Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2015


Jak ja lubię podróżować z Thubronem! Niespiesznie i dogłębnie odkrywać nieznane mi zakątki świata, przemierzać szlaki zwykłych ludzi i wsłuchiwać się w rytm ich życia. Po Jedwabnym Szlaku i Tybecie przyszła więc pora na kolejną podróż - do Chin, do których udałam się z niekłamaną ekscytacją i ciekawością, mimo iż o Państwie Środka mogłam już trochę poczytać. Wiedziałam jednak, że Colin Thubron odkryje przede mną inną, nieznaną twarz tego kraju. 

Ten nastrój podniecenia towarzyszył również podróżnikowi gdy otwarto granice Chin. Jeszcze kilka lat temu niedostępny kraj jawił się jako terra incognita gwarantująca jeśli nie przygodę - bo powściągliwy Brytyjczyk nie należy do awanturników - to zbliżenie do tego, co nieznane, inne i co za kilka lat być może odejdzie w przeszłość. Jak się okazało, Thubron nie tylko miał poznać ową inność, on miał tę inność uosabiać. Podszczypywano go w policzki, badano wzrokiem, ale również chętnie z nim rozmawiano - w kraju, w którym partia narzuca myślenie i karze za odmienne poglądy nie ma miejsca na indywidualność i szczere dyskusje, brytyjski podróżnik dawał więc szansę na wymianę opinii czy choćby niezobowiązującą pogawędkę, podczas której można "dotknąć" diabelskiego Zachodu, będącego narzędziem terroru władzy. Jeden z rozmówców opowiadał Brytyjczykowi jak podczas wojny koreańskiej straszono ich Amerykanami, jadąc do Stanów Zjednoczonych spodziewał się więc spotkać w fabrykach kapitalistów z batogami. Gdy prawda okazała się inna, zorientował się, że wszystko co wpajano obywatelom było kłamstwem. Ale ta świadomość nie pomagała - wolność gwarantowana przez konstytucję była pustym frazesem, bo nie dało się z niej skorzystać, myśląc czy działając po swojemu. Za kwestionowanie prymatu partii groziły sankcje karne, a w najlepszym wypadku uznawano odstępcę za wariata. Bezpieczniej było więc poddać się władzy partii i zatracić swój indywidualizm. Mao Zedong zasiał w tych pokornych umysłach Chińczyków ziarno szkodliwej ideologii znanej nam pod pojęciem rewolucji kulturalnej. Walka z antysocjalistami przerodziła się w tępienie wszelkich przejawów burżuazyjności. Niszczono wszystko, co piękne, niepospolite, a ofiarą czystek padali nie tylko ludzie, ale nawet zwierzęta domowe. 

Thubron co rusz spotykał na swojej drodze kogoś, kto pamiętał ten czas chaosu i terroru a czasem był także jego ofiarą. Według jednego z jego rozmówców to właśnie rewolucja kulturalna odpowiada za brak ideologii i egoizm ówczesnego młodego pokolenia, które jeśli czegoś pragnęło, to tylko dla siebie. Ktoś inny zauważył, że Chińczycy są narodem przywykłym do ofiar i mimo, iż nam, ludziom Zachodu, ich los wydaje się niegodny pozazdroszczenia, oni przyzwyczajeni są do takiego a nie innego życia. Być może - pisarz próbował usprawiedliwić Chińczyków - to nie bezlitosność popychała ich do okrucieństwa lecz brak złudzeń: córki sprzedawane były odległym wioskom jako tanie narzeczone, a gdy miały mniej szczęścia, wyrzucano je na śmietnik na pastwę psów... Same czworonogi również nie miały łatwo, gdyż Chińczycy cierpiący niedostatek i głód jedli wszystko, co żyje. W pewnym momencie Brytyjczyk zaczął się zastanawiać czy i on nie jest potencjalnym kandydatem do konsumpcji.

Colin Thubron pokazał Chiny jako kraj kontrastów. Z jednej strony zatłoczone i zaplute ulice, wszechobecna szarość i nijakość oraz woń uryny i smażonego oleju, z drugiej sterylne aleje i interesujący rozmówcy, z których każdy miał do przekazania ciekawą historię. Na jednej szali wpływy kultury Zachodu, na drugiej - niemożność wydostania się z pancerza nijakości i spod jarzma partii, choć ze szczerych rozmów wyłania się rosnący sprzeciw wobec ówczesnej polityki: Nasz slogan mówi, że partia jest naszym ojcem, ojczyzna zaś naszą matką. Co za ojciec! Wolałbym być sierotą! Uuuch! (...) Jak można kochać ojca, który stale cię bije?*. Thubron prowokuje do zwierzeń, być może dlatego, że nie wytwarza bariery między sobą a tubylcami, lecz podróżuje najniższą klasą, stołuje się tam, gdzie miejscowi. Brytyjczyk posiada cenny dar słuchania i docierania do sedna sprawy, czasami zadziwiając samego siebie swoimi nieprzemyślanymi wypowiedziami (kilkakrotnie w tekście pojawia się stwierdzenie typu: usłyszałem swój głos mówiący [...]), co było miłym akcentem humorystycznym w tej niewesołej książce. 

Za murem polecam, a sama czekam na kolejną podróż z Thubronem. Czas pokaże dokąd tym razem poprowadzi nasza droga.

* Colin Thubron, Za murem. Podróż po Chinach, Czarne, Wołowiec 2015, s. 430.

Czarne 2015
Seria: Orient Express
Tytuł oryginału: Behind the Wall. A Journey Through China
Przekład: Paweł Lipszyc

niedziela, 10 sierpnia 2014

Azja od dawna rozpala moją wyobraźnię, ale ponieważ brakuje mi odwagi do realnego wyruszenia w tak egzotyczne dla mnie zakątki, moje podróże nie wykraczają poza literaturę. Z ogromnym entuzjazmem ruszyłam więc w drogę z Krzysztofem Samborskim, by przemierzyć Kirgistan, Tadżykistan, Afganistan oraz Chiny.

Autor Zjadłem Marco Polo nie nazywa siebie ani turystą - na to miano nie pozwala dwudziestoletni bagaż podróżniczych doświadczeń, ani podróżnikiem, choć niespokojna dusza nie pozwala mu osiąść na stałe w jednym miejscu. Krzysztof Samborski połączył więc pasję podróżowania z miłością do Azji Środkowej i zajmuje się organizacją wyjazdów motocyklowych do wspomnianych w książce krajów. Sam również podróżuje na motorze, rzadziej samochodem, wybierając rzadko uczęszczane drogi, na których czeka nieznane...

Zjadłem Marco Polo jest zapisem jego podróży po bezdrożach Kirgistanu, Afganistanu, Tadżykistanu oraz Chin, pełnym zachwycających krajobrazów, rzadziej - spotkań z ludźmi i miejscową kulturą. Trochę brakowało mi tego aspektu, większość interakcji z miejscowymi ograniczała się do wymiany zdań z pogranicznikami. Samborski bardziej niż na ludziach skupia się na byciu w drodze; kilometry uciekające spod opon napełniają go energią. Motocyklista swoje doświadczenia porównuje do tych spisanych przez klasyków, Ryszarda Kapuścińskiego oraz Bronisława Grąbczewskiego

Choć w sieci spotkałam recenzje pełne zachwytów, mnie taka podróż pozostawiła z uczuciem sporego niedosytu i szybko uleciała z mojej pamięci. Zjadłem Marco Polo w moim odczuciu jest książką na wskroś męską - zwięzłą, konkretną i pozbawioną emocji, w miłość Samborskiego do Azji Środkowej pozostaje mi więc wierzyć na słowo. Jest to idealna pozycja dla tych, którzy tak jak autor podróżują na własną rękę - trasy zostały szczegółowo przedstawione, a mapki krajów zdecydowanie ułatwiają umiejscowienie autora w przestrzeni oraz zaplanowanie własnego wyjazdu. 

Piękna okładka oraz wspaniałe zdjęcia wewnątrz publikacji niech będą zachętą, aby sięgnąć po książkę, a potem ruszyć przed siebie i odkryć to, co do tej pory pozostawało tylko w sferze naszych marzeń.

Bezdroża 2014

niedziela, 30 czerwca 2013

Za Chiny ludowe! Za nic nie stanę się prawdziwą szanghajką!* - w jednym z rozdziałów wyznała Katarzyna Pawlak. Czy oznacza to, że Państwo Środka rozczarowało ją? Wręcz przeciwnie! Autorka tych słów kocha Chiny, przyrównując swoje uczucie do miłości do drugiej osoby, którą kocha się mimo wad. A tych w opisywanym kraju nie brak, oczywiście patrząc z perspektywy Europejczyka. 

Katarzyna Pawlak wyjechała do Państwa Środka na studia doktoranckie, do której przepustką była między innymi biegła znajomość języka chińskiego. Wydawałoby się, iż studia w obcym kraju są ogromną szansą na rozwój, okazuje się jednak, że sposób, w jaki doktorantka była traktowana na uczelni nie przystawał do poziomu jej wiedzy i ambicji. Dziewczyna nie była dopuszczana do opracowywania referatów o poważnej tematyce i odnosiła wrażenie, że jej zdolności były sprowadzane do umiejętności jedzenia pałeczkami... Na próby zwrócenia uwagi na niesprawiedliwość i nierówność w traktowaniu jej w porównaniu z pozostałymi studentami reagowano milczeniem lub... śmiechem! Taka jest bowiem typowa reakcja Chińczyka na kłopotliwą sytuację, co studentka zrozumie dopiero po pewnym czasie, choć reakcja ta nadal będzie wywoływała w niej spore emocje. Podobnie jak bycie traktowaną jak przybysz z obcego kraju, tzw. laowaj, który jest uznawany za niewątpliwą atrakcję, którą koniecznie należy sfotografować i która wywołuje zdziwienie, gdy okazuje się, że mówi, i to w dodatku po chińsku! 

Ale Za Chiny ludowe to nie tylko studium odmienności kulturowej, której autorka doświadczyła podczas dwuletniego pobytu w Państwie Środka, ale także obraz życia jego przeciętnego mieszkańca oraz zapis zmian, jakie dokonały się w kraju na przestrzeni ostatnich lat. Katarzyna Pawlak jest socjologiem, w związku z czym zamiast reportażu otrzymujemy treści osadzone w kontekście nauki o społeczeństwie. I choć nie wszystkie teksty zainteresowały mnie w równym stopniu, książka zdecydowanie poszerzyła moją wiedzę na temat Chin i zawiodła mnie w nieznane mi dotąd obszary, np. na granicę z Koreą Północną oraz do telewizyjnego studia, w którym realizowany jest program "Feicheng Wurao" (podobny nieco do znanej polskiemu telewidzowi "Randki w ciemno"). 

Warto przeczytać!
 
*Katarzyna Pawlak, Za Chiny ludowe. Zapiski z codzienności Państwa Środka, Carta Blanca 2013, s. 107.

Carta Blanca 2013
Seria: Bieguny

piątek, 19 kwietnia 2013

Męczące tłumy, korki na ulicach i zanieczyszczone powietrze - taki obraz pozostaje po wizycie w Chinach we wspomnieniach wielu turystów z Zachodu. Nic dziwnego - większość z nich nie wyjechała poza granice Szanghaju czy Pekinu, które w istocie są zatłoczone i spowite smogiem. Anna Jaklewicz, zafascynowana Państwem Środka, postanowiła pokazać drugie oblicze tego kraju. Jest bowiem wiele kameralnych miejsc, w które turyści jeszcze nie dotarli i gdzie gości ludzka życzliwość. Mowa o małych miasteczkach i wioskach zamieszkiwanych przez różnorodne grupy etniczne takie jak Bulang, Dong, Miao, Bai, Dai czy Aini. Zapewne dla większości czytelników egzotyczne nazwy nie były wcześniej znane, co wywołuje ciekawość i chęć poznania tajemniczych mniejszości narodowych. Anna Jaklewicz z uwagą chłonie każdy szczegół z ich życia, od architektury przez stroje po tradycyjne rytuały i obchodzone święta, by potem skrupulatnie przekazać swoje spostrzeżenia czytelnikowi. A okazji do poznawania grup etnicznych nie brakuje! Wprost z pogrzebu, na którym znalazła się przypadkiem, trafia na wesele, uczestniczy także w zawodach gry na lusheng i obserwuje występy folklorystyczne. Zatrzymując się w wioskach ma okazję podglądać także życie codzienne Chińczyków: hierarchie społeczne, podejmowane prace, sposób spędzania czasu oraz tradycyjnie wytwarzaną żywność (przysmakiem Mosuo jest suszona świnia, która czeka na spożycie kilka lat!).

Niebo w kolorze indygo to książka niebezpieczna. Zaszczepiła we mnie przemożną chęć zobaczenia nieznanych Chin na własne oczy, zasmakowania ich i chłonięcia wszystkich barw jakie miałam okazję ujrzeć na zdjęciach. Bo te są wprost przepiękne! Kto poznał turystyczną stronę Państwa Środka po lekturze będzie żałował trzymania się utartych szlaków opisywanych w przewodnikach, a ten kto nie miał okazji gościć w Chinach, zapragnie to zmienić.

Bezdroża 2013

piątek, 29 marca 2013


Najlepszym sposobem na poznanie obcego kraju jest przeprowadzka. Tylko będąc jego mieszkańcem można wsiąknąć w jego tkankę i zrozumieć zamieszkującą go społeczność. Peter Hessler, korespondent "New Yorkera", przeniósł się do Chin na kilka lat, a wynikiem jego obserwacji jest książka Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach. 

Ponieważ pobyt Hesslera w azjatyckim mocarstwie zbiegł się z wieloma przemianami jakie zachodziły w Państwie Środka, w tym z rozkwitem przemysłu samochodowego, dziennikarz wyrobił sobie chińskie prawo jazdy (amerykańskie już posiadał), by móc samochodem przemierzać tytułowe drogi i bezdroża. Pytania zadawane na egzaminie oraz sam egzamin praktyczny, podczas którego przyszły kierowca dowodzi swoich umiejętności na zamkniętych dla ruchu ulicach, wydają się łatwe, Chińczycy pokazują jednak, że jeździć można inaczej. Przejechałeś swój zjazd na autostradzie? - nie szkodzi, przecież można zawrócić. Trąbią na ciebie? - wyłącz światła, przecież nikt ich tutaj nie używa. Warto także, aby przyszły kierowca znał mowę ciała, gdyż ta odzwierciedla zachowania na drodze, np. gdy samochód zjeżdża na lewą stronę pasa/drogi, można przypuszczać, że zaraz będzie skręcał. 

Po zdobyciu prawa jazdy Hessler mógł realizować swoje plany - wyruszył w podróż wzdłuż Muru Chińskiego oraz jego pozostałości, poznając dzieje umocnień i przyglądając się życiu okolicznych mieszkańców. Po roku dziennikarz osiadł w Sanchy, małej wiosce położonej niedaleko od Pekinu. Mała miejscowość, do której dojazd był utrudniony ze względu na brak asfaltowej drogi, zamieszkana była przez zamkniętą i nieufną wobec "obcego" społeczność. Z czasem udało mu się jednak zyskać zaufanie mieszkańców oraz przyjaźń jednej z rodzin - jej życie zostaje przybliżone na kartach książki dając obraz nie tylko małego wycinka lokalnej, zdominowanej przez mężczyzn społeczności, ale i funkcjonowania całej wioski, która na naszych oczach zmieniła się w atrakcję turystyczną. 

Z prowincji Hessler wyruszył do specjalnych stref ekonomicznych, gdzie mógł obserwować funkcjonowanie fabryki guzików oraz być świadkiem powstawania wytwórni elementów do biustonoszy. Moją uwagę przykuła tutaj nie tyle tematyka przemysłu, co mentalności Chińczyków, która uwidoczniła się podczas poszukiwania pracowników do nowo otwieranej fabryki. Jedna z dziewczyn przedstawiła się jako starsza niż była w rzeczywistości i tak uparcie prosiła o zatrudnienie, że udało jej się znaleźć na - zamkniętej już wcześniej - liście przyszłych pracowników. Ciekawe są też kryteria oceniania potencjalnych kandydatów na pracownika. Ważny jest wzrost i odpowiednie zainteresowania, wśród których dyskwalifikujące jest... czytanie książek, gdyż wskazuje na lenistwo osoby spędzającej czas w ten sposób.

Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach to solidny reportaż o rozwoju tamtejszej infrastruktury, przemysłu oraz wsi. Znakiem nowych czasów jest migracja ludności do miast, w wyniku czego bywają wioski takie jak Sancha, gdzie w ciągu trzydziestu lat liczba mieszkańców zmniejszyła się dwukrotnie, a na sto pięćdziesiąt osób dorosłych przypada jedno dziecko. Ale Chiny to nie tylko kraj postępu - tutaj nowe czasy przenikają się z przeszłością i tradycją, zajmującymi ważne miejsce zwłaszcza w życiu mieszkańców wsi, a regulującymi takie kwestie jak pory na przyjmowanie płynów czy zmiana imienia jako remedium na chorobę, co może być zgubne w skutkach, gdyż odwraca uwagę od poważnych problemów zdrowotnych. 

Mój pozytywny odbiór książki osłabiła tylko jedna kwestia, która wprawiła mnie w niemałe zdziwienie, gdyż książki wydawane przez Czarne zawsze prezentują wysoki poziom edytorski. Niestety, tym razem na kartach książki znalazłam dwa błędy ortograficzne (!), i to mimo dwóch korektorów sprawujących pieczę nad książką. 

Czarne 2013
Tytuł oryginału: Country Driving: A Journey Through China from Farm to Factory
Przekład: Jakub Jedliński

sobota, 21 kwietnia 2012

Pałac kobiet jest drugą powieścią amerykańskiej noblistki, którą miałam okazję przeczytać (o Cesarzowej pisałam tutaj). Mając na uwadze dorobek pisarski Pearl S. Buck, spod której pióra wyszło 85 książek, przede mną jeszcze długa droga. Bo to, że jeszcze sięgnę po jej twórczość, jest pewne.

Podobnie jak w Cesarzowej, Pearl Buck na pierwszy plan wysunęła kobietę - silną oraz świadomą tego, czego oczekuje od życia. Panią Wu, bo o niej mowa, poznajemy w dniu jej czterdziestych urodzin. Kobieta w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku właśnie podjęła decyzję o wycofaniu się z życia małżeńskiego i rodzinnego. Choć dla wielu osób z jej otoczenia jest to czymś niedorzecznym, pani Wu - trwająca w przekonaniu, iż robi dla męża coś dobrego - sprowadza na swoje miejsce młodą konkubinę. W wieku czterdziestu lat nie chce rodzić kolejnych dzieci, a pana Wu nie darzy miłością, więc to rozwiązanie wydaje jej się najsłuszniejsze. By zyskać całkowitą wolność, organizuje także życie swoich synów, aranżując ich małżeństwa. Nowe życie pani Wu przynosi jej jednak pustkę, która nieoczekiwanie wypełnia się... uczuciem! Pałacu kobiet nie zaliczyłabym jednak do romansu, lecz do powieści obyczajowej. Pearl Buck świetnie sportretowała osoby związane z domem pani Wu - każda postać została obdarzona indywidualną, niepowtarzalną osobowością. Z podobną pieczołowitością autorka odmalowała wnętrza, stroje, życie codzienne, zaglądając nawet do ludzkiej psychiki. Pałac kobiet jest bowiem historią wewnętrznej przemiany pani Wu, która dzięki cudzoziemskiemu księdzu uświadomiła sobie krzywdę, jaką wyrządzała ludziom, traktując ich jak przedmioty, ciała pozbawione uczuć.

Pałac kobiet polecam - nie tylko ze względu na walory literackie, albowiem historia pani Wu jest zaproszeniem do refleksji nad własnym życiem i samospełnieniem.

Muza 2011
Tytuł oryginału:The Pavilion of Women
Przekład: Adam Chmielewski

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Na początku V wieku chiński wojownik Liu uprowadził piękną kobietę z arystokratycznego rodu. Choć zdobył ją siłą i był niskiego pochodzenia, Młoda Matka dzieliła z nim wszystkie trudy życia. Ambitny Liu został cesarzem, a ona cesarzową. Wkrótce Liu zmarł, a Młoda Matka schroniła się w buddyjskim klasztorze. Żyła tam spokojnie przez dwadzieścia lat, aż do czasu, gdy oskarżono ją o spisek i zmuszono do popełnienia samobójstwa. 

Pod koniec VI wieku wybitnie uzdolniony lutnik imieniem Shen Feng pomaga zdobyć pieniądze przyjacielowi zakochanemu w mniszce z buddyjskiego klasztoru. W tym celu postanawiają splądrować grobowiec pewnej arystokratki. Nie znajdują żadnych bogactw, więc kradną wieko trumny wykonane z niezwykłego drewna. Materiał idealnie nadaje się na cytrę. Shen Feng chcąc uniknąć kary za zbeszczeszczenie grobowca, ucieka na statek rzecznych piratów. Towarzyszy mu duch pięknej kobiety, który wniknął w wieko trumny. Kradnąc je, Shen przywołał z powrotem na świat Młodą Matkę i zakochał się w niej bez pamięci...*

Czytając informacje zawarte na ślicznej okładce (to właśnie ona zaprosiła mnie do bliższego zapoznania się z Nagą cytrą) byłam przekonana, że są one wprowadzeniem w świat powieści. Okazało się jednak, że jest to po prostu streszczenie fabuły! Nie mam pojęcia czemu ten zabieg miał służyć - z tyłu okładki wolę widzieć zapowiedź, a nie rozwiązanie zagadki i zapewne nie jestem w tym odosobniona.& ;

W Nagiej cytrze zabrakło mi zaskoczenia i czegoś jeszcze. Wprawdzie fabuła splata się w ciekawy sposób poprzez naprzemienne ukazanie losów Młodej Matki i Shen Fenga, by pod koniec książki połączyć ich historie w jedną, przyznam jednak, że partie dotyczące młodego lutnisty trochę mnie nużyły. Młoda Matka, zwana później po prostu Matką i Czystością Pustki, była dla mnie wyrazistszą i ciekawszą postacią i to głównie na niej skupiałam swoją uwagę podczas lektury. 

Czytając Nagą cytrę moje myśli mimowolnie wędrowały do Cesarzowej autorstwa Pearl Buck. O ile historie kobiet wciągnęły mnie w równym stopniu, o tyle w kwestii całokształtu powieści wygrywa Pearl Buck. Styl i język Shan Sy nie przemówiły do mnie jako zbyt zwięzłe, czasem niemal raportowe. Zdecydowanie najmocniejszym punktem książki jest jej zakończenie - magiczne, piękne... Niestety, cała powieść nie potrafiła mnie zauroczyć w równym stopniu.

Muza 2011
Tytuł oryginału: La cithare nue
Tłumaczenie: Krystyna Sławińska 

*Źródło cytatu: okładka.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Pearl Buck to amerykańska noblistka, mająca na swoim koncie aż osiemdziesiąt pięć książek. Zważywszy na to, iż pisała przez niewiele ponad 40 lat jest to wynik imponujący i trzeba przyznać, iż mimo ogromnej "płodności" jej twórczość - a przynajmniej poznany przeze mnie wycinek - nie ma nic wspólnego z grafomanią.

Cesarzowa to powieść biograficzna, której bohaterką jest Tz'u Si, w rzeczywistości Cixi, panująca w latach 1861-1908 (na okładce książki widnieją lata 1862-1908). Władczynię Chin poznajemy gdy ta jako siedemnastoletnia dziewczyna zostaje konkubiną cesarza Sien Fenga (właściwie Xianfenga), człowieka kapryśnego i słabego, uzależnionego od opium i - mimo młodego jeszcze wieku - wyniszczonego. Jehonala od początku pobytu w Zakazanym Mieście walczy o względy cesarza oraz Wdowy Matki i zyskuje je, rodząc cesarskiego potomka. Nie ustaje jednak w swoich działaniach i rozpoczyna walkę o utrzymanie Tronu Smoka dla swojego syna, co wcale nie jest zadaniem łatwym, biorąc pod uwagę intrygi i spiski, którym przyjdzie jej stawić czoła oraz sytuację polityczną kraju - napływ cudzoziemców, poczynania tajpingów oraz powstanie bokserów. Kobieta dzięki swej inteligencji bierze udział w cesarskich audiencjach, a po śmierci władcy wraz z jego małżonką obejmuje regencję, do której po śmierci T'ung Czy (Tongzhi) jeszcze powróci...

Pearl Buck pokazała Tz'u Si jako kobietę inteligentną, dumną i silną, nie bojącą się wziąć losów kraju w swoje ręce. Z drugiej strony tytułowa cesarzowa to kobieta bezwzględna i okrutna, ale także wrażliwa na piękno, kochająca malutkie pieski i piękne pałace oraz wierna - przez całe życie nosiła w sercu ukochanego Jung Lu, z którym w młodości była zaręczona. 

Pearl Buck pisze prostym językiem, ale nie przeszkadza jej to w barwnym ukazaniu kolorytu epoki - pałaców, strojów czy obyczajów. Cesarzowa wciąga i absorbuje aż do ostatnich stron.

źródło: smithsonianmag.com

Muza 2011
Tytuł oryginału: Imperial Woman
Przekład: Krzysztof Schreyer