszą wypożyczoną i samodzielnie przeczytaną książkę pamiętam, jakby to było dzisiaj - bibliotekarka podaje mi Szkolne przygody Pimpusia Sadełko, a ja od razu, jeszcze przy ladzie, wertuję tę książkę i celebruję swoje przejście na wyższy etap czytelniczego wtajemniczenia. Od tej pory każda lektura musiała być przeze mnie odnotowana (i zilustrowana!) w specjalnym dzienniczku. Z czasem zaczęłam zakładać karty biblioteczne dla wszystkich pozycji znajdujących się w domowej biblioteczce, a następnie sama tworzyć (od przycinania i szycia stron po pisanie i ilustrowanie) własne książeczki - przygodowe historyjki, czasopisma o zwierzętach... 

Dorosłam i na wiele lat zapomniałam o lekturach towarzyszących mi w najmłodszych latach i kształtujących mnie... do czasu gdy na studiach pojawiła się literatura dla dzieci i młodzieży, która zmotywowała mnie do odświeżenia sobie niektórych lektur oraz sięgnięcia po te, które ukazały się w ostatnich latach. Kilka lat po skończeniu studiów nadal chętnie sięgam po książki dla młodych czytelników, stale szukając inspiracji, dlatego z entuzjazmem przyjęłam wiadomość o wydaniu zbioru rozmów na temat pierwszych lektur znanych Polaków. 

Co czytali sobie kiedy byli mali? to 24 rozmowy przeprowadzone przez Ewę Świerżewską oraz Jarosława Mikołajewskiego. Wśród rozmówców znaleźli się ludzie świata książki, sceny, podróżnicy, sportowcy, a także naukowcy i ludzie biznesu. Jerzy Bralczyk, Kazik Staszewski, Kamil Durczok, Ewa Woydyłło, Janina Ochojska czy Robert Korzeniowski wychowywali się na tych samych lekturach, które z pewnością są doskonale znane również czytelnikom zbioru. Przez karty publikacji często przewijają się Serce Amicisa czy Słoneczko Marii Buyno-Arctowej, a także Trylogia Sienkiewicza, twórczość Karola Maya, powieści o Tomku oraz Panu Samochodziku. Rozmówcy dzielą się z czytelnikiem nie tylko wspomnieniami na temat samych lektur, lecz także przyzwyczajeń związanych z książkami (niekoniecznie czytelniczymi) czy historyjkami z dzieciństwa, ale zawsze z książką w tle. Wywiady są interesujące, choć niekiedy są ucięte w najmniej oczekiwanym momencie, bez choćby jednozdaniowego podsumowania, jednak fakt ten nie był w stanie odebrać mi przyjemności z obcowania z tak atrakcyjnie wydaną i ciekawą treściowo książką. 

Jeśli zastanawiacie się co czytali znani ludzie lub nie wiecie, jaką lekturę podsunąć dziecku, ta książka jest dla Was. Ja wprawdzie dzieciństwo zostawiłam daleko za sobą, ale znalazłam kilka książkowych inspiracji, po które na pewno sięgnę. 

Agora/Literacki Egmont 2014

czwartek, 7 listopada 2013


Apetyt na Meksyk zdjęłam z półki w idealnym czasie - po lekturze Tam, gdzie byłam Elżbiety Dzikowskiej chciałam jeszcze chwilę pozostać w klimacie Ameryki Środkowej, zanim z Joanną Ulaczyk wyruszę do Peru. Książeczka okazała się idealną lekturą na listopad, gdyż traktuje o obchodzonym niedawno dniu Wszystkich Świętych. 

W Meksyku święto to jest okazją do spotkania się z bliskimi, ale i czasem, gdy ucztuje się ze zmarłymi. Na groby zanoszone jest jadło, a sama atmosfera tego dnia jest weselsza niż w Polsce pogrążonej w zadumie. Wydaje się, że Meksykanie w pewnym sensie oswoili śmierć i traktują ją nieco z przymrużeniem oka - do smakołyków przygotowywanych na Wszystkich Świętych należą m.in. słodkie czaszki i trumienki... którymi obdarowuje się bliskich oraz dzieci! 

Apetyt na świat to seria, która rozbudza chęć poznawania świata wszystkimi zmysłami, również za pomocą smaku. Opowiastka o Anie i Antonim, dwójce rodzeństwa, jest pretekstem do omówienia nie tylko zwyczajów związanych z celebracją dnia Wszystkich Świętych, ale również elementów meksykańskiej kultury (mariachi, rozbijanie pinaty) oraz lokalnych kulinariów. Mały czytelnik poznaje mole i churros, ciasteczka smażone w tłuszczu, które - podobnie jak tortillę i czerwony sos (salsa roja) - może przygotować pod okiem mamy, gdyż w Apetycie na Meksyk zamieszczono kilka przepisów kulinarnych. Po pracy w kuchni autorka proponuje relaks w postaci kilku łamigłówek oraz kolorowanek.

Książeczka Apetyt na Meksyk: Familia mimo niewielkiej objętości jest bogata w treść. Oprócz walorów czysto poznawczych porusza ważny dla naszego kraju problem emigracji zarobkowej. Całość okraszona jest przyjemnymi dla oka rysunkami Marii Gromek.

Apetyt na świat to ciekawa propozycja nie tylko dla małych podróżników i smakoszy, ale także dla ich ciekawych świata rodziców.

Widnokrąg 2012
Seria: Apetyt na świat
Ilustracje: Maria Gromek

piątek, 18 października 2013

Kiedy w jednej z księgarń zobaczyłam serię Baśnie świata, z miejsca się zauroczyłam. Książki zapowiadały ucztę dla oczu oraz fascynującą wędrówkę po kulturach, której jako osoba ciekawa świata nie mogłam sobie odmówić. 

Aisha i wąż jest zbiorem tekstów właściwych dla krajów arabskich, choć zawierających również elementy perskie oraz indyjskie. Baśnie te są mocno osadzone w realiach życia panujących w rejonie Zatoki Perskiej - ich bohaterowie są najczęściej poławiaczami pereł, rybakami lub beduinami, choć mamy tutaj również sporo dziewcząt cierpiących niedolę, najczęściej ze strony złej macochy i niesympatycznych sióstr. Los jednej z nich przywodzi na myśl dolę znanego na całym świecie Kopciuszka i nie jest to odosobniony przypadek, gdy baśnie arabskie przypominają nam te, które towarzyszyły naszemu dzieciństwu. Opowieść o Phoolan jest uderzająco podobna do baśni o Roszpunce, natomiast tytułowy bohater Aishy i węża to książę zaklęty w żabę. Jak się okazuje, wiele znanych nam baśni wywodzi się z krajów Orientu, skąd trafiły do nas w zmienionej, dostosowanej do naszego kręgu kulturowego formie. 

Obok ludzi bohaterami sporej części tekstów są zwierzęta. W baśniach zebranych w zbiorze znajdziemy wyjaśnienie dlaczego pies z kotem się nie lubią, czemu pióra flamingów są różowe oraz skąd się wzięły owce. Wiele z nich jest jednak jedynie pretekstem by uwypuklić negatywne cechy ludzkie, jak ma to miejsce w przypadku opowieści o chytrym lisie czy leniwym koziołku.

Aisha i wąż to świetna propozycja dla całej rodziny. Zapewnia niezapomnianą podróż w świat Orientu oraz zabawę w szukanie podobieństw do znanych w naszym kręgu kulturowym baśni. Teksty niosą również spory ładunek dydaktyczny, nie tylko w kwestii prawd ogólnych (dobro zwycięża zło, na poprawę nigdy nie jest za późno etc.), ale również w zakresie poznawania innej kultury i przynależnych jej elementów takich jak ubiory, potrawy i napoje, imiona, by nie wspomnieć o kontrowersyjnej dla nas obyczajowości i religijności, których przejawem są zabójstwa honorowe. W tym kontekście baśnie mogą być doskonałym punktem wyjścia do wspólnych rozważań na temat odmienności kulturowej różnych części świata.

Jak wspominałam we wstępie, książka zapewniła mi nie tylko doskonałej jakości strawy dla ducha, ale również uczty dla oczu. Piękne, mieniące się wszystkimi barwami ilustracje uzupełniane liśćmi, stempelkami, tkaninami... I te złocenia! Zresztą - zobaczcie sami*.




* Ponieważ złocone ilustracje nie zostały udostępnione przez Wydawcę na stronie internetowej, odsyłam do książki :)

Media Rodzina 2012
Seria: Baśnie świata
Ilustracje: Ufuk Kobaş Smink

poniedziałek, 14 października 2013

Był sobie chłopiec-daltonista, który wszystko widział w szarych barwach. Jego rodzice byli cyrkowymi klaunami i chłopiec wiedział, że kiedyś nadejdzie chwila, w której przyjdzie mu wyjść z nimi na arenę. Obawiał się jej, gdyż wiedział, że aby występować jako klaun musi posiadać umiejętność rozróżniania kolorów, której nie posiadał. Przypadkowe spotkanie tajemniczego staruszka dało mu jednak nadzieję. Mimo iż siwy pan był ślepcem, jego kalectwo nie przeszkadzało mu w pełnym postrzeganiu świata. Mężczyzna stał się duchowym przewodnikiem chłopca - uczył go postrzegania kolorów innymi niż wzrok zmysłami oraz dociekania prawdy poprzez odpowiednie stawianie pytań. 

Z czasem nauki staruszka zaczęły przynosić rezultaty i chłopiec powoli uczył się rozpoznawać kolejne kolory. Stał się również uważniejszym obserwatorem świata i rządzących nim praw. Po swojej porażce na scenie próbował zrozumieć, dlaczego widzowie śmiali się z niego, gdy płakał. W rzeczywistości ich reakcja nie była podyktowana komizmem sytuacji, lecz niepewnością co do tego, jak się zachować. Słowa wypowiedziane przez matkę chłopca są przygnębiające: (...) tata i ja całe życie chcieliśmy rozśmieszać ludzi, zawsze chcieliśmy być śmieszni, zawsze pilnowaliśmy się, żeby nie okazać smutku, a dziś ty byłeś właśnie taki, jacy my jesteśmy z dala od cyrkowej areny. Smutni i... nieporadni... i... samotni... A ludzie się śmiali... Widzisz, jakie to dziwne... bardzo dziwne...*. Teraz już wiedział, co oznaczały słowa staruszka, który powtarzał, że prawdziwy klaun jest smutny...

Gdy chłopiec odkrył tajemnicę zniknął zarówno staruszek-przewodnik, jak i smok, który regularnie nawiedzał go we śnie i prowokował zaczepkami oraz groźbami porwania jego księżniczki. Najpierw bestia złagodniała - sen chłopca okazał się dla niej bezpieczną przystanią we wszechświecie snów ludzi, którzy nikogo nie kochali - by w końcu zniknąć na zawsze. Chłopiec wiedział, o jakich ludziach mówił smok, gdyż miał okazję ich "poznać" podczas spaceru po miasteczku. Gdy jeden z przechodniów potknął się i upadł, nikt z obecnych na ulicy osób nie zainteresował się jego losem. Każdy pędził w swoją stronę, bez cienia współczucia wobec krzywdy drugiego człowieka. 

Biały klaun Damira Miloša nie jest typową książką dla dzieci. Pod warstwą baśniowości kryją się problemy egzystencjalne, podobnie jak w Małym księciu Antoine de Saint-Exupery'ego. Książka chorwackiego pisarza jest opowieścią o poszukiwaniu siebie i pokonywaniu swoich słabości, choć daltonizm chłopca odczytywałabym również jako metaforę niezdolności do odczuwania świata zmysłami i dostrzegania jego piękna w ulotnych chwilach czy w drugim człowieku. Życie spędzone w biegu jest niczym więcej niż egzystencją. Szarą.

* Damir Miloš, Biały klaun, przeł. Barbara Kramar, Poznań 2013, s. 108.

Media Rodzina 2013
Tytuł oryginału: Bijeli klaun
Przekład: Barbara Kramar
Ilustracje: Lovro Artuković

niedziela, 13 października 2013


Wszystko zaczęło się od lustra. Diabeł, będąc w dobrym humorze, stworzył zwierciadło, które wszystko co piękne i dobre, pokazywało na opak. Uczniowie czarciej szkoły rozochoceni chwycili diabelski wynalazek i polecieli w niebo zażartować sobie z Boga oraz aniołów. Im bliżej celu byli, tym lustro wykrzywiało się coraz bardziej... aż w końcu wypadło im z rąk i roztrzaskało się o ziemię. Miliony maleńkich odłamków wpadały ludziom do oczu, sprawiając, że zaczynali widzieć tylko to, co złe, albo wbijały się w serca, które przemieniały w kawałek lodu. 

Feralnego dnia mali przyjaciele, Gerda i Kay, cieszyli się pięknym słońcem i oglądali książeczkę z obrazkami. Nagle chłopiec poczuł ukłucie - to odłamki lustra dostały się do jego oczu i serca; Kay przestał dostrzegać piękno wokół siebie i oddalił się od Gerdy, która teraz wydawała mu się zbyt dziecinna. Mimo iż dziewczynka zaczęła doznawać wielu przykrości ze strony Kaya, a ich przyjaźń nie była już taka jak dawniej, gdy chłopiec nie wrócił z sanek, bez namysłu wyruszyła na jego poszukiwanie. 

Mimo, iż Królowa Śniegu należy do klasyki i czytano mi ją w dzieciństwie, nie pamiętałam jej fabuły. Jedyne wspomnienie wiązało się z emocjami towarzyszącymi poznawaniu baśni. Coś mnie w tej historii niepokoiło, napawało lękiem... Po lekturze już nie dziwię się dlaczego. Królowa Śniegu nie jest typową "grzeczną" bajeczką na dobranoc, w której nawet gdy dzieje się coś złego, nie napawa grozą małego czytelnika. Baśń jest mroczna - gdy rozbójnicy napadają Gerdę jadącą karetą, nie tylko rabują pojazd, lecz zabijają także forysiów, stangreta oraz służących. Mała rozbójniczka również jest przerażająca, szczególnie gdy pociesza Gerdę: Nie powinni cię zabijać, dopóki się na ciebie nie pogniewam. (...) Nie powinni cię zabijać, nawet gdybym była na ciebie zła; sama to zrobię!*. Nawet staruszka, która nie krzywdzi Gerdy w sposób bezpośredni, przywołuje na myśl słowiańską Babę Jagę. Zło, które czai się dookoła dziewczynki, jest jednak przeganiane modlitwą i jej głęboką wiarą w to, że zdoła odnaleźć Kaya.

Trochę żałuję, że nie pokuszono się o odświeżenie tłumaczenia, które dla małego czytelnika może być trochę zbyt ciężkie w odbiorze. Mnie samej chwilami brakowało gładkości tekstu czy poprawności językowej (Masz tu wielkie rękawice mojej matki, sięgają aż do łokci; kładź je!**). Samo autorstwo przekładu jest dla mnie zagadką. W stopce redakcyjnej umieszczono informację o tłumaczeniu baśni przez Franciszka Mirandolę, ale po porównaniu tekstu z wydaniem z 1987 roku, które przełożyła Stefania Beylin*** okazuje się, że obydwa teksty są identyczne. 

Królowa Śniegu jest piękną - i fenomenalnie zilustrowaną przez Vladyslava Yerkę - historią o sile przyjaźni oraz wiary - zarówno w odnalezienie Kaya, jak i w Boga, do którego Gerda zwracała się w trudnych chwilach słowami modlitwy Ojcze nasz, by dodać sobie otuchy. To właśnie wiara i potęga serca wynikająca z dobroci i dziecięcej niewinności potrafią sprawić, że małej bosej dziewczynce udało się przejść przez cały świat i roztopić serce z lodu. 

źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=530306743685924&set=pb.190639477652654.-2207520000.1381689696.&type=3&theater

* Hans Christian Andersen, Królowa Śniegu, przeł. Franciszek Mirandola, Kraków 2012, s. 21. 
** Jw., s. 24.
*** Hans Christian Andersen, Królowa Śniegu, przeł. Stefania Beylin, Poznań 1987.

Wydawnictwo M 2012
Przekład: Franciszek Mirandola
Ilustracje: Vladyslav Yerko

poniedziałek, 27 maja 2013

Rozczarowujesz mnie - te słowa skierowane pod adresem Edwarda Tulana rozpoczęły jego niezwykłą podróż. Zostały wypowiedziane przez babcię Abilene, dziewczynki opiekującej się samolubnym królikiem, dla którego nie liczyło się nic poza nim samym. Nieważne, ile uczucia i ciepła dziewczynka dawała swojemu przyjacielowi - on pozostawał nieczuły. 

Dwa słowa wypowiedziane przez starszą panią miały skłonić Edwarda do przemyślenia jego postawy, ale zwiastowały również pewne zmiany w jego życiu. Zapowiadały wielką przygodę, która rozpoczęła się w dniu, gdy Abilene postanowiła zabrać go w podróż statkiem, podczas której nie dość, że jego królicza duma została zraniona, to na dodatek został rozdzielony z dziewczynką. Dla Edwarda zaczął się czas niepewności i zmian. Los wielokrotnie targał królikiem i gdy ten przywiązywał się do nowego miejsca i swoich towarzyszy, sprawiał że nieszczęśnik musiał na nowo odnajdywać się w życiu. Nie była to jednak bezcelowa włóczęga, gdyż z czasem Edward oddawał się coraz głębszym przemyśleniom, by w końcu zrozumieć swój błąd. 

Cudowna podróż Edwarda Tulana to piękna (i wspaniale ilustrowana!) współczesna baśń o miłości i przyjaźni. To także opowieść o wewnętrznej przemianie, na którą nigdy nie jest za późno i która prędzej czy później zaowocuje. Jak skończyła się ta historia? Przeczytajcie sami, powiem tylko, że mnie wycisnęła z oczu łzy wzruszenia. 

Philip Wilson 2008
Tytuł oryginału: The Miraculous Journey of Edward Tulane
Ilustracje: Bagram Ibatoulline
 

niedziela, 16 września 2012


Podczas niejednego spaceru po lesie zastanawiałam się jak długo trwa rozkład powalonego drzewa czy butwiejących liści oraz jak wygląda wnętrze mrowiska (które z zewnątrz wygląda jak kupka bezładnie rzuconych igiełek). Na te i wiele innych pytań znalazłam odpowiedź w książce Pawła Fabijańskiego. Ta, choć adresowana do młodszego czytelnika, sprawiła mi dużo radości. Autor, absolwent Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, przybliża wiele kwestii związanych z lasem. Przybliża kwestie nazewnictwa (drzewostan; las pierwotny, naturalny oraz gospodarczy), omawia pracę leśnika oraz wybrane zagadnienia ze świata roślin, zwierząt oraz grzybów. Co najważniejsze - wiedza podana jest w przystępnej formie. Wszystkie kwestie zostały omówione według schematu: pytanie (zapisane na żółtej, zapewne samoprzylepnej, karteczce) - odpowiedź wraz z krótkim wyjaśnieniem. Każde zagadnienie zostało zilustrowane fotografiami wykonanymi przez autora oraz licznymi schematami i ilustracjami. 

Dzięki książce zweryfikowałam swoją wiedzę i uzupełniłam braki w edukacji. Już wiem, że dąb Bartek nie jest najstarszym drzewem w Polsce, lecz jednym z najgrubszych (o to miano rywalizują trzy dęby), a tytuł najbardziej sędziwego drzewa nosi cis rosnący na Dolnym Śląsku od około... 1260 lat! Las. Pytania i odpowiedzi polecam każdemu, kto interesuje się otaczającą przyrodą, bez względu na wiek.  

Muza 2012
Ilustracje: Robert Dzwonkowski  

czwartek, 23 sierpnia 2012

Wiele razy podczas robienia zakupów byłam świadkiem scen, urządzanych przez dzieci w sytuacji, gdy rodzice nie chcieli im czegoś kupić. Problem zapewne po części leży w wychowaniu, po części jednak - w nieznajomości "dorosłego" świata. Dziecku wydaje się, że pieniądze po prostu są. Wystarczy podejść do ściany - i gotowe (mowa oczywiście o bankomacie)! A ponieważ posiadanie pieniędzy jest czymś oczywistym, trudno dziecku zrozumieć, że nie może mieć wszystkiego. Paul Mason i Mike Gordon swoją książką Pieniądze nie rosną na drzewach z pewnością pomogą niejednemu rodzicowi w wychowaniu dziecka świadomego wartości pieniędzy i mądrze zarządzającego swoim kieszonkowym. Autorzy uczą oszczędności (ale nie skąpstwa!) i tworzenia planu finansowego oraz przestrzegają czytelnika przed pokusą pożyczania pieniędzy, podpowiadając jak w inny sposób zebrać fundusze na większy zakup (np. na wymarzony rower czy gitarę).

Pieniądze nie rosną na drzewach to książka, która pomaga dziecku oswoić się ze światem finansów - podatków, rachunków bankowych czy kredytów. Mimo poważnej tematyki napisana jest w sposób przystępny i zrozumiały, a atrakcyjna szata graficzna umila obcowanie z publikacją. Jedyna wątpliwość, jaka nasunęła mi się po lekturze, dotyczy potencjalnego odbiorcy. Zmylona szatą graficzną myślałam, że jest to książka dla starszego przedszkolaka, treść jednak adresowana jest raczej do osoby od około ośmiu lat wzwyż.

Debit 2012
Tytuł oryginału: Money Doesn't Grow on Trees!
Przekład: Patrycja Zarawska
Ilustracje: Mike Gordon

środa, 11 lipca 2012

Nigdy nie lubiłam fizyki. Teoria oderwana od praktyki, niezrozumiałe wzory, skomplikowane wyliczenia - takie lekcje serwowała moja szkoła, skutecznie zniechęcając do pogłębiania swojej wiedzy w tej dziedzinie. Przypadek sprawił, że poznałam drugie oblicze fizyki. Pewnego poranka (śniadania jadam przy włączonym telewizorze) trafiłam na "Dzień dobry TVN", w którym to programie w ramach prowadzonego przez siebie cyklu "Nauka jest wszędzie" gościł Tomasz Rożek. Doktor fizyki i redaktor działu naukowego tygodnika "Gość Niedzielny" omawiał hologramy, zaskakując mnie nieznanymi mi zagadnieniami i sposobem przekazu - prostym i ciekawym. Równie interesująca okazała się książka Tomasza Rożka, która niedawno ukazała się na polskim rynku.

Nauka - to lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd jest zbiorem piętnastu zagadnień z dziedziny fizyki. Wśród nich znalazły się takie tematy jak dźwięk, światło, latanie, pogoda czy kosmos. Podczas lektury czytelnik dowie się między innymi czy można złapać piorun, która woda szybciej zamarza - gorąca czy zimna, czy kranówka rzeczywiście jest niezdrowa i co łączy most z... makaronem. Każdy temat oprócz omówienia naukowego zawiera ciekawostki, dialog profesora z dziećmi oraz doświadczenie. Co ważne, eksperymenty można przeprowadzać samodzielnie w domowych warunkach i przy użyciu prostych przedmiotów.

Książka, zgodnie z intencją autora, adresowana jest do każdego czytelnika, bez ograniczeń wiekowych. Wspomniane wyżej dialogi powstały z myślą o młodszych, dociekliwych czytelnikach i chwilami raziły mnie prostotą formy. Również sposób wywodu został dostosowany do młodszego odbiorcy, podobnie jak atrakcyjna szata graficzna - bogato ilustrowana rysunkami i zdjęciami. Mimo widocznego ukłonu w stronę młodego czytelnika również dorosły nie będzie lekturą zawiedziony. 

Zdecydowanie "lubię to".

W.A.B. 2012
Ilustracje: Aleksandra Nałęcz-Jawecka, Tomasz Kędzierski

piątek, 25 maja 2012


SuperQuiz: Świat to świetna propozycja dla młodych czytelników interesujących się geografią oraz jako pomoc dla uczniów. Ta niewielka książeczka składa się z dwóch części: z krótkich, lecz naszpikowanych informacjami tekstów o wybranych krajach, wyspach, górach, rzekach, pustyniach czy elementach otaczającego nas świata (gejzery, wulkany, lodowce) oraz z pytań kontrolnych do każdego zagadnienia. Stopień przyswojenia informacji możemy sprawdzić w kluczu, który wydrukowany jest „do góry nogami” pod każdą serią pytań. 

SuperQuiz: Świat został opracowany z myślą o wygodzie czytelnika – ma niewielki, poręczny rozmiar, a kartki połączone są spiralą, która usprawnia korzystanie z książeczki. Warto wspomnieć też o atrakcyjnej szacie graficznej, adresowanej do młodego odbiorcy. Książeczka jest wesoła, kolorowa i oprócz niewielkich rysunków zawiera także zdjęcia, ilustrujące każdy z pięćdziesięciu czterech tekstów. Niewątpliwym atutem tej niewielkiej publikacji jest udane połączenie zabawy z nauką! Na zakończenie dodam, iż SuperQuiz: Świat jest tylko jedną z kilku propozycji dla ciekawego świata czytelnika. W skład serii wchodzi także SuperQuiz: Piłka nożna, SuperQuiz: Polska oraz SuperQuiz: Zwierzęta.

Edgard 2012
seria: Kapitan Nauka

poniedziałek, 21 maja 2012

Tinga Tinga to magiczna i kolorowa kraina, która swą nazwę wzięła od stylu malarskiego Tanzanii. Jego twórca, Edward Saidi Tingatinga, czerpał inspirację z afrykańskiej fauny, przedstawiając ją w charakterystyczny sposób. Styl Tingatinga cechują wyraziste barwy i desenie, charakterystyczne ustawienie zwierząt na obrazie oraz prostota. Opowieści z Tinga Tinga, prócz oczywistego nawiązania zawartego w tytule, korespondują z afrykańskim stylem malarskim również sposobem obrazowania. 

Opowieści z Tinga Tinga są próbą odpowiedzi na pytania, które zapewne zrodziły się w niejednej dziecięcej, ciekawej świata głowie: po co słoniowi trąba i dlaczego kameleon zmienia kolory? Przecież wszystko musi mieć swój cel! Jak się okazuje, słoń nie zawsze miał trąbę, a kameleon niegdyś był szary jak deszczowy dzień. Okoliczności nabycia pewnych cech czy właściwości przez bohaterów opowieści są wynikiem przygód, o których mały czytelnik dowie się z książeczek. 

Opowieści z Tinga Tinga są świetną propozycją dla dzieci ciekawych otaczającego ich świata. Zaspokajają ciekawość i stymulują do wymyślania własnych wersji wydarzeń oraz innych historyjek (np. dlaczego nosorożec ma na nosie róg). Uczą współżycia w grupie oraz szczerości wobec drugiej osoby. Opowieści... to także uczta dla oka - książki są pięknie zilustrowane. Wisienką na torcie niech będzie fakt, że kupując książeczki wspieramy czytelnictwo i szkolnictwo we wschodniej Afryce (wydawnictwo Wilga przekazuje środki z zakupu publikacji - nie napisano w jakiej części - Fundacji Tinga Tinga, tym samym dając tamtejszym nauczycielom możliwość dokształcania się i przekazywania swojej wiedzy dalej).

Wilga 2012
seria: Opowieści z Tinga Tinga
projekt serii: Claudia Lloyd
Przekład: Małgorzata Kochańska
Ilustracje: Celestine Wamiru

piątek, 18 maja 2012

Bajki przez telefon, mimo iż powstały ponad 50 lat temu (1960), nie straciły na aktualności. Sam powód, dla którego opowiastki wyszły spod pióra Rodariego - choć fikcyjny - jakże jest współczesny! Ponieważ pan Bianchi przez sześć dni w tygodniu podróżował służbowo, aby zrekompensować córeczce swoją nieobecność, obiecał dziewczynce, że codziennie wieczorem będzie opowiadał jej bajkę... przez telefon. Ponieważ nie zarabiał wiele, nie stać go było na opłacanie wysokich rachunków za połączenia telefoniczne - historyjki są więc krótkie. Ich tematyka jest różnorodna - w zbiorze obok zwykłych, realistycznych historii znajdziemy opowieści kosmiczno-magiczne, których scenerią są przestrzenie międzyplanetarne, drogi z czekolady oraz domki z lodów, a z nieba spada landrynkowy deszcz. Bajki przez telefon to także zabawy słowne, matematyczne oraz literackie (bohaterem jednej z bajek jest mityczny Król Midas, inna z kolei jest czytelnym nawiązaniem do Nosa Gogola). Rodari bawi czytelnika ciekawymi, oryginalnymi pomysłami oraz komizmem, jednak obok bajek humorystycznych w zbiorze znajdziemy również teksty poważne, poruszające ważne tematy (Stara ciotka Ada) oraz historyjki z lekką nutką dydaktyzmu (Dom Spisany na Straty, Król, który musiał umrzeć).

Bajki przez telefon to zbiór różnorodnych i ciekawych historyjek idealnych do czytania dziecku na dobranoc. Opowiastki są krótkie, choć czasem miałam wrażenie, że wręcz za krótkie - autor ucinał historię, gdy ta wymagała poprowadzenia jej dalej, kończąc ją w nieco oczywisty, czasem wręcz sztuczny sposób. Takich przypadków w obszernym zbiorze było jednak zaledwie kilka. Żałuję tylko, że w Bajkach przez telefon nie znalazło się więcej ilustracji, gdyż te są bardzo przyjemne w odbiorze i aż chciałoby się oglądać ich więcej!

Bona 2012
Tytuł oryginału: Favole al telefono
Przekład: Ewa Nicewicz-Staszowska
Ilustracje: Katarzyna Bajerowicz

środa, 25 kwietnia 2012

Owadzie opowieści to siedem krótkich historyjek ze świata małych skrzydlatych stworzonek. Owady zostały spersonifikowane, przez co dziecku łatwiej utożsamić się z bohaterami czy zaprzyjaźnić się z nimi. A jest to pożądane, gdyż w ten sposób mały czytelnik łatwiej przyswoi sobie zawarte w historyjkach morały bądź przestrogi. Biedronka zwróci uwagę na to, żeby pomagać innym, gdyż okazana pomoc wróci, gdy my sami będziemy jej potrzebować. Żuczek opowie o swojej przygodzie z szukaniem wygodniejszego domu i udowodni, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Niepokorny pływak żółtobrzeżek na przykładzie swojej przygody przestrzeże dzieci przed nieposłuszeństwem względem rodziców. Złośliwa osa dostanie nauczkę za dokuczanie innym, a nartnik za swoją zrzędliwość. Historia konika polnego pokaże, że warto oddać się swej pasji (choć nie jest do końca dobry pomysł, gdyż bohater dla poezji... zrezygnował z chodzenia do szkoły!). Przykład pająka zwróci uwagę czytelnika na wagę przyjaźni w życiu - gdy pajęczak miał obok siebie przyjaciółkę, która go wspierała, trwał w swoim postanowieniu, chciał być dobry, gdy jednak zabrakło bliskiej osoby - poddał się, przestał walczyć z własną naturą. Z drugiej strony być może właśnie na ten aspekt autor chciał zwrócić uwagę? 

Historyjki napisane są prostym językiem, w sam raz dla kilkulatka. Choć same w sobie przyjemne w odbiorze, książeczka nie byłaby tak atrakcyjna, gdyby nie piękne ilustracje Aleksandry Krzanowskiej - buchające kolorem, ciepłem. Piękne! 

Czerwony Konik 2008
Ilustracje: Aleksandra Krzanowska

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Choć za oknem wiosna, sięgnęłam po Zimowe popołudnie. Zamiast chłodu poczułam jednak przyjemne ciepło, i to nie tylko za sprawą słońca świecącego za moim oknem.

W spowitym ciemnością mieście, wśród wielu podobnych do siebie domów jeden jest inny. Ma okno, w którym widzimy fragment dziecięcej twarzy oraz malutkie dłonie. Dziecko czeka. Przez malutki księżyc wymazany na - z jednej strony zamarzniętej, z drugiej zaparowanej - szybie wypatruje mamy. Jest szczęśliwe, gdy na końcu ulicy widzi ukochaną osobę, która - w miarę przybliżania się kobiety do domu - staje się coraz większa. Najważniejsze ma jednak miejsce dopiero wtedy, gdy mama nie mieści się już w rysunku na szybie - jest już obok i mocno przytula swoje stęsknione dziecko.

Zimowe popołudnie to ciepła opowieść o tęsknocie oraz radości, jaką niesie obecność najbliższej osoby.

Czerwony Konik 2008
Tytuł oryginału: Tarde de invierno
Przekład: Maria Filipowicz-Rudek, Elisa Amado

niedziela, 22 kwietnia 2012

Inność wzbudza w nas zaciekawienie, ale i lęk. Na widok osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim "taktownie" odwracamy wzrok, dzieci natomiast wykazują zainteresowanie, próbują zgłębić naturę odmienności, pytając rodziców, dlaczego ktoś jest taki, a nie inny. Niektóre jednak bywają okrutne i nie rozumiejąc inności odrzucają i wyśmiewają dzieci niepodobne do nich samych. 

Książka Charlesa Amenty to próba odczarowania autyzmu i nauka tolerancji. Autor, lekarz i ojciec autystycznego chłopca, skupia się na wyjątkowej osobowości Krzysia. W porównaniu z braćmi chłopiec wyróżnia się brakiem mowy, preferuje inny typ zabawy i woli przebywać w samotności. Mimo, iż inny, a czasem wręcz kłopotliwy (psuje zabawki braci, maluje po ścianach, zdziera tapety), Krzyś jest rozumiany i akceptowany. 

Krzyś jest wyjątkowy to obowiązkowa lektura dla dzieci, które w swoim otoczeniu mają osobę autystyczną lub niepełnosprawną. Charles Amenta, unikając dydaktyzmu i moralizatorstwa, podejmuje trudny temat inności i tolerancji. Warta uwagi jest także szata graficzna publikacji - autentyczne fotografie Krzysia współgrają z pięknymi ilustracjami Moniki Pollak. Chłopca nie da się nie lubić, a stąd już bliska droga do uświadomienia sobie, że odmienność jest przejawem wyjątkowości.

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne 2010
Tytuł oryginału: Russel is Extra Special. A Book About Autism for Children
Przekład: Ewa Wojtych
Ilustracje: Monika Pollak

poniedziałek, 26 grudnia 2011

W ostatnich latach wydano wiele publikacji dotyczących czasów PRL-u. Wśród nich moją uwagę zwróciła książka dla dzieci, nominowana w tym roku do tytułu Najlepszej Książki Dziecięcej "Przecinek i kropka" 2010.

Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci to krótki przewodnik po dzieciństwie autorki, Anety Górnickiej-Boratyńskiej, które przypadło na lata 70. i 80. ubiegłego wieku. Te ostatnie były również czasem mojego dzieciństwa, dlatego też wiele omawianych kwestii przypominałam sobie z nostalgią. Nie pamiętałam czarno-białych telewizorów czy butów marki Relaks, ale czas spędzany na osiedlowym trzepaku i grze w gumę - owszem. Przypomniałam sobie fartuszki szkolne z nieśmiertelną tarczą (zachowałam ją na pamiątkę), domowe projekcje bajek na rzutniku oraz smak wody gazowanej z syfonu. Chociaż nie miałam wielu zabawek, a na Pierwszą Komunię otrzymałam elektroniczny zegarek (dziś dzieci dostają konsole, quady i inne "cuda"), nie mogę powiedzieć, że moje dzieciństwo było szare i smutne. Było kolorowe, ale jakże inne od tego, które znają współczesne dzieci.

Zielone pomarańcze... Anety Górnickiej-Boratyńskiej to książka dla całej rodziny. Podczas lektury rodzice przypomną sobie własne dzieciństwo, a dzieci dowiedzą się, jak wyglądało życie mamy i taty, gdy sami mieli po kilka lat. W historycznej podróży pomogą liczne fotografie oraz rysunki Bohdana Butenki, które - jak wehikuł czasu - przeniosą czytelników kilka dekad wstecz.

Agencja Edytorska EZOP 2011
Opracowanie graficzne: Bohdan Butenko

czwartek, 10 listopada 2011

Któż z nas nie pamięta książeczek z serii "Poczytaj mi, mamo"! Moje egzemplarze gdzieś przepadły, dlatego z chęcią sięgnęłam po zbiór, który ukazał się w ubiegłym roku. Poczytaj mi, mamo. Księga pierwsza to dziesięć opowiastek adresowanych do najmłodszych czytelników, którzy mogą śledzić przygody ciekawskiego Filemona i leniwego Bonifacego, wraz z Kolczatkiem szukać lokum na zimę czy tropić złodzieja daktyli. Poczytaj mi mamo to także pretekst do rozmowy z dziećmi o ich problemach - o odrzuceniu, samotności czy o pragnieniu bycia potrzebnym.

Nie można nie wspomnieć o szacie graficznej. Współczesne, piękne wydanie w twardej aksamitnej oprawie zawiera te same ilustracje, które oglądaliśmy będąc dziećmi, ba! nawet okładki każdej z książeczek zostały zreprodukowane! A ilustracje - cudeńko! Każdy z twórców prezentuje swój własny styl, wyrażony charakterystyczną kreską, obecnością szczegółów lub ich brakiem, a także doborem palety barw.

Na koniec mała ciekawostka: okładka płyty Planet L.U.C. :)


źródło: wrzuta.pl

Nasza Księgarnia 2010

wtorek, 26 lipca 2011

Ben, wychowanek sierocińca, lada chwila - wraz z nadejściem szesnastych urodzin - ma opuścić jego bezpieczne mury. Chłopak nie pamięta nic ze swojej przeszłości sprzed pobytu w placówce, wszak do sierocińca trafił jako niemowlę. Tu jest więc jego dom, a jego jedyną rodziną jest kilkoro przyjaciół, zrzeszonych w tajnym stowarzyszeniu. Na jego ostatnie spotkanie przypadkowo trafia Sheere z jej tajemniczą historią, która okazuje się być także historią Bena...

Pałac Północy to moje drugie spotkanie z autorem. Nasza znajomość rozpoczęła się od Cienia wiatru, znajdującego się przez długi czas - i słusznie - na listach bestsellerów. Spodziewałam się, że Pałac Północy jest równie dobry - niestety, trochę mnie rozczarował. Powieść jest - owszem - wciągająca, nie powiem jednak, żeby wywoływała we mnie uczucie grozy. Płonący pociąg z dziećmi czy spotkanie Bena z Jawahalem nie przyprawiały mnie o dreszcze, natomiast łatwość, z jaką członkowie stowarzyszenia rozwiązywali zagadkę przeszłości Bena i Sheere, działała mi na nerwy, miałam bowiem wrażenie, że "dzieciakom" idzie zbyt łatwo. Mam też zastrzeżenie natury edytorskiej. Jako że druga powieść Zafóna klasyfikowana jest jako literatura młodzieżowa, słowa takie jak lora czy parazyt aż proszą się o wyjaśnienie w przypisach.

Podsumowując: Pałac Północy to interesująca propozycja dla młodego czytelnika lubującego się w wartkiej akcji i fantastycznych przygodach. Starszemu czytelnikowi polecam jednak w miarę chronologiczne zapoznawanie się z twórczością Zafóna, gdyż na tle dojrzałego Cienia wiatru Pałac Północy wypada po prostu gorzej.

Muza 2011
Tytuł oryginału: El Palacio de la Medianoche
Przekład: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas

poniedziałek, 14 lutego 2011

Pewnego ranka tytułowa bohaterka stwierdza, iż nadszedł idealny dzień na wyjście za mąż. Ponieważ wokół niej nie ma kandydatów na męża, mrówka postanawia dać ogłoszenie do gazety. Odzew jest natychmiastowy - już po piętnastu minutach pojawiają się pierwsi pretendenci: mrówka faraona, pasikonik, pies, wilk, słoń, goryl, kangur, a nawet rekin! Za każdym razem jednak, gdy mrówka już chce powiedzieć: "Tak!", coś staje na przeszkodzie... Ten za cichy, ten pracoholik, ten znowu za duży... Nasza bohaterka załamuje się. Gdy chce wziąć relaksując kąpiel, okazuje się, że z kranu nie cieknie upragniona woda... Czy zła passa skończy się? Czy zobaczymy mrówkę na ślubnym kobiercu?

Perypetie mrówki są perypetiami każdej kobiety, w życiu której w pewnym momencie pojawia się cała plejada rozmaitych typów, spośród których trzeba wybrać najodpowiedniejszego kandydata na męża. Mrówka wychodzi za mąż to piękna historia o poszukiwaniu miłości i o tym, że uczucie to nigdy nie pojawia się wtedy, kiedy go uporczywie szukamy.

Tekst został zilustrowany przez Aleksandrę Woldańską. Obrazki są proste i wyraziste, ale pełne tajemniczości i niedopowiedzenia. Ironia, zaskoczenie i pomysłowość to elementy, których nie można odmówić Mrówce... Ciekawym zabiegiem było również przedstawienie zwierzęcych kandydatów zgodnie ze skojarzeniami czy utartymi powiedzeniami, np. słoń to nie kto inny jak właściciel sklepu z porcelaną, szop jest pracownikiem pralni, a goryl to ochroniarz byłego prezydenta Panamy.  

Warto zaznaczyć, że jest to książka przeznaczona nie tylko dla dzieci. Czemu? Zapraszam do lektury :) 

Wydawnictwo Czerwony Konik 2009
Ilustracje: Aleksandra Woldańska