Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syberia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syberia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 października 2013

Jakucja jest krainą przestrzeni. Mimo, iż powierzchniowo jest dziesięć razy większa od Polski, jest słabiej zaludniona aż czterdziestokrotnie. Jakuci skupieni są w miastach i w ich okolicy, a ogromne połacie Republiki Sacha znajdujące się daleko od miast pozostają niezamieszkane. Zatem - pustka. I mróz, dochodzący do pięćdziesięciu stopni poniżej zera. Do tego mgła, pluskwy, niepokojący wskaźnik samobójstw wśród dzieci (co roku pięćdziesięcioro z nich odbiera sobie życie) i zamarznięte psy na ulicach Jaucka. Przygnębiający to obraz, jednak jest w nim coś fascynującego, magnetyzującego, zapraszającego do zgłębienia realiów życia w tak nieprzyjaznym środowisku.

Michał Książek podążył śladem dwóch rodaków zesłanych na Syberię - pisarza i etnografa Wacława Sieroszewskiego oraz Edwarda Piekarskiego, lingwisty. Dwanaście lat w kraju Jakutów Sieroszewskiego było dla Książka inspiracją do napisania Jakucka, ale o ostatecznym kształcie książki zadecydował Słownik Jakuckiego Języka Piekarskiego. Reportaż Michała Książka przeplatany jest tematycznym słownikiem, który wiele mówi o mentalności i realiach życia mieszkańców Republiki Sacha. W ich języku słowo "tam" określane jest za pomocą trzech różnych zaimków, jest też wiele słów, które dotyczą przestrzeni. Najciekawsze z nich wszystkich są jednak te pełne dwuznaczności, a odnoszące się do srogości klimatu. Słowo przebiśnieg (podśnieżnik), będące nazwą kwiatu-zwiastuna wiosny, oznacza trupa wyłaniającego się z rozmarzających zasp (w istocie będącego symptomem nadejścia łagodniejszej pory roku), natomiast wyrażeniem taksi z pieriewałką określa się usługę transportową z przesiadką - pasażerowie muszą bowiem przebyć ledwo zamarznięty odcinek rzeki pieszo. Owa pieriewałka to jednak nie tylko przesiadka, ale również upadek w przerębel czy pod lód. W Jakucji nie ma miejsca na łagodność, dlatego też Dziadka Mroza zastąpił Byk Zimy.

Jakuck Michała Książka przypomina różnobarwną plecionkę, która łączy elementy pozornie niepasujące do siebie. Na jednym biegunie są historia, etnografia i lingwistyka, na drugim - ornitologia. Ponieważ również tę pasję dzielę z autorem, z fascynacją czytałam o śniegułach czy skośnookiej (!) czeczotce. Poprzez wielopłaszczyznowe ujęcie tematu oraz spojrzenie na Republikę Sacha przez pryzmat języka jakuckiego Książkowi udało się stworzyć reportaż wnikliwy i barwny, mimo wszechobecnej szarości mgły i smogu. 

Czarne 2013
Seria: Reportaż

poniedziałek, 29 października 2012

Gugara Andrzeja Dybczaka jest tegorocznym laureatem Nagrody Kościelskich. Ta niepozorna objętościowo (176 stron) książka przenosi czytelnika do syberyjskiej osady, w której króluje cisza przerywana niekiedy dźwiękiem dzwonków zawieszonych na szyjach reniferów i - sporadycznie - odgłosem przelatującego helikoptera. Osady, w której przeszłość przeplata się ze współczesnością, choć ta druga wydaje się dominować nad tradycyjnym stylem życia. Wprawdzie w mentalności Ewenków tlą się ślady szamanizmu, ale czumy są już z brezentu, renifery w większości odeszły do przeszłości, a wielu mieszkańców osady przeniosło się do większych wiosek, namawiając do tego samego tych, którzy zostali w tajdze. Wioska wydaje się rajem, w którym żyje się lżej, choćby ze względu na bliskość sklepu. Ale to tylko pozory. Tu czy tam - trudy życia rekompensowane są alkoholem, za który "spragnieni" są w stanie oddać wszystko co mają. Jeden z mieszkańców tajgi przehandlował za wódkę stado reniferów według przelicznika: jedno zwierzę za jedną butelkę... 

Gugara jest opowieścią o odchodzeniu społeczeństwa koczowników w przeszłość. Ludzie, których odwiedził, jedną nogą przeszli już na stronę cywilizacji, a ich kultura i tradycyjny sposób życia umierają. To, że ich osada któregoś dnia opustoszeje, jest tylko kwestią czasu. 

Andrzej Dybczak pisze niezwykle poetycko, co powoduje, że Gugara wykracza poza ramy tradycyjnego reportażu. Książka przesycona jest liryzmem, który tworzy specyficzną atmosferę smutku i nostalgii. Sam autor jest bardzo dyskretny, czujemy jego obecność - jest w końcu jednym z bohaterów Gugary - ale nie eksponuje swojej osoby, pozwalając mówić innym. 

Polecam!

Wydawnictwo Czarne 2012

poniedziałek, 15 października 2012

Każdy ma w sobie jakiś swój krajobraz. Ja mam tundrę - tak podsumowuje swoją fascynację Magdalena Skopek w wywiadzie dla Wysokich Obcasów*. To tłumaczy, dlaczego dziewczyna po niezbyt udanej wyprawie z kolegami, którą można podsumować dwoma słowami: bagna i komary, w ten nieprzyjazny region wróciła. Tym razem wyruszyła sama, mając ze sobą plecak, aparat i mocne postanowienie, że za wszelką cenę dotrze do Nieńców. A to nie było łatwe, biorąc pod uwagę, że Jamał jest jednym z najpilniej strzeżonych regionów Rosji, a może i świata. Mimo, iż dziewczyna była mocno podejrzaną jednostką (z GPSem, dużym aparatem - na pewno szpieg!), udało jej się osiągnąć cel - dwa miesiące spędziła wśród Nieńców. Zamieszkała w czumie i przez te kilka tygodni była częścią koczowniczego ludu. Jadła surowe mięso, nosiła nienieckie ubiory, ucząc się ich życia, pozbawionego naszych cywilizacyjnych udogodnień. Choć, jako że niewiele jest już miejsc na świecie (o ile w ogóle takowe jeszcze istnieją) nie skażonych cywilizacją, gra w węża na komórce jest powszechną rozrywką. Notabene, urządzenia te służą tylko do tego celu, gdyż w tundrze nie ma zasięgu. 

Co może szokować "cywilizowanego" człowieka, który od najmłodszych lat trzymany jest z dala od brutalnej strony życia, to materiał zdjęciowy, mocny reportaż pokazujący życie w tundrze - bez cenzury i upiększeń. Czytelnik jest świadkiem krwawej uczty - ze stron zerkają uśmiechnięte dzieci umorusane krwią i rozpłatane renifery. To jednak nie kreacja skrojona na potrzeby urozmaicenia przekazu, ale rzeczywistość - w ciężkim życiu Nieńców nie ma miejsca na sentymenty - malutkie renifery giną na równi z dorosłymi, a w uboju pomagają dzieci od najmłodszych lat, ucząc się tym samym sztuki przetrwania. 

Ale Dobra krew to nie tylko reportaż. Sporą część swoich obserwacji Magdalena Skopek poświęciła duchowości Nieńców, zwłaszcza kultowi zmarłych, oraz strefie tabu, co w połączeniu z dokładnym opisem życia mieszkańców czumów klasyfikuje książkę jako małe studium antropologiczne. Owa wnikliwość w połączeniu z umiejętnością obserwacji są największymi atutami publikacji i sprawiają, że Dobra krew zdecydowanie wyróżnia się na tle literatury podróżniczej. 

Wydawnictwo Naukowe PWN 2012

czwartek, 17 maja 2012

Pojedynek z Syberią jest pierwszą książką w dorobku Romualda Koperskiego. Autor, znany mi z Syberii. Zimowej odysei - relacji z brawurowej wyprawy samochodowej - zaintrygował mnie swoją osobą. Byłam ciekawa, skąd w Koperskim tyle uporu i wytrwałości, zastanawiałam się, czy w jego przypadku jest to cecha wrodzona, czy może wypracowana przez lata. Po lekturze relacji z pierwszej ekspedycji mogę pokusić się o stwierdzenie, że ten typ tak ma :)

Organizacja pierwszej wielkiej wyprawy nie była łatwa. Nikt nie wierzył w powodzenie ekspedycji. Nakreślona z rozmachem trasa wiodąca z Zurychu przez Syberię, Alaskę i Kanadę aż po Nowy Jork wydawała się nie do pokonania. O pozyskaniu sponsorów nie było mowy w sytuacji, gdy podróżnik słyszał najczęściej: Nie dojedziesz nawet do Moskwy. Nie zraził się - wręcz przeciwnie! - te słowa jeszcze mocniej pchnęły go na wyznaczony szlak i motywowały do parcia naprzód, nawet wówczas, gdy trasa realnie była nie do pokonania (w czasie letnim ciężko mówić o jakichkolwiek drogach, wiele tras jest przejezdnych tylko zimą, gdy zamarzają rzeki). Jak nietrudno przewidzieć, podróż nie obyła się bez przeszkód takich jak choćby wspomniane powyżej czy dotkliwy brak wody w niektórych rejonach. Z wypiekami na twarzy śledziłam losy jednoosobowej ekspedycji - ja także nie do końca wierzyłam w to, że Koperski dotrze do Stanów Zjednoczonych. A jednak!

Pojedynek z Syberią to kolejna udana relacja, pełna przygód, pasji oraz spotkań z rdzennymi Sybirakami (trochę śmieszyła mnie nieporadność podróżnika w pierwszych kontaktach z autochtonami, gdy ten podawał się za reportera, natomiast zostawienie w bagnie samowarów, otrzymanych w darze od życzliwych ludzi zdziwiło mnie i nieco zniechęciło do osobowości pana Koperskiego). Zdjęcia z wyprawy dodają smaczku opowieści, żałuję tylko, że poziom korekty był bardzo niski. Nie zrażam się jednak i w niedługim czasie sięgnę po ostatnią pozycję z tryptyku syberyjskiego - Przez Syberię na gapę. To dopiero będzie przygoda!

Grafix 2011

czwartek, 5 stycznia 2012

(...) podejmując walkę ryzykujesz, że ją przegrasz, nie podejmując jej już przegrałeś.

Romuald Koperski podjął nie lada wyzwanie. Postanowił pokonać syberyjską część wytyczonej w 1908 roku, a do tej pory nie pokonanej, trasy wielkiego wyścigu samochodowego. Aby wyczyn był bardziej spektakularny ekspedycja miała odbyć się podczas syberyjskiej zimy. Jak postanowił, tak też zrobił - skompletował ekipę oraz niezbędny sprzęt i wyruszył stawić czoło mroźnej północy, choć wielu odradzało mu wyprawę jednym samochodem (!) w tak nieprzyjaznym czasie, w którym na porządku dziennym są wichury, śnieżyce, ekstremalnie niskie temperatury, a dróg po prostu nie ma, gdyż zimniki wytyczane są później. Koperskiemu i jego ekipie (Marian Pilorz i Viktor Makarovskiy) los jednak sprzyjał i mężczyznom udało się przebyć zaplanowaną trasę - mimo zamarzającego paliwa, awarii ogrzewania czy utknięcia na rzece, na której załamał się lód (zamarznięte rzeki wykorzystuje się jako drogi bądź... lotniska).

Prócz czystej relacji z ekspedycji otrzymujemy także garść przemyśleń o podróżowaniu oraz informacji na temat Syberii, a zwłaszcza jej mieszkańców. Sybiracy to ludzie niezwykle otwarci i życzliwi, zawsze skorzy do pomocy i chętnie dzielący się ze swoimi gośćmi tym, co mają najlepszego, nawet jeśli przybysze nie podzielają tego zdania. Goszcząc u Czukczów uczestnicy wyprawy szukali pretekstu, by uniknąć kosztowania treści żołądkowej renifera, jego mózgu zmieszanego z krwią czy larw gzów wydłubanych ze skóry zwierzęcia, tutaj traktowanych jako deser... Szczególnie wartościowe wydały mi się także fragmenty dotyczące przygotowań do wyprawy - w jaki sposób Koperski skompletował ekipę czy jak przygotowywał samochód do nieustannej pracy w ekstremalnych warunkach.

Koperski pisze w sposób bardzo naturalny, wręcz gawędziarski. Lekturę urozmaicają fotografie z wyprawy oraz mapa, która jest niezbędna w tego typu publikacji. Na koniec warto wspomnieć o tym, iż Syberia. Zimowa Odyseja to tylko jedna z części tzw. tryptyku syberyjskiego Syberia wzdłuż i wszerz, na którą składają się także Pojedynek z Syberią i Przez Syberię na gapę.

Grafix 2011