Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 stycznia 2016

Wielu czytelnikom może powoli zaczynać przejadać się kryminał jako gatunek. Tematy się zapętlają, a wiodącym prym skandynawskim autorom coraz trudniej znaleźć nową drogę. Sprawy społeczne zaczynają dominować nad wątkami sensacyjno-detektywistycznymi - z rasowych opowieści o zabójcach i policjantach pozostaje tylko historyjka obyczajowa. 

Utrata świeżości spojrzenia na ten gatunek literatury dopadł z pewnością nie tylko Czarną Owcę i na pewno nie dotyczy to tylko kryminału. Ukazujące się na fali sukcesu pierwowzorów klony sagi Zmierzch Meyer czy Pięćdziesięciu twarzy Greya E.L. James przez pewien czas mogły się podobać czytelnikom. Ale powstające później kopie kopii, które znów doczekały się swoich kalk, nawet tych mniej doświadczonych czytelników mogły w końcu zmęczyć. Osobiście nie czuję przesytu kryminałami od Czarnej Owcy (choć kompletnym rozczarowaniem było dla mnie Na spokojnych wodach Viveki Sten), ale zawsze miło sięgnąć po autora, który nie boi się eksperymentować z ramami gatunku. Widać, że Olivierowi Trukowi ciasno było w tej nordyckiej szufladce i postanowił się w niej trochę bardziej rozepchać i poszerzyć jej granice o kilka całkiem zaskakujących obszarów.

Olivier Truc jest francuskim dziennikarzem i od ponad 30 lat mieszka w Sztokholmie. Pracuje tam jako korespondent Le Monde i Le Point, zajmuje się krajami skandynawskimi i bałtyckimi. Nakręcił kilka filmów dokumentalnych na potrzeby telewizji. Jego debiut, L'Imposteur, jest historią Francuza, który przeszedł przez piekło II wojny światowej, obozy NKWD na Syberii, aż w końcu trafił do Tallina. Ostatni Lapończyk to zupełnie inna historia. Czy całkiem zmyślona? Kto wie...

Laponia. W czasie nocy polarnej zostaje zamordowany jeden z hodowców reniferów. Na społeczność lapońską pada strach, gdyż ofiara ma odcięte uszy - w ten sposób znakuje się renifery. Gdyby tego było mało, to z okolicznego muzeum ginie prawdziwy rarytas, jeden z niewielu ocalałych oryginalnych bębnów szamańskich. Czy to przypadek, że zamordowanym jest jedyna osoba, która znała historię tego instrumentu? A może za tą śmiercią stoi klątwa przodków, którzy go stworzyli? W rozwikłanie sprawy zostaje włączonych dwoje policjantów: on - doświadczony pracownik straży reniferów i ona - młoda, początkująca, z miasta. Dochodzeniu nie pomaga to, że śledczy przeciwko sobie mają lokalnego polityka, część społeczności Lapończyków, a także wielu policjantów.

Truc ukazuje czytelnikowi wewnętrzną niespójność saamskiej społeczności. Część z nich, już bardzo niewielka, żyje zgodnie z tradycją, tak jak żyli ich dziadowie przed stu laty - ubiera się w skóry, nadal mieszka w namiotach, do poruszania się po śniegu używa nart i stara się unikać kontaktu z cywilizacją i białym człowiekiem. Ci Lapończycy nadal kontaktują się z przodkami i za wszelką cenę pragną, aby ich tradycja i religia nie umarły. Po drugiej stronie bariery lokuje się biały człowiek, który trochę się miota. Bardziej lub mniej, czują się odpowiedzialni za zepchnięcie Saamów na margines - w końcu zajęli terytoria, które kiedyś były rdzennie lapońskie. Wprowadzili chrześcijaństwo, narzucili swoje prawo i są żądni pieniędzy. Ale do tej grupy coraz częściej zaczynają przechodzić także sami Saamowie. Na tym bazuje jądro książki, czyli na konflikcie pomiędzy swoimi, kultywującymi kulturę przodków, a tymi, którzy ją porzucili. Nie wszyscy chcą się pogodzić z tym, że odchodzi ona w zapomnienie i że pieniądz zaczyna rządzić sercami Lapończyków. Na tyle mocno, że niektórzy są gotowi zabić.

Ostatni Lapończyk Truca to kawał solidnie napisanej literatury. Postacie są barwne, a przy tym tajemnicze. Każdy ma jakieś stare, niewyleczone rany, które w powieści zostają na nowo otwarte. Wszechstronne naciski, żądza pieniądza i pragnienie władzy sprawiają, że inaczej patrzymy nie tylko na Saamów, ale również na inne małe społeczności etniczne, którym grozi zagłada. Zauważyć też można jaskrawy kontrast między tradycją a nowoczesnością. Jak przystało na skandynawski kryminał w powieści kwestie społeczne, mimo iż pojawiają się tylko między wierszami, nadają ton książce (czyli muszę odszczekać upadek skandynawskiego kryminału w moich oczach opisany tutaj, w ostatnim akapicie).

Polecam zwłaszcza tym, którzy są zmęczeni czytaniem kopii kopii kryminałów.

Czarna Owca 2014
Przekład: Ewa Kaniowska
Tytuł oryginału : Le Dernier Lapon
Seria: Czarna Seria

wtorek, 5 stycznia 2016

Niepokorna policjantka i nieporadna matka - taką pozostaje detektyw Krawiec w Rajskich ptakach, kontynuacji Uśpienia, debiutanckiej powieści Marty Zaborowskiej. Jednak aby główna bohaterka nie narzekała na brak zajęcia, autorka postanowiła nie tylko zająć ją kolejną sprawą zabójstw, ale również dołożyła jej jeszcze kilka problemów w życiu osobistym oraz skomplikowała sprawy zawodowe.

Powabna pani detektyw, mimo tęsknoty za wielkim miastem, postanowiła pozostać na podwarszawskiej prowincji i stamtąd prowadzić kolejną sprawę. Tym razem przedmiotem śledztwa jest trup dziewczyny z ubogiego domu, a na dokładkę autorka zaserwowała ciężko pobitą przyszłą synową lokalnego polityka. Co łączy te dwa wydarzenia? W rozwikłanie zagadki tym razem prócz Julii Krawiec zostaje włączony policyjny żółtodziób - Michalina Bodnar, dziewczyna łamiąca wszelkie obyczaje, nie mająca taktu, ale za to w nadmiarze obdarzona niską samooceną i myślami samobójczymi. Wzajemne tarcia i dogryzanie obu pań jest na tyle angażujące czytelnika, że w kolejnej części autorka z pewnością nie zrezygnuje ze słownych potyczek tego duetu. W śledztwo zaangażowany jest także Zasępa - techniczny, a zarazem przystojniak z posterunku - który okaże się bardzo przydatny w dochodzeniu.

Zaborowska w Rajskich ptakach równie mocny nacisk co na wątek kryminalny kładzie na kwestie prywatne pani komisarz. Dziecko wiecznie pozostające bez matki, wychowywane przez babcię, staje się coraz bardziej łakomym kąskiem dla ojca dziecka, który dąży do przejęcia pełni praw rodzicielskich nad córką. Wieczne obietnice wspólnego wypadu jak zwykle muszą przegrać z niepowstrzymywanym pracoholizmem matki. Gdyby tego było mało, powraca demon, który miał być duchem przeszłości - alkoholizm. Już na początku książki widać, że na linii komisariat-dom nic się nie zmieniło. Krawiec nadal zdecydowanie lepiej odnajduje się w roli policjantki - lepiej radzi sobie z zimnymi trupami i zabójcami, niż z córką, która potrzebuje matczynego ciepła popołudniami i w weekendy, a nie tylko ciemną nocą, kiedy komisarz wreszcie ściąga do domu, żeby odpocząć przed kolejnym dniem spędzonym na posterunku.

Inspiracje kryminałem skandynawskim w Rajskich ptakach widać jak na dłoni. Tak jak w Uśpieniu, pojawia się tutaj wiele wątków związanych z życiem prywatnym samotnej matki-policjantki, ale równie wiele miejsca zajmuje wątek kryminalny. Zaborowska na tyle umiejętnie dawkuje wszystkie składniki budujące historię, że trudno zarzucić jej skupianie się jedynie na życiu wewnętrznym bohaterów, jak miało to miejsce w Na spokojnych wodach Viveki Sten, gdzie kryminału musiałem szukać z lupą. Kontynuacja przygód detektyw Krawiec wypadła równie udanie jak pierwsza część. Kolejny tom również ujrzał już światło dzienne. Ja już wiem jak wypadł. Niedługo podzielę się z Wami moją opinią na jej temat. Tymczasem serdecznie zachęcam po sięgnięcia po literaturę Zaborowskiej, naprawdę warto!

Czarna Owca 2014
Seria: Czarna Seria

niedziela, 15 marca 2015

Wygląda na to, że skandynawska kura znosząca złote jaja-kryminały nie zna granic swojej produktywności i, mimo iż jest już mocno wyeksploatowana, nadal wysiaduje, choć z okładek coraz częściej odchodzą pozłotka. Czy to oznacza, że kryminały z Północnej Europy przeżywają kryzys i ich dni są policzone? 

Można się spierać. Ci, którzy nie siedzą w temacie i szwedzkie czy norweskie kryminały czytają z doskoku, raczej nie zauważą powtarzających się schematów i tego, że akcja książki, mimo że zagadka została rozwiązana już w połowie jej objętości, nadal się "rozwija" a autor próbuje podtrzymać trupa przy życiu. Kolejne próby resuscytacji, które u doświadczonego czytelnika często wzbudzają uśmiech politowania, u przygodnego mogą wywołać zaciekawienie. Mnie coraz częściej skandynawskie kryminały rozczarowują - bo są proste, wręcz nudne, bo szybko wiem, kto zabił. Może to nie wina autorów, że piszą tak jak piszą - wszak wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś decyduje się wydać wylane na papier swoje dzieło, to pragnie tego, nie aby się ośmieszyć przed czytelnikami, ale zakłada wręcz przeciwnie, że pokazuje światu najlepsze co mógł spłodzić jego umysł. I pewnie jest tak z większością książek, pewnie tylko nie wszystkie trafiają do czytelnika, któremu są przeznaczone. Tylko dlaczego coraz częściej czytam książki, które są przeznaczone dla innej osoby?

Akcja Na spokojnych wodach Viveki Sten rozgrywa się na wyspie, na której zamożni Szwedzi spędzają miesięczny urlop. W tej skandynawskiej sielance zostają popełnione morderstwa, jedno za drugim. Sprawę usiłuje wyjaśnić policjant Thomas Andreasson, którego wspiera koleżanka z lat dziecięcych, mieszkanka wyspy, Nora Linde. I gdyby potraktować tę książkę jako studium socjologiczne, to spełniłaby tę rolę dość dobrze. Ale niestety okazuje się, że jest to nowy szwedzki kryminał (...) pełen napięcia dramat*, którego głównym problemem jest położenie zbyt dużego nacisku na sferę emocjonalną - przeżycia głównych bohaterów związane nie ze śledztwem, ale z ich życiem osobistym. Ciągłe powracanie do perypetii Nory Linde, której mąż nie godzi się na jej rozwój zawodowy i stale ucieka przed rozmową w morze (czyli na uwielbiane wypady z kolegami na żagle), podczas gdy ona nieustannie to przeżywa, spłyca ciekawie zapowiadającą się fabułę kryminału. Moim zdaniem, choć może to zabrzmieć seksistowsko, problem leży w tym, że autorka jest kobietą, która pisząc powieść, włożyła w nią stereotypową kobiecą naturę, kobiece emocje, przeżywanie, rozpamiętywanie, roztrząsanie. Książka w wielu miejscach jest po prostu emocjonalnym pamiętnikiem Nory Linde i jej kolegi Thomasa Andreassona. On również jest skomplikowanym tworem żyjącym emocjami z przeszłości - nie może wybaczyć sobie i byłej żonie, że stracili małe dziecko. To wydarzenie zamknęło go na świat, na bliższe kontakty z kobietami. 

W moim odczuciu tę kryminalną złotonioskę zdają się dekapitować same wydawnictwa, wydając kolejne książki nie zwracając większej uwagi na treść, a zapewne bardziej przywiązując się do wyników sprzedaży. Chociaż z drugiej strony... jestem w trakcie czytania kolejnego kryminału-debiutu z Czarnej Serii i jest intrygujący... Czyżbym wkrótce musiał odszczekiwać moje nieprawomyślne słowa pod kierunkiem wydawnictw?

* Informacja z okładki.

Czarna Owca 2014
Seria: Czarna Seria
Tytuł oryginału: I de lugnaste vatten
Przekład: Paulina Jankowska

niedziela, 30 listopada 2014

Poszukiwanie wśród debiutów wartościowego autora i dobrej książki nie jest łatwe. Jak przewidzieć czy poświęcenie co najmniej kilku wieczorów lekturze nie okaże się stratą czasu? Posiłkowanie się opisem zawartym na okładce jest tak samo ryzykowne jak wybór filmu na podstawie trailera - nieraz dynamiczna, pełna pasji, malowniczych krajobrazów, po prostu dobrze zrobiona zajawka okazywała się być zapowiedzią drętwego filmu, którego oglądanie powinno się przerwać po kilkunastu minutach - bo miało być ekscytująco, porywająco, ciekawie, a jest tak, że nawet swojemu wrogowi z czystej złośliwości by się go nie poleciło. Zdarzyło mi się naciąć na taki sprytny chwyt ludzi od promocji "dziesiątej muzy", jak również kilkakrotnie trafiła w moje ręce nie najlepsza książka. Oczywiście zdarzają się również wartościowe dzieła, dlatego nie kieruję się samą reklamą, ale również intrygującym opisem fabuły. Z tego powodu skusiłem się na Mężczyznę z Albanii.

Akcja książki rozpoczyna się dość niemrawo - w tajemniczych okolicznościach ginie mężczyzna, który dopiero co przyjechał do Szwecji. Albański paszport znaleziony przy zmarłym stanowi jeszcze większą zagadkę, zwłaszcza że albańskie władze nie potwierdzają tożsamości denata. Na miejscu zdarzenia przypadkowo znajduje się początkujący dziennikarz Tobias Meijtens - zaciekawiony zbiegowiskiem jakie utworzyło się na drodze, którą podążał, przystaje i postanawia zaangażować się w sprawę. Rozwikłanie zagadki staje się coraz trudniejsze, gdyż najpierw ginie jedyny świadek śmierci Albańczyka, następnie redaktor gazety, w której pracuje, odwodzi go od tematu i przydziela mu zupełnie inne zadania, by w końcu, gdy ustali już tożsamość mężczyzny, natrafić na mur milczenia ze strony jego dawnych przyjaciół. Na szczęście Meijtens u boku ma dziennikarkę ze znacznym bagażem doświadczeń i szalonego znajomego z uczelni, który dobrze zna realia krajów Bloku Wschodniego. To tyle o poplątanej fabule. 

Atutem thrillera są podróże w głąb komunizmu, który zapanował w Europie Wschodniej na ponad 40 lat - jakie mają one pokrycie w prawdzie historycznej niestety nie wiem, ale książkę czyta się z wielką przyjemnością. Wątek miłosny, którego głównym celem jest najprawdopodobniej większe skomplikowanie fabuły, nie jest agresywnie eksponowany, ale czytelnicy, którzy nie wyobrażają sobie kryminału bez szczypty erotyki, powinni być zadowoleni. Jedyne co mi zgrzytało w trakcie lektury, to nadmierna flegmatyczność bohatera i akcji, która z niezrozumiałych dla mnie względów wielokrotnie była zwalniania przydługimi rozmowami Meijtensa z przyjacielem. Zagadka Mężczyzny z Albanii okazała się na tyle zawiła, że do dziś nie jestem pewien odpowiedzi na zasadnicze pytanie: współpracował czy nie?

Czarna Owca 2014
Seria: Czarna Seria
Tytuł oryginału: Mannen från Albanien
Przekład: Elżbieta Frątczak-Nowotny

wtorek, 20 maja 2014

A gdybyśmy tak mogli przeżywać nasze życie raz za razem, żeby wreszcie zrobić to jak należy?* - pytanie to, zadane na ostatniej stronie okładki, wywołało u mnie skojarzenie z Podwójnym życiem Weroniki Krzysztofa Kieślowskiego. Bałam się kalki filmowego motywu, jednak w książce Kate Atkinson zamiast dwóch bohaterek żyjących równolegle mamy jedną, która ma możliwość przeżywania swojego życia wielokrotnie. Ursula nie wpada w pętlę czasu jak Keiji Kiriya z Na skraju jutra Hiroshiego Sakurazakiego - choć ona także wielokrotnie umiera, odradza się po to, by - wracając do przywołanego wcześniej cytatu - przeżyć wreszcie swoje życie jak należy.

Już początek życia Ursuli nie był łatwy - dziewczynka rodziła się kilkakrotnie, by w końcu móc zostać na świecie i... umierać. Wyrywana śmierci ponownie trafiała w jej objęcia wskutek nieszczęśliwych wypadków i chorób. Z czasem dziewczynka dostrzegła mechanizm rządzący jej życiem i nauczyła się eliminować czynniki, które wiodły ją w ciemność. Ingerując w rzeczywistość musiała być jednak ostrożna, zmiany dotyczyły bowiem również jej bliskich, a z czasem również kraju czy Europy pogrążonej w wojennej zawierusze. 

Kate Atkinson miała świetny pomysł, który udało jej się przekuć na rewelacyjną powieść. Wprawdzie początki lektury nie były łatwe ze względu na styl wypowiedzi, zapewne będący zasługą tłumaczki, szybko jednak dałam się porwać fabule. Pisarka doskonale poradziła sobie z nakreśleniem realiów panujących w pierwszej połowie XX wieku i nadaniem powieści odpowiedniego klimatu. Kreacja bohaterów również nie pozostawia nic do życzenia, zostali oni bowiem obdarzeni indywidualnymi cechami oraz zdolnością myślenia i przeżywania. Wartością książki są również poruszane przez Kate Atkinson problemy społeczne takie jak np. brak edukacji seksualnej, który zaowocował ciążą bohaterki, a później decyzją o aborcji, która - o naiwności! - jawiła się Ursuli jako zrzeczenie się dziecka na rzecz kogoś, kto otoczy go opieką i miłością... 

Co jednak najważniejsze, książka pobudza do refleksji na tematy egzystencjalne i wprowadza pewien niepokój, prowokując pytanie: a co by było, gdyby...? Czy gdybyśmy mieli możliwość wielokrotnego przeżywania życia, skorzystalibyśmy z niej czy też traktowali tę zdolność jako niewygodny ciężar? Z tym pytaniem oraz gorącą rekomendacją książki zostawiam Was, Drodzy Czytelnicy.  

*Kate Atkinson, Jej wszystkie życia, przeł. Aleksandra Wolnicka, Warszawa 2014, okładka.

Czarna Owca 2014
Tytuł oryginału: Life After Life
Przekład: Aleksandra Wolnicka

wtorek, 25 lutego 2014

Człowiek czy android? Granica nigdy nie była jasno określona. Kiedyś starali się ją wyznaczyć autorzy fantastyki naukowej, prognozowali kiedy dojdzie do jej zatarcia, a wytwór przerośnie swego stwórcę. 

Już dziś otacza nas duża ilość elektroniki ułatwiającej nam życie (różne systemy wspomagające kierowcę już mnie nie dziwią, ale to, że mogę włączyć pralkę za pomocą smartfona wywołało we mnie lekki szok). Komputery, z których korzystamy na co dzień są coraz bardziej zaawansowanymi maszynami i nie da się ukryć, że większość z nas nie potrafi się bez nich obejść. Jest to fakt mało zatrważający w porównaniu z tym, że jesteśmy całkiem od nich zależni - nasze pieniądze, emerytury, dane, cała gospodarka i wszystkie przejawy działalności państwa opierają się na systemach informatycznych. Strach pomyśleć co by było, gdyby ktoś wpadł na pomysł wpuszczenia do sieci wirusa, który zacząłby przechwytywać i zmieniać informacje... Już niejednokrotnie byliśmy świadkami globalnych ataków hakerów włamujących się do baz służb bezpieczeństwa, zaszczepiania szpiegowskiego czy złośliwego oprogramowania. Jestem przekonany, że niejednokrotnie poruszano te kwestie w literaturze beletrystycznej. Dan T. Sehlberg w Monie również postanowił zmierzyć się z koncepcją globalnego ataku przez wirus komputerowy, ale...

... podniósł poprzeczkę o stopień wyżej - wirus jest niezwykle skomplikowany, nieustannie mutuje, ukrywa się, a jeśli się ujawnia, to tylko po to, aby zmylić trop i zagrzebać się jeszcze głębiej, aby wyrządzić jeszcze większą szkodę i nadal pozostać nieuchwytnym. Temperaturę wydarzeń podkręca umieszczenie akcji na Bliskim Wschodzie, w rejonie nieustannych walk między Izraelem a ościennymi państwami arabskimi. Wojna ze świata realnego przenosi się do wirtualnego - złośliwy program napisany przez muzułmańskiego geniusza komputerowego szukającego zemsty na Żydach za śmierć żony i córki atakuje izraelski bank centralny (TBI). Cyberatak wspierany jest przez Arabów nie szczędzących funduszy w walce z największym wrogiem. Pierwszą ofiarą padają klienci banku, następnymi w kolejce są osoby grające na izraelskiej giełdzie. Kolejnymi celami stają się inne banki i giełdy na świecie oraz... umysły dwojga Szwedów. Jak się zarazili? Autor nie tłumaczy tego od strony teoretycznej ani praktycznej, co dla jednych może być dużym negatywem, mnie jednak takie rozwiązanie zachęciło do gimnastyki umysłu (myślę, że fani science fiction powinni być zadowoleni). Jeśli nadal czujecie niedosyt, to dodam, że pewien mężczyzna, aby uratować tych dwoje bliskich mu osób wyrusza na poszukiwania antidotum...

... i staje się pionkiem w grze wielkich tego świata - FBI i Mossadu. Do czego są zdolne służby mające chronić swoje państwo przez terrorystami? Jednostka, zwłaszcza będąca obcym obywatelem, ślepo dążąca do postawionego sobie celu, nieświadoma uczestnictwa w ważnej rozgrywce, traktowana jest jak wabik, środek prowadzący do leku na chorobę rozprzestrzeniającą się przez Internet i stanowiący realne zagrożenie dla Zachodu: Z całym szacunkiem, to przede wszystkim jego mieliśmy odbić z obozu. Ciebie oczywiście też, ale Samir Mustaf [twórca wirusa] był dla nas priorytetem. Wszyscy zostali przeszkoleni, żeby móc go rozpoznać i w razie wymiany ognia strzelać tylko do wybranych celów*.

Oto z grubsza pierwszy thriller w Czarnej Serii wydawanej przez Czarną Owcę - Mona. Znajdziemy w nim elementy powieści szpiegowskiej, kryminału, sensacji, fantastyki, science fiction, cyberpunku. We mnie ta udana powieść wzbudziła trochę lęk i obawę dotyczącą tego jak bardzo jesteśmy dziś uzależnieni od komputerów i szeroko pojętej informatyki, i zarazem bezbronni. Szokujące jest również ukazanie jednostki z dwóch punktów widzenia - jako osoby godnej walki i poświęceń, a z drugiej strony poświęcanej w imię osiągnięcia pewnych celów, pojedynczy człowiek jest jednocześnie dla organizmu państwowego wartościowy i bez znaczenia.

Czarna Owca 2014
Seria: Czarna Seria
Tytuł oryginału: Mona
Przekład: Maciej Muszalski

* D. T. Sehlberg, Mona, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2014, s.371.


KONKURS :) !!!

Osoby, które są zainteresowane wejściem w posiadanie nieczytanego egzemplarza książki proszone są o zgłoszenie takowej chęci w komentarzu pod postem. Z mojej strony byłbym wdzięczny za polecenie książek z kręgu kryminału, sci-fi (warunek nieobowiązkowy, ale mile widziany, podobnie jak zalajkowanie profilu na Facebooku i/lub Google+). 


Regulamin konkursu:
  1. Organizatorem konkursu jest Poczytajka.
  2. Konkurs trwa od 25 lutego 2014 roku do 4 marca 2014 roku włącznie. 
  3. Konkurs skierowany jest do osób posiadających adres korespondencyjny na terenie Polski.
  4. Nagrodą w konkursie jest jeden egzemplarz "Mony" Dana T. Sehlberga.
  5. Aby wziąć udział w losowaniu należy wyrazić chęć otrzymania książki, podać adres mailowy (dotyczy osób nie posiadających bloga) oraz - nieobowiązkowo - polecić książkę sci-fi lub kryminał. 
  6. Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania.
  7. Lista zwycięzców losowania zostanie opublikowana na blogu najpóźniej w dniu 6 marca 2014. Dane do wysyłki nagrody należy przesłać w ciągu 7 dni od publikacji zwycięzców. W przypadku nie przesłania danych przez zwycięzcę, odbędzie się dodatkowe losowanie.
  8. Zgłoszenie się do udziału w losowaniu jest równoznaczne ze zgodą na podanie danych adresowych w przypadku wygranej. Dane te będą mi potrzebne tylko w celu realizacji wysyłki, nie udostępniam ich osobom trzecim.
Życzymy powodzenia!

sobota, 9 listopada 2013

Nie wszystkie narody nie posiadające własnego, niezależnego skrawka ziemi mają tyle szczęścia co Żydzi, którzy po II wojnie światowej otrzymali do swojej dyspozycji obszar położony we wschodniej części Morza Śródziemnego. Jak się jednak okazało, w ciągu ponad sześćdziesięciu lat istnienia Izraela kraj był narażony na wiele niebezpieczeństw ze strony sąsiadów i wyznawców islamu. Trudno się temu dziwić, wszak Izrael powstał decyzją Organizacji Narodów Zjednoczonych o podziale Palestyny na dwie części - żydowską i arabską. Nikt nie lubi jak coś, co należało do niego, nagle zostaje mu odebrane - Palestyńczycy nie byli więc szczęśliwi z powodu okrojenia ich strefy rządów, a za nimi stanęła duża część świata arabskiego i muzułmańskiego. Rzeczywistość w jakiej przyszło powstawać państwu żydowskiemu nie była godna pozazdroszczenia - zewsząd wrogowie pełni nienawiści i chęci zniszczenia ONZ-owskiego bękarta. Młode państwo, aby stawić godnie czoła tym przeciwnościom, aby przetrwać w otoczeniu ogarniętym chęcią unicestwienia wroga utworzyło między innymi Mossad, agencję wywiadowczą mającą na celu zbieranie informacji dotyczących zewnętrznych wrogów. Ale to tylko jedno z wielu zadań, którymi zajmuje się od 1951 roku.

Gromadzenie informacji na terenie obcych państw, zarówno tych postrzeganych jako przeciwnicy, jak i sojuszników, to najłagodniejsza forma działania agentów Mossadu. Izraelczycy niejednokrotnie posuwali się do werbowania współpracowników spośród obywateli inwigilowanych krajów, organizacji, ugrupowań terrorystycznych wrogich wobec ich ojczyzny, ale również wśród współpracujących z nimi służb jak amerykańska CIA, brytyjskie MI6 czy niemieckie BND. Do bardziej radykalnych metod operacyjnych należały zabójstwa oraz tortury. Egzekucje zwykle odbywały się daleko od granic Izraela, wielokrotnie w państwach Europy Zachodniej, w Afryce i na półwyspie Arabskim. Ale Mossad to nie tylko służba działająca za pomocą rozwiązań siłowych. Powszechnie stosowaną była praktyka wpływu poprzez ekonomiczne i gospodarcze naciski - odcięcie od dostaw pewnych newralgicznych towarów (ropa, gaz, broń), przejmowanie przez zaprzyjaźnionych biznesmenów strategicznych przedsiębiorstw w państwach neutralnych wobec Izraela. Interesującą strategią było, i prawdopodobnie nadal jest, wspieranie wrogów Izraela – wyposażanie w broń ugrupowań opozycyjnych wobec reżimów nieprzychylnych Państwu Żydowskiemu w celu ich osłabienia (często dozbrajane były kraje objęte embargiem). W jaki sposób? Otóż broń była wielokrotnie sprzedawana pomiędzy spółkami przyjaznymi rządowi w Tel-Awiwie, po pewnym czasie jej właścicielami stawały się raje podatkowe (czasami państwa nie posiadające własnej armii), by w końcu trafić do docelowego odbiorcy.

Izrael, niewielkie państwo, potrafiło stworzyć agencję wywiadowczą podziwianą przez tajne służby całego świata. Swoich agentów umieścił prawie wszędzie: w wyżej wymienionych agencjach wywiadowczych, ale również w Hamasie, na samym jego szczycie. Jedynym krajem, który opiera się skutecznie jest obecnie największy wróg Żydów – Iran, który dąży do skonstruowania broni atomowej. Czy agenci Mossadu poradzą sobie z tym niebezpieczeństwem? Jeśliby sądzić o sile wywiadu po książce, która ukazuje wielokierunkowe działanie agencji, można w ciemno powiedzieć, że Żydzi na pewno nie przegrają. Jednak historia przeprowadzonych akcji ukazuje, że nie zawsze podejmowano właściwe decyzje. Życie zapewne odkryje jeszcze niejedną tajemnicę spośród już i tak wielu ukazanych w książce.

Yvonnick Denoël pisze na tyle barwnym językiem, że lektura, będąca nośnikiem wiedzy historycznej, dostarcza również doskonałej rozrywki sensacyjnej. A o tym, czy wszystkie cudowne akcje przeprowadzane przez pracowników Mossadu miały miejsce i przebieg zgodnie z opisami zawartymi w książce pewnie nieprędko się dowiemy - prawdopodobnie historia tych wydarzeń pozostanie nieodkryta tak samo jak prawdziwa tożsamość autora.

Czarna Owca 2013
Tytuł oryginału: Les guerres secrètes du Mossad
Przekład: Małgorzata Tryc-Ostrowska

środa, 2 października 2013

Właśnie skończyłem czytać. Właściwie pochłaniać, aby nadążyć za pędzącymi wydarzeniami rozgrywającymi się w szpitalu psychiatrycznym i w pobliskiej miejscowości.

Morderstwo powabnej lekarki, profanacja grobów, tajemnicza przeszłość zakonnicy i salowej, niezrównoważony psychicznie pedofil i nekrofil - czego można chcieć więcej od kryminału? Dostając to byłem usatysfakcjonowany, ale otrzymałem jeszcze zawiłą zagadkę, która niejednokrotnie zdawała się już być rozwiązaną, ale jednak nie - autorka niejednokrotnie wywodziła w pole i mnie, i komisarza, i prowadzącą śledztwo detektyw Julię Krawiec. 

Ta jest ciekawą osobą - problemy rodzinne - rozstanie z mężem, wieczny brak czasu dla córki, oraz problemy alkoholowe wielokrotnie dają o sobie znać. Choć z wierzchu twarda, podkomisarz w głębi serca jest wrażliwa i krucha, ale niełatwo rozbić tę skorupę widoczną na zewnątrz i dotrzeć do wnętrza. Książka Zaborowskiej jest jak Julia Krawiec - łatwo ją ocenić nie poznając jej, ale gdy dotrze się do jej sedna, zagłębi w nie, widać jak jest skomplikowana, wielowątkowa, zagmatwana i poplątana, nieodgadniona niemal do samego końca (tym razem autorka przechytrzyła mnie i w momencie gdy pani Krawiec obalała moje typy na winnego robiło mi się głupio jak uczniakowi). 

Autorka przemyca między wierszami odrapaną, smutną i szarą rzeczywistość małego miasteczka. Ukazuje życie w małej społeczności szpitala psychiatrycznego, intrygi napędzające życie niektórych pacjentów. Odkrywa również, że wszyscy bohaterowie mają brud za paznokciami. W czasie śledztwa każdy usiłuje coś ukryć przed panią podkomisarz: ordynator, siostry salowe, zamordowana lekarka, pacjenci, siostra zakonna, ksiądz; nawet sama Krawiec to i owo kryje przed światem. 

Po twórczość pani Zaborowskiej na pewno będę sięgał (podobno pracuje obecnie nad kolejną częścią przygód policjantki), choćby z racji umiejętności mistrzowskiego poprowadzenia fabuły ku ironicznemu zakończeniu. Choć to debiut, to widać, że autorka już dojrzała do napisania porządnej powieści detektywistycznej. Pani Zaborowskiej życzę jak najwięcej takich kryminałów - ode mnie 5/5.

Czarna Owca 2013