Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Czas tajemnic to trzecia (poprzednie dwie wydane są w jednym tomie) i zarazem przedostania część Wspomnień z dzieciństwa Marcela Pagnola. Po lekturze Chwały mojego ojca oraz Zamku mojej matki nie mogłam doczekać się kolejnych przygód małego Francuza. Poprzednie części zauroczyły mnie niepowtarzalnym klimatem i humorem - to samo otrzymałam i tym razem, wydaje mi się, że nawet w jeszcze większej dawce!

Marcel dorasta i w jego życiu następują zmiany... Jego przyjaciel nie ma już tyle czasu, co dawniej - pojawienie się włosów na łydkach chłopca kończy jego beztroskie dzieciństwo i nakłada na niego "dorosłe" obowiązki. Marcel początkowo pomaga Liliemu w pracach polowych, jednak gdy poznaje  Izabellę wszystko się zmienia... Chłopiec, choć nie pojmuje jeszcze istoty miłości, jest zauroczony kapryśną i władczą dziewczynką, spełniając jej wszystkie zachcianki. Nie widzi w tym jednak niczego złego, podobnie jak w innych kwestiach dotyczących rodziny Izabelli. Czy przyjaźń między chłopcami przetrwa ciężką próbę?  Jak Marcel poradzi sobie w liceum? Nie będę zdradzać, powiem jednak, że podczas lektury co chwilę wybuchałam śmiechem! Należy zaznaczyć, iż jest to zasługą nie tylko stylu autora, ale i tłumaczki, Małgorzaty Paszke, która rewelacyjnie potrafiła oddać humor Pagnola. 

Sięgając po Czas tajemnic dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam - klimat pachnącej ziołami Prowansji, wiele historii z dzieciństwa Marcela (czy wszystkie wydarzyły się naprawdę?) i sporą dawkę humoru. Polecam!

Esprit 2011
Tytuł oryginału: Le Temps des secrets
Przekład: Małgorzata Paszke

czwartek, 26 maja 2011


Podczas studiów miałam okazję pracować jako kasjerka w hipermarketach, pierwszą "poważną" pracę również rozpoczęłam od tego stanowiska. Po Udręki pewnej kasjerki nie sięgnęłam więc z ciekawości, lecz dla porównania swoich doświadczeń z obserwacjami autorki. Czy klient francuski różni się od polskiego? 


Anna Sam pracowała za kasą 8 lat. Mimo, iż miała w ręku dyplom z literatury, nie miała szans na inną pracę. Zdarzało jej się jednak słyszeć, jak matki mówią do swych dzieci: Widzisz, kochanie, jeśli nie będziesz się dobrze  uczyć, zostaniesz kasjerką, jak ta pani. Mnie wprawdzie nie zdarzały się tak jawne komentarze, jednak w relacjach z klientem często dawało się odczuć wyższość, z jaką się do mnie odnosili. Praca kasjerki jest posadą niedocenioną, a często wręcz pogardzaną. Hostessa kas, jak ironicznie nazywa tę posadę Anna Sam, jest dla wielu tylko i wyłącznie przedłużeniem skanera. Ma działać sprawnie, szybko i z uśmiechem. W zamian wysłuchuje pretensji o niezgodność cen, o brak foliowych reklamówek (nieważne, że klient ma mało zakupów i że są one już zapakowane), a w zasadzie też i o to, że komuś coś się nie udało i musi to gdzieś odreagować. 

Nieuprzejmy klient nie jest jednak jedyną bolączką kasjerki. 18 minut przerwy, na którą ciężko wyjść, gdyż do kasy stoi kolejka klientów-którzy-mają-tylko-kilka-artykułów. Gdy kasjerce wreszcie uda się opuścić stanowisko pracy, czeka ją wyścig z czasem: tik-tak! tik-tak! tik-tak! Jadalnia zwykle znajduje się na piętrze - odliczając czas na dotarcie i skorzystanie z toalety ile minut zostaje pracownikowi na  s p o k o j n e  zjedzenie posiłku i wypicie herbaty? Zgadliście! - zero... Anna Sam opisuje też zabawę w muzyczne krzesła, w której to nieświadomie miałam okazję uczestniczyć. Okazuje się, że jest to dość powszechne zjawisko, w końcu krzesła psują się zarówno we Francji, jak i w Polsce - i w obu tych krajach kasjerki muszą walczyć o nie między sobą, w przeciwnym razie czeka je kilka godzin pracy na stojąco. Brzmi mało groźnie? Statystyczna kasjerka w ciągu godziny skanuje 700-800 artykułów (biiiip!), podnosząc od 800 kg do tony, a przecież żadna zmiana nie trwa godzinę!

Anna Sam pisze lekko, ale niezwykle ironicznie. Jej Udręki pewnej kasjerki są głosem wielu pracownic, które wołają o uwagę i ludzkie traktowanie. One też czują, więc gdy kolejnym razem podejdziesz do kasy, chociaż się przywitaj. Następnym krokiem niech będzie uśmiech. 

Poradnia K, 2010
Tytuł oryginału: Les tribulations d'une caissière
Przekład: Wanda Jelonkiewicz

wtorek, 9 listopada 2010

Chwała mojego ojca i Zamek mojej matki są dwoma pierwszymi częściami cyklu Wspomnienia z dzieciństwa. Będąc świeżo po ich lekturze przyznaję, że już niecierpliwie czekam na Czas tajemnic oraz Czas miłości.

Dziewięcioletni Marcel zaprasza nas do krainy swojego dzieciństwa. Krainy magicznej i sielankowej - dźwięczącej cykadami, pachnącej ziołami i obfitej w ptactwo; krainy pełnej rodzinnego ciepła i czułości, w której chłopiec spędza najpiękniejsze i zapewne najszczęśliwsze chwile swojego życia. Podczas pierwszych wakacji spędzonych w górach poznaje ośmioletniego Liliego i w ten sposób rodzi się pierwsza przyjaźń. Kiedy Marcel nie bierze udziału w polowaniu z ojcem i wujem Juliuszem, krąży z przyjacielem po okolicznych wzgórzach zakładając pułapki na ptaki czy eksplorując okoliczne jaskinie, w czym nie przeszkadza im nawet deszcz czy pioruny. Życie na wsi podoba się chłopcu do tego stopnia, że nie chce słyszeć o nieuchronnie zbliżającym się powrocie do szkoły. W tajemnicy przed rodzicami postanawia uciec z domu i zostać pustelnikiem...

Całość napisana została z rozbrajającą szczerością i humorem. Najbardziej rozbawił mnie opis pierwszej wyprawy Marcela na polowanie. Nie brak naturalistycznych opisów eksperymentów przeprowadzanych na owadach, właściwych dla ciekawych świata kilkuletnich chłopców. Jako że jestem osobą wrażliwą, były dla mnie trochę zbyt drastyczne :) Pomijając wspomniane fragmenty, z opowieści bije niesamowite ciepło i nostalgia za krainą, do której nie ma powrotu: Takie jest ludzkie życie. Trochę radości - bardzo szybko zatartych przez troski, o których nie da się zapomnieć. 

Esprit 2010
Tytuł oryginału: Souvenirs d'enfance. La Gloire de mon père, La Château de ma mère
Tłumaczenie: Paweł Prokop, Małgorzata Paszke

piątek, 24 września 2010


Podróż do krainy drzew to pierwsza książka autorstwa Le Clézio, którą miałam okazję przeczytać. Wprawdzie nie było moim zamierzeniem poznawanie twórczości noblisty od literatury dziecięcej, jednak po tygodniu wytężonej pracy miałam ochotę na lekką lekturę i wybór padł właśnie na tę pozycję.

Bohaterem Podróży... autor uczynił chłopca, którego dopadła nuda. Hihuit, czyli mały człowiek, szybko ją przegania udając się na wyprawę do wyimaginowanego lasu. Mimo, iż ten zwykle nie kojarzy się jako miejsce przyjazne samotnemu dziecku, chłopiec czuje się w nim bezpiecznie. Bohater oswaja drzewa pogwizdując do nich, rozmawia z nimi, a ze starym dębem nawet się zaprzyjaźnia.

Mimo iż bardzo lubię literaturę dziecięcą, Podróż... nie zachwyciła mnie. Mam nadzieję, że reszta książek autorstwa Le Clézio jest bardziej udana (przyznana Nagroda Nobla pozwala mieć taką nadzieję). Niestety, nie odczułam zapowiadanej na okładce magii i mam jeszcze zastrzeżenie odnośnie ilustracji. Owszem, są bardzo udane, jednak wydają mi się dość mroczne, co nie współgra z treścią, bo przecież opisywana kraina drzew to miejsce bezpieczne i dalekie od samotności.

Bookhouse 2009
Tytuł oryginału: Voyage au pays des arbre
Ilustracje: Henri Galeron

czwartek, 16 września 2010

Inspiracją do napisania Żony piekarza było opowiadanie Jeana Giono Jean le Bleu. Marcel Pagnol, który oprócz pisarstwa zajmował się także reżyserią filmową oraz teatralną, przeniósł historię na ekran, z powodzeniem zresztą, gdyż film wszedł na stałe do klasyki komedii francuskiej. 

Żona piekarza w wersji drukowanej ma formę dramatu. Rzecz dzieje się w małym miasteczku w Prowansji, w którym życie toczy się leniwie, a jego mieszkańcy żyją sprawami codziennymi. Jedyną ich bolączką wydaje się być brak piekarza (poprzedni się powiesił), przez co po chleb trzeba wyruszać do sąsiedniego miasteczka oddalonego o 12 km, w dodatku drogą wiodącą przez góry. Przyjazd Aimable z jego piękną żoną wydaje się być remedium na kłopoty miejscowej społeczności, gdyż mężczyzna jest piekarzem i - jak się okazuje - wspaniałym! Niestety, szczęście nie trwa długo. Tytułowa bohaterka wpada w sidła pasterza i ulega jego namowom, żeby z nim uciec. Piekarz nie przyjmuje do wiadomości prawdziwego powodu nieobecności żony w domu i usprawiedliwia ją na wszelkie możliwe sposoby, jednocześnie martwiąc się, czy ta aby nie zmarzła i czy nie jest głodna. Gdy zostaje obwołany rogaczem, a Aurelia nie wraca, Aimable postanawia nie piec chleba, póki jego muza nie wróci. Ponieważ niewierność piekarzowej mocno odcisnęła się na mieszkańcach miasteczka, ci ruszają na jej poszukiwanie. Chciałoby się rzec: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż poszukiwania cudzołożnicy jednoczą mieszkańców mimo ich trwania często w wielopokoleniowych kłótniach. 

U Pagnola znajdujemy całą gamę mocno zarysowanych postaci, z których najbardziej wyrazistymi są Piekarz, Proboszcz, Nauczyciel i Markiz. Żona piekarza to swoista satyra na ludzkie przywary, które - jak to w satyrze - pokazane są na wesoło. Jest to też piękna opowieść o sile uczucia, o przebaczeniu i o jednoczeniu się w walce o wspólne dobro. 

Gorąco polecam!

PS. Mała ciekawostka: Marcel Pagnol współpracował z Jean-Jacquesem Sempé, który projektował okładki do jego książek. 

Esprit 2010
Tytuł oryginału: La femme du boulanger
Tłumaczenie: Krzysztof Chodacki