Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015

Matka Makryna to jedna z tych książek, które od pierwszych stron czarują czytelnika słowem i przenoszą go w czasie do XIX wieku... i do czasów szkolnych i studenckich lektur. Jacek Dehnel przywołał czar języka polskiego, tę niepowtarzalną aurę zapomnianych słów, której wielokrotnie doświadczałam, a która gdzieś uleciała w natłoku potocznej polszczyzny serwowanej w większości współczesnych powieści. 

Ale Jacek Dehnel czaruje nie tylko słowem, lecz zwodzi także historią, wyprowadzając czytelnika na manowce. Podczas lektury pierwszych stron jest on świadkiem wyznania Makryny Mieczysławskiej, przeoryszy klasztoru unickich zakonnic w Mińsku, która skarży się na prześladowania spowodowane odmówieniem Rosji przejścia na prawosławie. Te sugestywne opisy siedmioletniej katorgi przeplatane są opowieścią Ireny Wińczowej, wdowy po rosyjskim wojskowym, dla której los również nie był łaskawy. Bita i pogardzana przez męża-alkoholika, po śmierci swojego oprawcy nie zaznała jednak ukojenia, gdyż w ówczesnym społeczeństwie kobiety w jej wieku uznawane były za bezużyteczne. Wnikliwy czytelnik zapewne znajdzie analogie w losach tych dwóch kobiet, i słusznie. Wraz z upływem stron te dwie historie coraz bardziej się zazębiają, przenikają, by w końcu spleść się w jedną całość... 

Wińczowa okazała się kobietą przebiegłą, świadomą tego, że albo zwycięży, albo przegra wolność, być może nawet życie. Stawka w tej grze była wysoka, ale rozgrywka toczyła się również o najwyższą wartość - przywrócenie zdeptanej godności. Gdy tylko nadarzyła się okazja, wdowa ruszyła przed siebie ze swoją historią i była w tym wszystkim tak wiarygodna, że zyskała nie tylko uwielbienie tłumów, ale i przychylność samego papieża.

Jak już wspomniałam, Matka Makryna została napisana fenomenalną polszczyzną! Rozsmakowywałam się w każdym zdaniu, nasyconym archaizmami i regionalizmami (na końcu powieści znajduje się słowniczek). Trafionym zabiegiem jest taka a nie inna konstrukcja powieści, w której monolog Mieczysławskiej przeplata się z monologiem Wińczowej - ja sama początkowo czułam się zwiedziona i nie potrafiłam odróżnić prawdy od kłamstwa. Co jest więc prawdą? 

Dehnel w powieści porusza wiele problemów społecznych XIX wieku, z których najmocniejszym akcentem wydaje się być sytuacja kobiet. Ze wspomnień Wińczowej wyłania się ogromny głód książek, do których kobiety nie były dopuszczane, jako tajemniczych, wręcz świętych przedmiotów. Jedynie przypadek - jak często w jej życiu - sprawił, że Irena nauczyła się czytać. Ówczesna kobieta nie była bytem autonomicznym, żyła w cieniu mężczyzny. Bohaterka powieści miała to nieszczęście, że nie mogła mieć dzieci i w jej odczuciu ten fakt zaważył na tym, jak była traktowana przez męża. To właśnie jej osobiste krzywdy były kanwą, na której powstały szczegółowe opowieści o torturach, którym poddawane były zakonnice z "jej" klasztoru.

Matkę Makrynę oczywiście gorąco polecam. Wprawdzie zdarzały się momenty, gdy przyłapywałam się na znużeniu, jednak w ogólnym rozrachunku jest to świetna powieść, której autor zadał sobie spory trud aby wiarygodnie przedstawić realia, w których żyła wielka mistyfikatorka: prześledził korespondencję, zapisy zeznań oszustki, notki prasowe, a także badania nad jej fenomenem, szperał w słownikach ówczesnej polszczyzny... 

Jeżeli pozostałe powieści Dehnela reprezentują ten sam poziom, "kupuję je" w ciemno.

W.A.B. 2014

czwartek, 13 lutego 2014

Ileż kobiet marzy o szalonej miłości - uczuciu intensywnym, mącącym zmysły i nieskończonym! Kochaj mnie jak wariat,/Kochaj mnie jak świr śpiewa Renata Przemyk i pod takim życzeniem zapewne podpisałaby się większość przedstawicielek płci pięknej... A co jeśli to pragnienie by się ziściło i uczucie zaczęłoby się wymykać spod kontroli?

David miał siedemnaście lat, gdy się zakochał. Nie była to jednak romantyczna miłość właściwa dla tego wieku*, lecz uczucie gwałtowne i namiętne, łączące nie tylko dusze, lecz również ciała. Jednak pewnego dnia coś się zmieniło. Jade przeraziła siła tego uczucia, które kazało jej balansować na krawędzi dzieciństwa i dorosłości. Po naradzie rodzinnej Davidowi zabroniono przez miesiąc pojawiać się w domu Butterfieldów. Chłopak, oszołomiony miłością jak środkiem odurzającym, był jak narkoman na głodzie - nie myślał racjonalnie, a jedyne czego pragnął, to być znów obok Jade. Wydawało mu się, że podpalenie jej domu zbliży ich do siebie. Pomysł absurdalny, ale David był dosłownie chory z miłości i kolejne wydarzenia, których był inicjatorem, coraz bardziej przybliżały go do dna... Był jak kula na równi pochyłej - gdy wydawało się, iż w końcu zaczyna układać swoje życie, nie opuszczało mnie przeświadczenie o nieuchronnej katastrofie, którą w pewnym momencie zaczął przeczuwać również sam bohater... 

Miłość bez końca nie jest książką porywającą, ale ma w sobie "to coś". Wspomnienia Davida, bo na nich opiera się fabuła, z początku mnie męczyły, aż nie wiadomo kiedy zaczęłam nerwowo przerzucać kolejne kartki powieści w oczekiwaniu na finał tej smutnej historii. Choć sposób budowania zdań, często wielokrotnie złożonych, nie ułatwiał mi odbioru lektury, nie można odmówić autorowi umiejętności precyzyjnego wyrażania pewnych złożonych zjawisk, emocji; o miłości nie jest łatwo pisać tak, by nie otrzeć się o banał, Spencerowi się to jednak udało. I o ile we wcześniejszych partiach tekstu trudno mi było się zatracić, o tyle zakończenie jest po prostu piękne i wzruszające. 

Na koniec warto wspomnieć również o barwnym tle powieści - lata 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych to czas przemian obyczajowych oraz postępującego wyzwolenia, a także powstawania związków zawodowych, strajków pracowniczych oraz widocznych podziałów klasowych. Realia te zostały bardzo zgrabnie wplecione w fabułę, nadając powieści niepowtarzalną atmosferę i przydając jej autentyczności.

Miłość bez końca gorąco polecam, nie tylko na Walentynki!

* W odniesieniu do końcówki lat 70. XX wieku (Miłość bez końca "narodziła się" w 1979 roku)

Muza 2014
Tytuł oryginału: Endless Love
Przekład: Julita Wroniak-Mirkowicz

środa, 26 czerwca 2013


Wiktoriański Londyn to miasto ponure i... śmierdzące. Znad Tamizy ciągnie fetor, a deszcz, jeszcze zanim zetknie się z ziemią, już jest brudny od wyziewów z kominów. Ten przygnębiający wizerunek miasta dopełnia obraz realiów życia w Londynie, których wyznacznikami są nierówność społeczna oraz bieda, często prowadzące swoje ofiary w nurt rzeki lub... do kanałów. To właśnie tam, pod ziemią, działają poszukiwacze zagubionych przez przechodniów monet oraz innych wartościowych przedmiotów. Jednym ze zbieraczy jest tytułowy bohater, doskonale znany w swoich kręgach, natomiast dla osób z zewnątrz - niewidzialny. 

Pewnego dnia, wskutek zbiegu okoliczności, Dodger traci swoją anonimowość. Oto w burzową noc zostaje świadkiem przestępstwa. Widząc, że w opresji jest młoda dziewczyna, interweniuje. Przypadek ten jest dopiero zaczątkiem całej serii wydarzeń, jest jak pierwsza kostka domina, która pchnięta wpływa na cały ciąg płytek. Ponieważ uratowana kobieta okazuje się mężatką wysoko postawionej persony, Dodger staje w obliczu zagrożenia. Jak na złość kolejne wydarzenia przynoszą mu rozgłos, w związku z czym zachowanie anonimowości czy ukrycie się nie są w tej sytuacji łatwe. Mężczyzna okazuje się jednak nie lada spryciarzem i układa misterny plan...

Sięgając po Spryciarza z Londynu nie wiedziałam czego się spodziewać. Wprawdzie nie czytałam flagowego dzieła Pratchetta jakim jest seria Świat dysku, jednak jej autor kojarzył mi się z fantastyką, za którą nie przepadam. Okazało się jednak, że powieść jest mocno osadzona w realiach wiktoriańskiego Londynu, do tego stopnia, iż autor wskrzesił wiele znanych czytelnikowi rzeczywistych postaci. Na kartach powieści spotkamy więc m.in. Karola Dickensa, Roberta Peela, Benjamina Disraelego, a nawet samą królową Wiktorię! Nie brak tu i legendarnych postaci takich jak golibroda Sweeney Todd, któremu Dodgerowi przyjdzie stawić czoła.

Mimo szarości przezierającej z kart książki, Spryciarz z Londynu jest barwną powieścią, pełną dynamiki, absurdów oraz humoru, w czym przypominała mi nieco Przygodą fryzjera damskiegoo. Zwłaszcza sposób opisywania postaci (sformułowanie stara kobieta o obliczu będącym placem zabaw dla zmarszczek* przywodzi mi na myśl opis przedstawicielki płci pięknej zacytowany w podlinkowanej recenzji) oraz kreacja głównego bohatera wywołały we mnie skojarzenie z powieścią Mendozy. Pratchett zdecydowanie mnie zaskoczył, nie tylko zmianą konwencji, ale również podjęciem tematyki społecznej i sugestywnym odmalowaniem tła powieści.

*Terry Pratchett, Spryciarz z Londynu, Rebis 2013, s. 165.

Rebis 2013
Tytuł oryginału: Dodger
Przekład: Maciej Szymański

sobota, 10 listopada 2012

Nigdy nie przepadałam za cyrkiem, mimo to książki, których bohaterowie są z nim związani, hipnotyzują mnie i trzymają pod swoim urokiem. Tak było w przypadku niezwykle klimatycznego Pisma Leonarda oraz poruszającego Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze. Nie mogłam więc ominąć Cyrku nocy - jego okładka, piękna i tajemnicza, zapraszała do lektury. 

Le Cirque des Rêves nie jest zwykłym cyrkiem, jaki znamy z własnych doświadczeń. Cyrk nocy jest zespołem namiotów, w których odbywają się niezwykłe spektakle magii owiane aurą tajemniczości. Już sam fakt, iż cyrk ten działa od zmierzchu do świtu jest intrygujący, co znakomicie uzupełnia klimat tego miejsca - tylko tutaj czuć magię oraz zapach karmelu, wystarczy przejść na drugą stronę ogrodzenia, by wszystko prysło jak bańka mydlana. Cyrk pojawia się znikąd i w równie nieoczekiwany sposób znika, nie pozostawiając po sobie śladu. Ale magia cyrku to nie tylko jego niezwykła atmosfera. W Cyrku nocy wszystko dzieje się naprawdę. Nie ma tu miejsca dla miernych artystów czy fałszywych iluzjonistów, którzy wyciągają karty z rękawów. Czarno-białe namioty są także areną pojedynków magików, to właśnie tutaj odbywa się pojedynek Celii i Marco, córki słynnego iluzjonisty oraz chłopca z sierocińca, który został zaadoptowany i przysposobiony do walki przez tajemniczego mężczyznę w szarym garniturze. Gdy przeciwników zaczyna łączyć wzajemna fascynacja, sprawy nabierają szybszego tempa... 

Cyrk nocy to znakomity debiut amerykańskiej autorki. Erin Morgenstern udało się przywołać epokę wiktoriańską oraz stworzyć niezwykły świat, pełny magii i tajemniczości. Wprawdzie pojedynek Celii i Marco oraz zakończenie książki nie zrobiły na mnie większego wrażenia (czytaj: nie wywołały żadnych emocji), mimo to Cyrk nocy uważam za bardzo udaną lekturę!

Świat Książki 2012
Tytuł oryginału: The Night Circus
Przekład: Patryk Gołębiowski

sobota, 16 czerwca 2012


Biały gołąbek z Kordoby długo czekał na swoją kolej, sama nie wiem dlaczego, wszak Pismo Leonarda urzekło mnie bez reszty. Może wyczułam, że książka nie w pełni spełni moje oczekiwania? Nie twierdzę, że książka nie jest dobrze napisana - po prostu nie do końca trafiła w moje literackie gusta. 

Biały gołąbek z Kordoby to historia życia Zachara Kordobina, profesora Uniwersytetu Jerozolimskiego oraz uznanego eksperta w dziedzinie malarstwa. Za tą fasadą kryje się jednak drugie, ciemne oblicze Kordobina, jest on bowiem także... fałszerzem obrazów. Obdarzony ogromną wiedzą i niespotykanym talentem jest niedościgniony w tym co robi - i jest to jego przekleństwem... W latach studenckich zostaje nieopatrznie wciągnięty w niebezpieczną grę i musi zapłacić najwyższą cenę. Od tej pory jego życiu przyświeca jeden cel - odnaleźć zabójców przyjaciela i pomścić jego śmierć. 

Książka jest ciekawie skonstruowana. Bieżące wydarzenia co rusz przeplatane są retrospekcjami, w wyniku czego poznajemy całe życie Zachara Kordobina oraz jego najbliższej rodziny. To właśnie we wspomnieniach pobrzmiewał ten specyficzny ton opowieści Diny Rubiny, który tak mnie oczarował w Piśmie Leonarda. Spodziewałam się, że cała powieść będzie utrzymana w nostalgicznym nastroju, w Białym gołąbku... nie było jednak miejsca na melancholię czy ckliwości. Dina Rubina tym razem postawiła na dynamikę powieści, każąc swojemu bohaterowi przez cały czas przemieszczać się z miejsca na miejsce. 

Biały gołąbek z Kordoby jest jak tygiel, w którym wymieszano wątki sensacyjno-kryminalne z elementami sagi rodzinnej oraz romansu. W kwestii konstrukcji warto wspomnieć także o niezwykle udanym, pięknym zakończeniu, nawiązującym do tytułowego motywu, przewijającego się wcześniej na kartach książki. Choć momentami powieść wydawała się dość chaotyczna, w ogólnym rozrachunku wypada bardzo dobrze. 

Muza 2012
Tytuł oryginału: Белая голубка Кордовы
Tłumaczenie: Margarita Bartosik

sobota, 21 kwietnia 2012

Pałac kobiet jest drugą powieścią amerykańskiej noblistki, którą miałam okazję przeczytać (o Cesarzowej pisałam tutaj). Mając na uwadze dorobek pisarski Pearl S. Buck, spod której pióra wyszło 85 książek, przede mną jeszcze długa droga. Bo to, że jeszcze sięgnę po jej twórczość, jest pewne.

Podobnie jak w Cesarzowej, Pearl Buck na pierwszy plan wysunęła kobietę - silną oraz świadomą tego, czego oczekuje od życia. Panią Wu, bo o niej mowa, poznajemy w dniu jej czterdziestych urodzin. Kobieta w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku właśnie podjęła decyzję o wycofaniu się z życia małżeńskiego i rodzinnego. Choć dla wielu osób z jej otoczenia jest to czymś niedorzecznym, pani Wu - trwająca w przekonaniu, iż robi dla męża coś dobrego - sprowadza na swoje miejsce młodą konkubinę. W wieku czterdziestu lat nie chce rodzić kolejnych dzieci, a pana Wu nie darzy miłością, więc to rozwiązanie wydaje jej się najsłuszniejsze. By zyskać całkowitą wolność, organizuje także życie swoich synów, aranżując ich małżeństwa. Nowe życie pani Wu przynosi jej jednak pustkę, która nieoczekiwanie wypełnia się... uczuciem! Pałacu kobiet nie zaliczyłabym jednak do romansu, lecz do powieści obyczajowej. Pearl Buck świetnie sportretowała osoby związane z domem pani Wu - każda postać została obdarzona indywidualną, niepowtarzalną osobowością. Z podobną pieczołowitością autorka odmalowała wnętrza, stroje, życie codzienne, zaglądając nawet do ludzkiej psychiki. Pałac kobiet jest bowiem historią wewnętrznej przemiany pani Wu, która dzięki cudzoziemskiemu księdzu uświadomiła sobie krzywdę, jaką wyrządzała ludziom, traktując ich jak przedmioty, ciała pozbawione uczuć.

Pałac kobiet polecam - nie tylko ze względu na walory literackie, albowiem historia pani Wu jest zaproszeniem do refleksji nad własnym życiem i samospełnieniem.

Muza 2011
Tytuł oryginału:The Pavilion of Women
Przekład: Adam Chmielewski

czwartek, 22 marca 2012

Miasto daje wygodę i możliwości. Dzięki temu, że wszystko jest na miejscu, można ze spokojem oddać się wspinaczce po szczeblach kariery. Podczas gdy ucieczka ze wsi do miasta jest dziś czymś oczywistym, Anna Kamińska zwraca uwagę na zjawisko odmienne - wycofywanie się z hałaśliwych i zatłoczonych metropolii do cichych ustroni. Miastowi... to opowieść o ludziach, którzy zrezygnowali ze stanowisk, z wygodnych mieszkań i eleganckich ubrań na rzecz kaloszy i domów, które wymagają stałego doglądania. Bo życie na wsi nie jest sielanką. Wprawdzie nie wymaga od nas tego pędu, który wymusza na nas miasto, ale nie toleruje bezczynności. Z czegoś trzeba żyć, więc bohaterowie zajmują się tym, co wychodzi im najlepiej i co przynosi im satysfakcję - prowadzą gospodarstwa agroturystyczne, wytwarzają zdrową żywność czy organizują wypoczynek dla dzieci i młodzieży. Choć historie bohaterów są różnorodne, łączy ich jedno - w pewnym momencie postanowili zwolnić tempo swego życia, które nabrało rozpędu, gubiąc przy tym swój sens. Egzystencja na wsi okazała się być dużo bardziej wartościowa, bo pozwoliła zbliżyć się nie tyle do natury, co do drugiego człowieka. 

Miastowi. Slow food i aronia losu to lektura, która inspiruje. Skłania do przemyśleń na temat naszego życia, do zadania sobie pytań o jego sens oraz jakość. Historie "miastowych", jak nazywa się przybyłych na wieś, uświadamiają, że swoje życie życie można, a nawet trzeba zmienić. Szkoda tylko, że czarno-białe fotografie są tak słabej jakości, że nie oddają uroku przedstawianych (pięknych!) miejsc. 

Wydawnictwo Trio 2011

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Pearl Buck to amerykańska noblistka, mająca na swoim koncie aż osiemdziesiąt pięć książek. Zważywszy na to, iż pisała przez niewiele ponad 40 lat jest to wynik imponujący i trzeba przyznać, iż mimo ogromnej "płodności" jej twórczość - a przynajmniej poznany przeze mnie wycinek - nie ma nic wspólnego z grafomanią.

Cesarzowa to powieść biograficzna, której bohaterką jest Tz'u Si, w rzeczywistości Cixi, panująca w latach 1861-1908 (na okładce książki widnieją lata 1862-1908). Władczynię Chin poznajemy gdy ta jako siedemnastoletnia dziewczyna zostaje konkubiną cesarza Sien Fenga (właściwie Xianfenga), człowieka kapryśnego i słabego, uzależnionego od opium i - mimo młodego jeszcze wieku - wyniszczonego. Jehonala od początku pobytu w Zakazanym Mieście walczy o względy cesarza oraz Wdowy Matki i zyskuje je, rodząc cesarskiego potomka. Nie ustaje jednak w swoich działaniach i rozpoczyna walkę o utrzymanie Tronu Smoka dla swojego syna, co wcale nie jest zadaniem łatwym, biorąc pod uwagę intrygi i spiski, którym przyjdzie jej stawić czoła oraz sytuację polityczną kraju - napływ cudzoziemców, poczynania tajpingów oraz powstanie bokserów. Kobieta dzięki swej inteligencji bierze udział w cesarskich audiencjach, a po śmierci władcy wraz z jego małżonką obejmuje regencję, do której po śmierci T'ung Czy (Tongzhi) jeszcze powróci...

Pearl Buck pokazała Tz'u Si jako kobietę inteligentną, dumną i silną, nie bojącą się wziąć losów kraju w swoje ręce. Z drugiej strony tytułowa cesarzowa to kobieta bezwzględna i okrutna, ale także wrażliwa na piękno, kochająca malutkie pieski i piękne pałace oraz wierna - przez całe życie nosiła w sercu ukochanego Jung Lu, z którym w młodości była zaręczona. 

Pearl Buck pisze prostym językiem, ale nie przeszkadza jej to w barwnym ukazaniu kolorytu epoki - pałaców, strojów czy obyczajów. Cesarzowa wciąga i absorbuje aż do ostatnich stron.

źródło: smithsonianmag.com

Muza 2011
Tytuł oryginału: Imperial Woman
Przekład: Krzysztof Schreyer

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Czas tajemnic to trzecia (poprzednie dwie wydane są w jednym tomie) i zarazem przedostania część Wspomnień z dzieciństwa Marcela Pagnola. Po lekturze Chwały mojego ojca oraz Zamku mojej matki nie mogłam doczekać się kolejnych przygód małego Francuza. Poprzednie części zauroczyły mnie niepowtarzalnym klimatem i humorem - to samo otrzymałam i tym razem, wydaje mi się, że nawet w jeszcze większej dawce!

Marcel dorasta i w jego życiu następują zmiany... Jego przyjaciel nie ma już tyle czasu, co dawniej - pojawienie się włosów na łydkach chłopca kończy jego beztroskie dzieciństwo i nakłada na niego "dorosłe" obowiązki. Marcel początkowo pomaga Liliemu w pracach polowych, jednak gdy poznaje  Izabellę wszystko się zmienia... Chłopiec, choć nie pojmuje jeszcze istoty miłości, jest zauroczony kapryśną i władczą dziewczynką, spełniając jej wszystkie zachcianki. Nie widzi w tym jednak niczego złego, podobnie jak w innych kwestiach dotyczących rodziny Izabelli. Czy przyjaźń między chłopcami przetrwa ciężką próbę?  Jak Marcel poradzi sobie w liceum? Nie będę zdradzać, powiem jednak, że podczas lektury co chwilę wybuchałam śmiechem! Należy zaznaczyć, iż jest to zasługą nie tylko stylu autora, ale i tłumaczki, Małgorzaty Paszke, która rewelacyjnie potrafiła oddać humor Pagnola. 

Sięgając po Czas tajemnic dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam - klimat pachnącej ziołami Prowansji, wiele historii z dzieciństwa Marcela (czy wszystkie wydarzyły się naprawdę?) i sporą dawkę humoru. Polecam!

Esprit 2011
Tytuł oryginału: Le Temps des secrets
Przekład: Małgorzata Paszke

niedziela, 1 stycznia 2012

Byłam ciekawa tej książki. Fakt, iż napisał ją psychiatra, niesamowicie mnie intrygował. A gdy już połknęłam Przynętę, długo zastanawiałam się, co o niej napisać. Z jednej strony historia Diany Blanco, pracującej jako wabik na psychopatów, była bardzo wciągająca i dobrze skonstruowana. Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż czytałam ją jednym tchem - Somoza rozbudza ciekawość i buduje napięcie, potrafi także zaskakiwać. Z drugiej strony czułam się zagubiona w świecie wykreowanym w Przynęcie. Brakowało mi wcześniejszych wyjaśnień podstawowych terminów często przewijających się na kartach książki takich jak psynom, holokaustofil czy wstrętofil, które pojawiły się, ale dopiero gdzieś przy końcu powieści. Nie pomagała mi też nieznajomość dzieł Szekspira, które były kluczem do zrozumienia doboru masek, mających obezwładnić "nosiciela" danej filii. Każdy szekspirowski bohater, z którego Somoza czerpał wzorce, był pokrótce omówiony, ale brakowało mi ogólniejszego kontekstu, na którym mogłabym się oprzeć.

Podsumowując - Przynęta to wymagająca lektura, odpowiednia dla pasjonatów psychologii, wielbicieli thrillerów i intrygi.

Muza 2011
Tytuł oryginału: El cebo
Przekład: Agnieszka Rurarz

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Podmorska wyspa to jedna z książek, które urzekają swoim klimatem i opowiedzianą historią. Po niedawnej lekturze Opowieści o Darwinie Irvinga Stone'a nie spodziewałam się, że tak szybko trafię na równie dobrą literaturę. Książka długo czekała na mojej półce, odkładana na bliżej nie określone "później" i gdy wreszcie po nią sięgnęłam pochłonęła mnie bez reszty.

Podmorska wyspa to historia niewolnicy Zarité, która trafia na Haiti (nazywane wówczas Saint-Domingue), jako kilkuletnia dziewczynka. Zakupiona przez Toulouse'a Valmoraina, właściciela plantacji trzciny cukrowej do służenia jego żonie ani na chwilę nie przestaje marzyć o wolności. Jest posłuszna wobec pana, który prócz niewolniczej pracy szuka u niej uciech seksualnych, nie zapominając jednak o swojej godności. Odmianę losu Tété przynosi bunt niewolników, dzięki któremu dziewczyna zyskuje władzę nad Valmorainem. Ostrzeżona w porę ma możliwość ratowania swego pana i jego syna, jednak w zamian chce wolności. Valmorain przystaje na taki układ, jednak ani myśli wywiązać się z danej obietnicy. Czy Zarité odzyska wolność? Czy dowie się, co Valmorain zrobił z odebranym jej dzieckiem?

Podmorska wyspa to książka niezwykle ważna. Obnaża realia panujące w koloniach, gdzie głód, brak poszanowania dla drugiego człowieka i srogie kary są na porządku dziennym. Na szczęście byli wówczas ludzie tacy jak Maurice, którzy nie mogli pokornie godzić się na taki stan rzeczy i krok po kroku próbowali przeforsowywać idee abolicjonistyczne. Jednak Podmorska wyspa to nie tylko książka o niewolnictwie. To także opowieść o miłości i przywiązaniu, mocno przesycona elementami kultury vodou.

Muza 2011
Tytuł oryginału: La Isla Bajo el Mar
Przekład: Joanna Ostrowska, Grzegorz Ostrowski

niedziela, 7 sierpnia 2011

Mimo, iż temat sytuacji kobiet w szeroko pojętych Krajach Wschodu jest dość mocno eksploatowany, zostałam zaskoczona! Wiedziałam, że płeć piękna nie wszędzie jest traktowana z szacunkiem a aranżowane małżeństwa w niektórych kulturach są na porządku dziennym, ale nie byłam świadoma istnienia zabójstw honorowych! Przyznam, że książka była dla mnie szokująca. Nie mogłam zrozumieć, jak można z zimną krwią zabić członka swojej najbliższej rodziny w imię rzekomo splamionego honoru. Piszę "rzekomo", gdyż często nie chodzi o poważne przewinienia, lecz o zwykłą rozmowę z mężczyzną, a nawet huśtanie się na huśtawce! Dziewczynki od pierwszej miesiączki przygotowywane są do roli niewolnic mężczyzn. W "odpowiednim czasie" usuwane ze szkół przechodzą ekspresowe kursy prowadzenia domu i pod pretekstem wakacji są wywożone do Pakistanu, gdzie czeka na nie przyszły mąż... Niektóre dziewczęta znajdują w sobie dość siły i odwagi, by uciec, podobnie jak autorka Córek hańby. Jasvinder się udało. Darowaną jej wolność postanowiła wykorzystać pomagając zagubionym - jak niegdyś ona - kobietom. 
Córkach hańby wiele jest historii kobiet, które próbowały walczyć ze swoim "przeznaczeniem". Części z nich udało się uciec przed swoim losem, niektóre jednak musiały przypłacić ucieczkę życiem lub rezygnacją z własnej tożsamości. Jak już wspomniałam, książka była dla mnie wstrząsająca. Jak można powiedzieć córce: jak się (na coś) nie zgodzisz, ojciec cie zgwałci? Jak można bic własne dziecko deską z wystającymi gwoździami? Wreszcie: jak można być dumnym z córki, która - choć posiniaczona i gnębiona - jest mężatką? Na koniec mała ciekawostka: ofiarami aranżowanych małżeństw oraz zbrodni honorowych padają nie tylko kobiety - mężczyzn także dotyka ten problem, choć w nieco mniejszej skali.
Książka jest niesamowicie poruszająca. Podczas lektury stale towarzyszyła mi świadomość, że opisane historie nie są wymysłem autorki, lecz ich scenariusz pisało życie. Światełkiem w tunelu jest jednak fakt istnienia Karmy Nirvany, organizacji wspierającej córki hańby... 
Prószyński 2011
Tytuł oryginału: Daughters of Shame
Przekład: Bogumiła Nawrot

niedziela, 29 maja 2011


Do lektury zaprosiła mnie przepiękna okładka. Niestety, sama książka podobała mi się mniej. Kto zabił Inmaculadę de Silva? to moje pierwsze, i nie do końca udane, spotkanie z hiszpańską pisarką.

Tytułowe pytanie wskazywałoby na kryminał lub powieść z intrygą, jednak mnie bardziej kojarzy się z pamiętnikiem. Śmierć tytułowej Inmaculady, ciotki Etel, jest dla dziewczyny pretekstem do zmierzenia się z próbą pisarską; Etel bowiem pragnie zostać literatką. Kryminalna zagadka nie jest jednak jedynym przedmiotem jej rozważań. Znaczną część zapisków Etel stanowią jej wynurzenia na temat chłopca imieniem Juancho, w którym jest zakochana, mimo iż czasem wydaje jej się inaczej. Rosnące uczucie między tym dwojgiem jest jakby odbiciem relacji łączących Inmaculadę de Silva z Antónem del Cañote, partyzantem walczącym z reżimem Franki. Sprawa ich nie wyjaśnionej śmierci zbliża Etel i Juancho, którzy na włąsną rękę szukają odpowiedzi na pytanie: co tak naprawdę stało się w kwietniową noc na patio domu w La Brañi...

Mimo, iż książka liczy sobie zaledwie 160 stron, lektura sprawiała mi trudności. Ciężko było mi skoncentrować się na treści, nie mówiąc już o błądzeniu w koligacjach rodzinnych familii de Silva (na szczęście drzewo genealogiczne zamieszczone jest na końcu książki). Sposób, w jaki opowiadała Etel, jej naiwność i pensjonarskość, drażniły mnie - często odnosiłam wrażenie, że lektura jest dedykowana młodszemu odbiorcy. 

Muza 2011
Tytuł oryginału: ¿Quién mató a Inmaculada de Silva?
Przekład: Aleksandra Wiktorowska

czwartek, 14 kwietnia 2011

Byłam uprzedzona do tej książki. Spodziewałam się romansidła, poza tym jakoś trudno mi było sobie wyobrazić, żeby spod dwóch piór wyszła spójna książka. Myliłam się. 

Hakus pokus to niezwykle wciągająca historia Beaty Winkler i Roberta Wolnego. Ona jest psychologiem i mieszka w Chicago, on jest hakerem w Seattle. Ci dwoje jeszcze się nie znają, ale już są ze sobą złączeni tajemną nicią przeznaczenia, które pcha ich ku sobie. Beatę i Roberta poznajemy w momencie, gdy ich życie legło w gruzach. Kobieta wycofała się ze związku z niekochanym mężczyzną i zostawiła chorą psychicznie matkę, która bez skrupułów raniła córkę, Robert z kolei stracił żonę. Nie, nie umarła, choć mężczyzna przyznał, że już wolałby widzieć ją w grobie. Christine Wolny postanowiła zmienić płeć, gdyż nie mogła już dłużej wytrzymać w ciasnej skorupie kobiecości. Te dwa zburzone światy zetknęły się w Seattle, w firmie hakerskiej CounterVision. Beata, zagubiona w nowym, nieprzychylnym środowisku, postanowiła poszukać zrozumienia u Roberta...

Wspominałam o moich obawach odnośnie obecności dwóch autorów. Książka jest jednak nad wyraz spójna, a takie rozwiązanie okazało się mieć zalety. Opowieść prowadzona jest dwutorowo - historia Beaty przeplata się z historią Roberta, przy czym odczuwalne jest zróżnicowanie w sposobie myślenia i odczuwania kobiety i mężczyzny, psychologa i informatyka. Również nie sprawdziło się moje przeświadczenie o nadmiernej lekkości tej lektury. Wprawdzie czyta się ją lekko, jednakże poruszana tematyka wcale nie jest łatwa. Transseksualizm żony Roberta oraz schizofrenia matki Beaty odciskają w głównych bohaterach trwały ślad, stale przewijając się w ich wspomnieniach.

Książka jest niesamowicie wciągająca - czyta się ja jednym tchem! 

Prószyński i S-ka 2011

niedziela, 20 lutego 2011

Druga część trylogii 1Q84 nieco mnie zmęczyła. Z pewnością przyczyniła się do tego zarówno grypa, która zadomowiła się u mnie na dobre, jak i fakt, iż wolę realistyczną literaturę. Ale do rzeczy.

W pierwszym tomie Murakami wprowadził nas w świat instruktorki sztuk walki Aomame oraz Tengo, początkującego pisarza oraz nauczyciela matematyki. Tych dwoje dwadzieścia lat temu połączyło coś szczególnego. Uścisk dłoni i szczególne spojrzenie wyryły trwały ślad w ich sercach, którego nie są w stanie zatrzeć ani upływający czas, ani rozłąka. Mimo, iż obecnie nie wiedzą na swój temat niczego poza kilkoma faktami z dzieciństwa, działania bohaterów prowadzą ich w to samo miejsce - do świata, w którym na niebie unoszą się dwa księżyce. Wszystko wskazuje na to, że tych dwoje znów się spotka...

O ile pierwsza część była wprowadzeniem, zarysowaniem akcji, w drugiej ta ostatnia zaczyna się rozwijać. Aomame otrzymuje od starszej pani polecenie usunięcia przywódcy sekty Sakigake, co jest niezwykle trudne, gdyż mężczyzna nie pojawia się publicznie i jest świetnie strzeżony przez swoich ludzi. W życiu Tengo natomiast zachodzą niepokojące zmiany: znika jego kochanka, pojawia się natomiast niejaki Ushikawa, który ma dla mężczyzny podejrzana propozycję...

Trzeba przyznać, że Murakami ma ogromną wyobraźnię i talent. Wszystkie wątki rozpoczęte w tomie pierwszym w części drugiej zostają starannie kontynuowane, autor nie zostawia nas z uczuciem niedosytu. O ile poprzedni tom był bardziej realistyczny, w części drugiej nic już nie jest rzeczywiste i dosłowne.

Recenzję pierwszej części zakończyłam stwierdzeniem, iż chętnie skróciłabym niektóre partie. W tomie drugim znalazłam jeszcze więcej fragmentów, które nadawałyby się do takiego zabiegu. Wprawdzie erotyczne wstawki osiągnęły już właściwy sobie rozmiar, niektóre fragmenty powtarzały się jednak z przytłaczającą częstotliwością. Tak było np. w przypadku wspomnień Tengo na temat uścisku jego dłoni przez Aomame. Nie dość, że kwestia ta pojawiała się wielokrotnie, była rozwlekana w nieskończoność i powtarzana przy użyciu innych słów, ale bez wprowadzenia nowych treści, tak że nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to tylko "wypełniacz". Podobnie było w przypadku śmiercionośnego narzędzia Aomame - wielokrotne powtarzanie frazy, iż jest to specjalnie spreparowany szpikulec, przypominający szpikulec do lodu, było dla mnie nużące i sprawiało, że podczas lektury czułam się jak niezbyt uważny uczeń, któremu powtarza się po kilka razy to samo, żeby pewne informacje miały szansę zakorzenić się w umyśle.

Muza 2011
Tytuł oryginału: ichi-kew-hachi-yon
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott

niedziela, 30 stycznia 2011


1Q84 to moje czwarte spotkanie z literaturą Harukiego Murakami. Lektura Przygody z owcą i Norwegian Wood zakończyła się po kilku stronach, natomiast Sputnik Sweetheart wprost mnie zachwycił. Być może dwie pierwsze książki nie trafiły na "swój czas", niemniej jednak do 1Q84 nastawiona byłam sceptycznie. Niesłusznie.

1Q84 to historia dwojga młodych ludzi. Aomame jest instruktorką sztuk walki, od czasu do czasu otrzymuje też nietypowe zlecenia - jej zadaniem jest wysłanie na tamten świat mężczyzn znęcających się nad kobietami. Aomame przez jednego z nich bezpowrotnie straciła przyjaciółkę, tym bardziej zmotywowana jest do tego typu działania. W wolnym czasie bohaterka spotyka się z Ayumi, poznaną w barze policjantką lub korzysta z życia, uprawiając przygodny seks z dojrzałymi mężczyznami. Mimo swobody Aomame darzy uczuciem jednego mężczyznę, Tengo. Ostatnio widziała go wiele lat temu, nie wie więc, jak ułożyło się jego życie. Przeczuwa, że spotka go na swojej drodze, nie chce więc wyręczać losu i spokojnie czeka... Tengo, matematyk oraz niedoszły pisarz, pewnego dnia dostaje od redaktora Komatsu nietypowe zlecenie. Jego zadaniem jest przeróbka utworu nadesłanego na konkurs literacki przez siedemnastoletnią Fukaeri. Czy zgodzi się na oszustwo?

Tytuł 1Q84 nawiązuje do orwellowskiego Roku 1984. Akcja powieści rozgrywa się w tym samym roku, z tym, że Aomame nie jest tego do końca pewna. Niektóre fakty niepokoją ją, w wyniku czego kobieta nazwała ten rok 1Q84, gdzie Q oznacza pytanie. U Murakamiego mamy także Big Brothera - są nim i Little People, i Lider sekty Sakigake, która stała się wspólnym mianownikiem w życiu Aomame i Tengo.

Lektura jest bardzo wciagająca. Miałam żal do Murakamiego, że książka jest skonstruowana tak, a nie inaczej. Większą jej część stanowią wspomnienia, przedstawienie bohaterów oraz zarysowanie akcji, pod koniec akcja toczy się szybciej i zostajemy zostawieni z pragnieniem jak najszybszego poznania dalszych losów Aomame i Tengo. Chyba skróciłabym niektóre partie (np. część niepotrzebnych dialogów czy opisów scen erotycznych, których było zdecydowanie za dużo) i zmieściłabym całość w jednym tomie, żeby nie trzymać czytelników w niepewności :)

Muza 2010
Tytuł oryginału: ichi-kew-hachi-yon
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott

piątek, 21 stycznia 2011

Zachęcona przez kolegę zafascynowanego Novecento, sięgnęłam po tę niewielką książeczkę. Jest to druga przeczytana przeze mnie książką Baricco, tak samo zwięzła, lecz nieco odmienna od poznanego wcześniej Jedwabiu

Bohaterem Novecento jest Danny Boodman T. D. Lemon Novecento. Jako niemowlę został on znaleziony na statku i tam też się wychował. Już w dzieciństwie okazało się, że chłopiec jest obdarzony nieprzeciętnym talentem. Przez nikogo nie uczony, pewnego razu pod wpływem zasłyszanej muzyki siada do fortepianu... i zaczyna grać! Jest to początek jego kariery i sławy. Najdziwniejsze w życiu Novecento nie było jednak jego samouctwo. Otóż mężczyzna nigdy w ciągu trzech dekad swojego istnienia nie dotknął stopą lądu, całe życie spędził bowiem na statku kursującym między Europą i Ameryką.. Owszem, kiedyś planował porzucić życie na morzu, nawet zaczął już schodzić po trapie. Wrócił się jednak, gdyż przeraziła go nieskończoność, którą zobaczył. Widziany ze statku horyzont, będący dla Novecento końcem świata, uspokajał go. Strach przed ogromem, który pojawił się przed oczyma bohatera, można odczytać jako obawę przed życiem i przed podjęciem wyzwań, jakie ono przed nami stawia. Novecento kierowany lękiem stopniowo opuszczał życie, wycofywał się odrzucając marzenia...

Novecento to niezwykle interesująca, przetykana dźwiękami muzyki historia. Jestem ciekawa filmu, który powstał na podstawie tej opowieści: 1900 - człowiek legenda w reżyserii Giuseppe Tornatore.  A książkę jak najbardziej polecam.

Czytelnik 2008
Seria: Mała Proza
Tytuł oryginału: Novecento. Un monologo
Tłumaczenie: Halina Kralowa

czwartek, 20 stycznia 2011


Jedwab to książeczka niezwykle skromna objętościowo. Myliłby się jednak ten, kto twierdziłby, że jest to zwykłe czytadło na parę chwil. W tak krótkiej formie autor zawarł to, co najważniejsze, a szybka lektura mogłaby zniszczyć nastrój książki.

Głównym bohaterem Jedwabiu jest  Hervé Joncour. Przypadek sprawił, że mężczyzna nie zrobił kariery w wojsku, jak życzył sobie jego ojciec, lecz został handlarzem jedwabników. Nieznana zaraza kazała Joncourowi wyruszyć po zdrowe jajeczka aż do Japonii. Ta podróż odmieniła jego spokojne, ustabilizowane życie na zawsze...

Historia  Hervé'a została opowiedziana pięknym poetyckim językiem. U Baricco czas płynie bardzo powoli, rytmicznie, co potęgowane jest przez powtórzenia pewnych fragmentów bądź fraz. Rozdziały są bardzo krótkie i sprawiają wrażenie bardzo uporządkowanych.

Jedwab to opowieść o miłości, wierności, pragnieniach; opowieść otoczona aurą tajemniczości, niedopowiedziana, magiczna...


Może po prostu czasami życie przybiera taki obrót, że człowiek nie ma już właściwie nic do powiedzenia.

Czytelnik 2007
Seria: Mała Proza
Tytuł oryginału: Seta
Tłumaczenie: Halina Kralowa

środa, 19 stycznia 2011

Miłość jest ślepa... Od kilku wieków powtarzamy te słowa za Szekspirem, poddajemy się jednak miłosnemu zaślepieniu, nie zdając sobie sprawy z tego, jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za chwile słabości.

Bohater, niejaki Albinus, to człowiek żonaty, bogaty i ogólnie poważany. Jest jednak coś, co zaprząta umysł statecznemu mężczyźnie. Pragnie kobiety frywolnej, innej niż jego spokojna i - w jego mniemaniu - bezbarwna żona Elisabeth. Gdy w kinie poznaje młodą bileterkę Margot, ta od razu rozbudza jego zmysły. Mężczyzna porzuca rodzinę i swoje dotychczasowe ustatkowane życie dla młodej kochanki, która w rzeczywistości jest wulgarną dziewczyną z aspiracjami do zostania aktorką filmową. Albinus zaślepiony miłością nie dostrzega, że uczucie jest jednostronne, a dla Margot jest tylko zachcianką oraz źródłem pieniędzy. Sprytna dziewczyna początkowo "tylko" nim manipuluje, potem jednak bez mrugnięcia okiem oszukuje go i zdradza z jego znajomym. Gdy po wypadku Albinus w dosłownym znaczeniu traci wzrok, kochanek jego wybranki śmieje mu się w twarz, dokuczając mu i flirtując z Margot przy jego boku. Ślepota w powieści ma więc wymiar podwójny - metaforyczny i dosłowny. 

Ciekawa jest konstrukcja Śmiechu w ciemności. Już w pierwszych słowach powieści ujawnione jest jej zakończenie, co jest zabiegiem często wykorzystywanym w filmach, gdzie właściwa fabuła służy wyjaśnieniu, jak doszło do pewnych wydarzeń. Film jest obecny także w innej sferze powieści. Otóż kino odgrywa ważną rolę w życiu bohatera, będąc zapowiedzią i determinantem jego losu. Tu Albinus poznaje kochankę, nie bez znaczenia jest też kinowy plakat oraz fragmenty filmu, który mężczyzna ogląda, a które nie wzbudzają w nim zainteresowania ze względu na nieznajomość początku historii. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy z tego, że to właśnie on własnym losem dopisuje brakującą część opowieści... 

Śmiech w ciemności to lektura przyjemna lecz wymagająca minimum wysiłku intelektualnego. Mnie w szczególności przypadły do gustu spora dawka ironii oraz styl autora (nie bez zasługi jest tu tłumacz). Po książki Nabokova z pewnością jeszcze sięgnę. 

Muza 2010
Tytuł oryginału: Laughter in the Dark
Tlumaczenie: Michał Kłobukowski

sobota, 15 stycznia 2011


źródło: www.taringa.net
Inspiracją do napisania Czekając na Roberta Capę było meksykańskie odkrycie. Odnaleziono trzy walizki zawierające ponad 3 tysiące niepublikowanych dotąd fotografii autorstwa Roberta Capy, Gerdy Taro i Davida Seymoura. Susanę Fortes szczególnie poruszyło zdjęcie śpiącej Gerdy wykonane przez jej przyjaciela i partnera Roberta. W poczuciu, że Hiszpania ma dług do spłacenia u tych dwojga, Susana Fortes postanowiła spisać ich historię, po części opartą na faktach, po części fikcyjną.

Gerta Pohorylle oraz André Friedmann poznali się w Paryżu, w który rzucił ich los. Żydowskie pochodzenie Gerty zmusiło ją do ucieczki z nazistowskich Niemiec, natomiast mężczyzna, gorącokrwisty Węgier, przybył do Francji z Berlina. Kobieta nie czuje się tutaj bezpiecznie, gdyż macki faszyzmu dotarły także do Francji. André staje się najbliższą osobą Gerty, jej przyjacielem i kochankiem. Gdy ten zwierza się ze swoich odczuć wywołanych publikacją jego zdjęcia bez adnotacji o autorstwie, kobieta zostaje jego agentką. Dla siebie i przyjaciela wymyśla nową tożsamość...

źródło: www.taringa.net

Robert Capa i Gerda Taro wyjeżdżają do Hiszpanii ogarniętej wojną domową. W tym okresie powstają ich najlepsze zdjęcia sygnowane nazwiskiem nieznanego Amerykanina. Gerda zaczyna czuć, że musi wyjść z cienia Roberta, zaczyna więc fotografować na własną rękę, często ocierając się o śmierć

Czekając na Roberta Capę to opowieść o wojnie, fotografii i miłości. Miłości namiętnej lecz trudnej, konkurującej z pasją. To także opowieść o odwadze dwojga młodych ludzi, wiecznie igrających ze śmiercią, której oddech stale czuli na swych karkach. Mimo, że autorka nie kryła, że Gerda zginie podczas wojny, jej śmierć była dla mnie zaskoczeniem, gdyż nie tak ją sobie wyobrażałam. 

Jest to lektura trudna, wymagająca poświęcenia jej maksimum uwagi. Autorka nie szczędzi opisów grozy, jakie niesie ze sobą wojna. Bardzo poruszyły mnie niektóre sceny: bombardowanie Guerniki, żegnanie przez matki swoich kilkuletnich dzieci wysyłanych na "emigrację" w nieznane, a niezasłużona śmierć kalekiej papugi - Kapitana Flinta - wycisnęła mi z oczu łzy.

Gorąco polecam, a na swoją listę lektur obowiązkowych wpisuję Szampan i krew Alexa Kershawa.


Muza 2010
Tytył oryginału: Esperando a Robert Capa
Tłumaczenie: Weronika Ignas-Madej