Tematyka islamu
jest obecnie na topie. Zasłanianie twarzy przez muzułmańskie kobiety,
karykatury Mahometa, podejście do religii nieislamskich i ich wyznawców, a
także do Zachodu i zachodniego rozumienia demokracji - przez pryzmat tych
zagadnień postrzegany jest dziś islam. Swoją cegiełkę dokładają też terroryści
islamscy, którzy pojawiają się regularnie w mediach co najmniej od zamachów w
Nowym Jorku w 2001 roku. Obraz jaki budują w nas środki masowego przekazu
często jest spłycony, aby łatwiej był zrozumiany przez masy, do których
kierowana jest treść. Wydaje się, że o obiektywny obraz religii trudno. Tym
ciężej spodziewać się go, gdy za temat islamu zabiera się osoba wychowana w tej
religii i kulturze i która postanowiła ją porzucić.
Ibn Warraq, ów
apostata, przemierzając sury Koranu i hadisy (przekazy mówiące o słowach i
czynach Mahometa), stara się przekonać czytelnika do swoich racji. Jego punkt
widzenia wydaje się być typowo zachodni - muzułmanie to hołota będąca mentalnie
w okresie chrześcijańskiego ciemnego średniowiecza. To ludzie wierzący i kierujący
się zapisami absurdalnej księgi, jaką jest Koran, i jeszcze bardziej
niedorzecznymi hadisami. Autor wielokrotnie udowadnia sprzeczności pojawiające
się w świętej księdze islamu. Pisze, że wiele z hadisów, tworzących prawo
islamskie, wchodzi ze sobą w konflikt. Taki stan rzeczy wynika między innymi z
tego, że w początkowej fazie formowania się religii miały być one pisane na
zlecenie walczących ze sobą o władzę klanów - hadisy miały szkalować
przeciwników, a zleceniodawców wybielać. Na takich fałszywych fundamentach
zbudowano prawo - skomplikowane, często pełne sprzeczności i kompletnie nie
przystające do obecnych (książka została napisana w 1995 roku) czasów i
realiów.
Zarzuty wobec
islamu nie mają końca. Oprócz niezgodności pojawiających się w nauce proroka
głównym zarzutem jest ten, że Mahomet stworzył religię opartą na
chrześcijańskich i żydowskich naukach, zmienił tylko imiona biblijnych
bohaterów i dorzucił do tego tradycyjnie arabskie wierzenia. Powstały w ten
sposób zbiór historii i zasad dopasował do swoich potrzeb, a jeśli obowiązujące
zasady wchodziły w konflikt z działaniem proroka wtedy ten doznawał objawienia
i na polecenie Allaha dokonywał zmian w obowiązującym prawie. Oczywiście te
zmiany dotyczyły tylko Mahometa. Dalej pojawiają się przytyki między innymi
dotyczące tego jak Arabowie traktowali innowierców, czyli niewierzących, na
podbijanych przez siebie terenach i jaki był ich stosunek do heretyków,
ateistów i naukowców badających Koran. Opisuje nierówności w przestrzeganiu
zakazów przez biednych i bogatych (między innymi zakaz spożywania alkoholu,
wieprzowiny oraz niedopuszczalność stosunków homoseksualnych). Gwoździem do
trumny wydaje się być sytuacja kobiet w muzułmańskim społeczeństwie i
niemożność pogodzenia islamu i demokracji.
Autor został
wychowany w rodzinie muzułmańskiej. Jak sam pisze we wstępie, zanim nauczył się
czytać i pisać w ojczystym języku był uczony na pamięć wersetów Koranu, których
i tak nie rozumiał. Gdy dorósł i zrozumiał, że religia jego dzieciństwa i
młodości jest tylko narzędziem niewolenia umysłów, postanowił od niej odejść.
Czy słusznie porzucił ją dla świeckiego humanizmu, dla którego wszystkie
religie są urojeniami chorych ludzi, w sposób oczywisty nieprawdziwymi i
szkodliwymi*? Każdy z nas musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. Moim
zdaniem tytułowe słowo "muzułmanin" można by zastąpić dowolnym
wyrazem nazywającym religię i wyszłaby tak samo prawdziwa i oskarżająca tyrada.
We mnie nieraz budził się lęk przed islamem, bo to religia wojująca, niosąca
swój przekaz na pasach z ładunkami wybuchowymi samobójców gotowych zginąć w
imię... czego? Raczej nie religii, która może i jest opresyjna, autorytarna, a
może nawet despotyczna i absolutystyczna, ale w imię zręcznie wykorzystujących
ją terrorystów, którzy w swoich działaniach podpierają się nią do
legitymizowania swoich zamachów.
Czy powinniśmy ustępować pod naporem oburzonych głosów zarzucających nam, ludziom reprezentującym wartości zachodniej kultury, demokracji, że szkalujemy ich proroka, ich boga, ich religię? Ibn Warraq mówi, że nie. Przed przeczytaniem tej książki, bezkrytycznie zgadzałem się z sądem autora. Dziś już takiej pewności nie mam. Czy ludzie, którzy od wieków wychowywani są w tej antydemokratycznej religii czują się gorsi? Oni po prostu nigdy nie poznali innego świata, nie wiedzą jak to jest żyć w państwie zachodnim, demokratycznym. Nie dziwi mnie to, że mężczyźni, Europejczycy, przechodzą na islam i wstępują w szeregi Państwa Islamskiego, wszak muzułmanin-mężczyzna jest panem wszystkiego co do niego należy. Ale to, że znajdują się kobiety, które zmieniają wiarę na islam i podążają do tegoż państwa, napawa mnie trwogą - kobieta w islamie jest nieomal nikim, przedmiotem w rękach mężczyzn. Ale tak pozycję kobiet postrzegamy my, mieszkańcy Starego Kontynentu. Może jednak one wcale nie mają tam tak źle?
O ile w momencie wydania książki w 2011 roku można było powiedzieć, że islam jest w Europie tylko nic nie znaczącą religią, to obecnie zdecydowanie silniej wpływa na nasze nastroje. Fala uchodźców z Bliskiego Wschodu zalewająca Stary Kontynent wydaje się nie mieć końca. Dobrobyt i państwo socjalne, które Europejczycy mają na co dzień, dla muzułmanów (bo jednak zdecydowana większość przybyszów jest tego wyznania) wydaje się być świętym Graalem. Aby choć po części zrozumieć tych ludzi, którzy tak chętnie zmierzają do ziemi obiecanej oraz zamachowców z Paryża warto zapoznać się z Dlaczego nie jestem muzułmaninem.
*I. Warraq, Dlaczego
nie jestem muzułmaninem, Europa Przyszłości, Warszawa 2013, s.15.
Stowarzyszenie
Europa Przyszłości 2011
Przekład:
Karolina M. Wielgat, Gwidon Kuśmierek
Tytuł oryginału: Why I am not a muslim





















